Mum and the city

Dyskryminacja ojców – tragikomedia w IV aktach

26 sierpnia 2015

DSC_1354

PROLOG

Basen. Kasy. Odbieramy opaski i nagle słyszymy: 
– Przebieralnia męska jest na lewo, a pani zaraz pokażę, gdzie jest pokój z przewijakiem.
– Proszę pokazać mężowi, bo to on pójdzie z dzieckiem.
– Mąż??? – kasjerka spojrzała na mnie znad okularów. Baaardzo zdziwiona, zupełnie tak, jakby myślała, że facet nie potrafi przebrać niemowlaka i go nie połamać.
– Tak, mój mąż. Tak będzie szybciej, bo ja pół godziny suszę włosy.
– To może pójdą państwo razem? – jeszcze nie do końca potrafiła zaufać ojcu dziecka.

O dyskryminacji mówi się coraz więcej. To bardzo dobrze. Jednak o sytuacjach, w których dyskryminowani są mężczyźni – prawie wcale. Zupełnie tak, jakby ich nie było?

DSC_1352

AKT I

U ginekologa

Puk, puk.
– Proszę! Proszę wejść.
– Dzień dobry. A czy ja mogę z mężem?
– Z mężem? – reakcja lekarza uzmysłowiła mi, dlaczego wszystkie brzuchatki w poczekalni siedzą w pojedynkę. I dlaczego już tu nie wrócę.
– No tak, żeby mógł razem ze mną zobaczyć dziecko na USG. Posłuchać serca. To również jego dziecko? – zaczęłam się niepotrzebnie tłumaczyć. Przecież to mój mąż, u diaska! Widział mnie już bez majtek!

Dyskretnie rozglądam się po gabinecie. Żadnego parawanu, przy USG krzesło tylko dla lekarza. Że facet własne dziecko może poznać dopiero po porodzie, a ciąża to nie jego sprawa?

AKT II

W centrum handlowym

Stary Browar, idziemy na zakupy. Chciałam jeszcze po cichu zajrzeć do nowego butiku Kupisza, więc mówię do Piotra:
– Kochanie, pójdziesz sam przewinąć pieluchę? Skoczyłabym sobie na górę…?

Poszli. Po piętnastu minutach zaczynam ich szukać. Siedzą na ławce na korytarzu i… Własnym oczom nie wierzę!
– Dlaczego nie szukałeś przewijaka? – jestem wściekła, kiedy zbiegam do nich na dół.
– Szukałem. A nawet znalazłem! Jest tylko w damskiej toalecie.
Na przemian otwieram i zamykam usta, bo nie wierzę w to, co słyszę, a już tym bardziej nie wiem, co powiedzieć.
– Czyli że co? – dziwię się – Że mężczyźni nie chodzą z małymi dziećmi na zakupy?
– No widzisz, widocznie nikt poza mną…

Pewnie dlatego mamy „pokoje dla matek z dziećmi” zamiast „pokojów dla rodziców”?

AKT III

W przychodni lekarskiej

– NIP dziecka? – zwraca się do mnie kobieta w rejestracji. Nie pamiętam, dziecko na rękach, proszę Piotra, żeby wyjął z mojej torebki książeczkę zdrowia, znalazł i podał dane.
– Czyli zaległe szczepienie, tak? – babka ciągle mówi tylko do mnie, chociaż to mąż stoi przy okienku, ja już dawno powędrowałam w róg poczekalni, gdzie leży karton z zabawkami. Kostek bardzo chce się bawić w motorniczego.

Po pięciu minutach otwierają się drzwi gabinetu. Wchodzimy.
– Czy może pani rozebrać dziecko?
– Proszę, niech pani postawi je na wadze.
– Czy ma pani jakieś pytania do lekarza?
– Teraz pani przytrzyma dziecko, a ja przygotuję igłę.

Stoimy tam we dwójkę, ale dla personelu mój syn ma tylko jednego rodzica.

AKT IV

Na imieninach u cioci Gieni

– On sam karmi dziecko! – starszyzna palcem wskazującym wycelowała w stronę mojego męża, który razem z Kostkiem zajął miejsce w wygodnym fotelu w kącie pokoju.
– Sam. No sam – jeszcze nie rozumiem. To we dwójkę mamy podawać to mleko? Ja mam trzymać dziecko, a mąż butelkę? Czy może na odwrót?
– Ci dzisiejsi mężczyźni! Świat stanął na głowie! – wiekowa ciotka kiwa głową nad talerzem parującej zupy – Mój mąż nigdy nie przewinął nawet pieluchy – przez moment miałam wrażenie, że słyszę w jej głosie nutkę dumy.
– Właściwie to masz dobrze! – wtrąciła się od razu druga ciotka, siedząca na przeciwko mnie – Tylko… Nie boisz się? Mój też do lekcji potrafił zagonić, na rowerze nauczył jeździć, ale dawać mu takie małe…?

Spojrzałam na Piotra. Z pieluchą tetrową przewieszoną przez ramię, czule pochylając się nad naszym maleńkim jeszcze wtedy synkiem wyglądał na ostatnią osobę, której mogłabym się bać. Nie, wprost przeciwnie. Zawsze mogę na niego liczyć! Czy to naprawdę aż takie dziwne?

I tak się zastanawiam, kto jest temu winien? Kobieta, która wszystko sama, bo najlepiej? Mężczyzna, który raczej nie, bo tak mu wygodnie?

Czy może czas, którego jeszcze potrzebujemy, żeby zrozumieć, że ojciec w życiu dziecka jest tak samo ważny jak jego matka?

DSC_1375

  • asieklack

    u mnie często powtarzała się (co ja mówię- powtarza!) sytuacja nr 4. Mąż przewija córkę a w tle komentarza ‚o, patrzcie co on robi’ ‚dajesz mu tak?’ ‚uuuu Daniel, co ona z Tobą zrobiła’. nosz kurcze, za pierwszym razem uznałam to za żart i się nawet uśmiechnęłam, ale przy kolejnych już mi raczej nie do śmiechu :/ fala komentarzy pojawia się też w momencie, gdy mówimy że to on kąpie małą… kompletnie nie rozumiem!
    ale w sumie, rozumieć nie muszę. Ważne, że nam tak dobrze :)

  • Sonia

    To wydaje sie być najtrudniejsze, żeby pokonać swoje „ja wiem/zrobię najlepiej”. O czasem choć wiem, że to mam z tym próblem, i że za 5 minut będę klnąć „czemu znowu ja, sama!” to i tak powtażam ten sam schemat … I na tym cierpię ja, partner a stereotyp siłaczki rośnie.

  • Chyba to ostatnie… Często kobieta jest według społeczeństwa tym ‚bardziej’ rodzicem. To tak samo jak moja babcia nie potrafi zrozumieć że ja mam pretensje o to że chociażby mój starszy brat powinien naprzemiennie ze mną robić w kuchni. Kobieta powinna a nie! Jak to żeby tak facet obiad gotował? ;/ A potem się dziwić że takie lewusy są … ;p Nie wszyscy oczywiście… ;)

  • karpikii

    Ja się w najgorszym razie spotkałam z sytuacją 4 tyle ze na imieninach u dziadka ;) Proszę więc sobie wyobrazić moje zdziwienie gdy kładłam 6letnią córke do szpitala i usłyszałam, że „mąż nie może z nią zostać. w zadnym razie, przeciez to sala dziewczeca! Że Pani chyba zartuje!” Ja tez zostac nie moglam bo karmie piersia. Ostatecznie mloda zostawala przez 2 tygodnie sama w nocy, I zaczelismy sie solidnie zastanawiac- co jesli dziecko jest mlodsze, mniej samodzielne, rodzice mieszaja daleko albo nie sa w stanie 100 razy dziennie dojezdzac badź jest wychowywane przez samotnego tate? czy ojcowie nie maja zadnych praw?

    • marzena

      To jest naprawde straszne. Ja nie bylam w takiej sytuacji,ale moge sobie wyobrazic jakie to jest dolujace. A nagorsze to, ze cierpi dziecko. Po prostu smutne

  • karjola

    Coś strasznego….Kobieta kobiecie wilkiem :( sytuacja, którą chcę opisać,jest zupełnie inna,ale ciągle w temacie dyskryminacji. Ostatnio byliśmy na chrzcinach, na których ja byłam chrzestną i umówiliśmy się,że tym razem ja pije alkohol, bo ostatnio ja kierowałam po weselu, a mąż tym razem kieruje. Niestety wszyscy mężczyźni obecni patrzyli się na mnie krzywo, byłam jedyną pijącą kobietą i w ogóle miałam wrażenie,że wszyscy uznali,ze mój mąż jest pantoflarzem. A myśmy po prostu podzielili się sprawiedliwie..to,że my kobiety nie mamy żadnych praw?? Nie rozumiem….że jak impreza to obowiązkowo kobieta prowadzi, bo mężczyzna musi się napić?

  • A tam. Mój mąż też wszystko przy dziecku robił i robi nadal. Mam gdzieś komentarze innych :-)

  • Częściowo się zgadzam głównie chodzi o tzw stare ciotki. Nie mogły przeżyć jaj mąż karmil córkę i zmienial jej pieluchy.
    Jednak co do Browaru, to w starej części przy toaletach jest osobne pomieszczenie dla rodzica z dzieckiem. Duże z krzesłem by nakarmić, z ogromnym blatem do przewijania. Osobne, nie w damskiej toalecie. Widocznie mąż słabo szukał, albo mu się nie chciało zapytać obsługi, gdzie taki pokój jest.

  • Mała Mi

    Moj mąż nie spotyka się z dyskryminacja, ale to jak zajmuje się naszym synkiem wzbudza podziw. I to mnie dziwi. Mnie nikt za to nie podziwia. A przecież dziecko jest wspólne-moje i jego. Oboje jesteśmy za nie odpowiedzialni i oboje mamy obowiązek (ale przede wszystkim chcemy) się nim zajmować.

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Jak dobrze, że mój mąż też z tych tatusiów co się dzieckiem zajmują :) Do lekarza z nią chodzi, papiery do przedszkola on składał, bo ja byłam w pracy, do toalety z nią chodzi, chociaż czasem ma problem, do której :)
    Ale też słyszałam różne komentarze. Jestem jednak zdania, że dziecko robiliśmy razem, to razem je wychowujemy i dzielimy się obowiązkami :)

  • Teraz wyobraź sobie jaka była reakcja jak chodziłem z MyLittleAnt w chuście. Do karmienia po pierwszym szoku nawet moja babcia się przyzwyczaiła.

  • Mnie najbardziej wkurzają miejsca w których tylko mama może przewinąć dziecko.

  • marzena

    U mnie w rodzinie na szczescie widok mezczyzny przy dziecku nie dziwi. Wsrod pokolenia moich rodzicow (a wujkow i ciotek mam sporo- rodzice maja duzo rodzenstwa) praktycznie kazdy mezczyzna zajmowal sie dzieckiem. Moj tata byl taksowkarzem i jak mama szla do pracy to musial mna sie zajac (czytaj: brac mnie ze soba do swojej pracy – tak,tak jezdzilam z nim w taksowce). Mama wrocila do pracy jak mialam 2 lata i z racji, ze pracowala na 12 godzinne zmiany tata zajmowal sie mna nierzadko calymi dniami.
    Dlatego jak moj maz zostal z dzieckiem na tacierzynskim gdy mala miala 4 miesiace nie wzbudzilismy wielkiej sensacji w rodzinie. No i z racji ze mieszkamy za granica jak dotad nie doswiadczylismy jakiejs wiekszej dyskryminacji ojcow: przewijaki w obu toaletach lub pokoje dla rodzica z dzieckiem, na porodowce moj maz zostal poproszony do nauki kapieli i przewijania (mama niech odpocznie po porodzie), przy pobraniu krwi zaprosili meza z dzieckiem (chyba chcieli mi oszczedzic widoku).

  • Marta Nozderka

    podpisuję się obiema rękoma pod tym co napisałaś.
    My z premedytacją „wysyłamy” Tatę G gdy Młody musi wybrać się do łazienki umyć ręce albo zmienić pieluchę…a w więksozści wypadkó przewijak tylko w damskiej toalecie. Kombinacje – bezcenne.
    Pomysł projektu na budżet partycypacyjny w mojej okolicy – Klub Mamy i Dziecka…nie wytrzymałam. Napisałam, że projekt nie jest równościowy, że dyskryminuje ojców….

    I mi się rodzi pytanie, jak facet ma się stać pełnoprawnym rodzicem, jeśli nie ma dla Ojca miejsca w przestrzeni publicznej. Jak ma się stać rodzicem/Tatą jeśli w domu to Mama i Babcia wiedze i robią lepiej.

    Jak tylko pojawił się w domu Młody podjęłam decyzję, że nie będę dzwonić gdy wyjdę z domu a oni zostaną razem, nie będę drżała gdy trafi w ręce Taty. Jest on jedyną drugą osobą, której ufam na równi sobie, a czasami bardziej. Gdy G miał 5 miesięcy wyjechałam na babski weekend, takich wyjazdów było kilka. Ja sama z Młodym nie zostałam jeszcze nigdy na weekend. Żadna Babcia, Ciocia, Koleżanka czy Kumpel nie mają prawa podważać naszej równej pozycji.

  • Matko Zabawko

    E serio ginekolog dziwnie patrzył na męża w gabinecie? Jak bywam u lekarza to raczej zaobserwowałam, że para wchodzi razem. Mi zawsze było przykro, że ja siedzę sama z brzuchem przed gabinetem a reszta wchodzi we dwójkę.

  • Agi82

    Fantastyczny post. Co prawda macierzynstwo jeszcze przede mna, ale niestety w wielu rodzinach/ insytucjach takie sytuacje sa na porzadku dziennym. Obserwujac jednak moich braci i znajomych mysle, ze model rodziny sie zmienia, na plus.

    • Drop

      O tak, w moim odczuciu zmienia się i to bardzo. Właściwie większość moich kolegów potrafi przewinąć, nakarmić, czy wykąpać dziecko, w pokoleniu moich rodziców (przynajmniej w moim otoczeniu) to się nie zdarzało. Przyjście z pracy było równoznaczne z odhaczeniem wszystkich dziennych obowiązków, no może jeszcze jakieś dłubanie w garażu wieczorem, może nawet zabawa z dzieckiem, ale żeby przyrządzanie kaszki, karmienie itepe? Never. Dzisiaj coraz częściej widuję tatusiów z pociechami, choćby w galeriach właśnie, czy na placach zabaw (i to w ciągu dnia, nie po pracy, więc pewnie niejeden jest z dzieckiem na pełen etat). Wiadomo, nadal są w mniejszości i pewnie jeszcze długo będą, ale pamiętając jak było jeszcze 20 lat temu, to jednak zawsze bardzo miły widok.

  • Za to na ulicy za samotną mamą z małym dzieckiem nikt się nie obejrzy (jeśli oczywiście nie jest znana z tv), a za samotnym tatą z dzieckiem się babeczki oglądają i jeszcze spoglądają tęsknym wzrokiem, W tej jednej sytuacji dziecko to akurat działa dyskryminująco na kobiety. Jak facet chciałby się wybrać na podryw powinien pożyczyć sobie małego słodziaka i sukces ma gwarantowany;)

  • Kasia A

    Z jednej strony sie zgadzam :) mój Mąż sie zajmuje dziecmi b często. W zasadzie to nie ma czasu wolnego ;) z drugiej jednak mam pytanie jakie czynnosci typowo męskie przejely kobiety(czyli np jak on się zajmuje dzieckiem czy Ty dlubiesz przy samochodzie?:) Bo troche mi sie wydaje, ze dzisiejsi mężczyźni musza robic wszystko. Troche sprawiedliwości :P

    • I tu masz rację! Kolejna dyskryminacja. Nie robię niczego przy samochodzie, nie naprawiam, nie koszę trawnika, a mój mąż i pieluchy przewija, i pranie czasami robi ;). Chociaż w gotowaniu i sprzątaniu staram się go odciążać. Nie zawsze daję radę, ale się staram, bo wiem, że wybitnie tego nie lubi.

    • Kasha Dziuba

      Tak, ja tak! Maluje, skladam meble, jakies drobne usterki w samochodzie naprawiam – jesli dam sobie rade. Kazdy robi to, co lubi i to, co mu wychodzi. Albo to, na co ma czas.

    • E, bez przesady. U nas w domu ja się zajmuję głównie sprzątaniem i skręcaniem mebli. No i ogarnianiem różnych spraw remontowych. Niemałż jest od pobieżnych serwisów rowerowych, gotowania (pyszne rzeczy robi) i większości zakupów. Resztę każdy robi po równo. Pierzemy sobie oddzielnie, prasowac nikt nie prasuje, dzieckiem zajmuje się ten, kto akurat ma więcej siły i czasu (pracuję w domu, więc często w tym czasie tata idzie z małą na plac zabaw lub po prostu odwraca uwagę, żeby mi nie przeszkadzała). Tak jakoś wyszło. Kiedyś gotowaliśmy razem, z czasem trzeba się było podzielić, bo ktoś musiał trzymać dziecko z dala od kuchenki. Teraz mała jest coraz starsza i wręcz razem z tatą coś tam robi (np. obtacza cukinię w bułce tartej lub wrzuca obierane przez niego ziemniaki do zlewu). Ja zawsze byłam bardziej techniczna po mamie, Niemałża nauczył gotować tata. No i tak sobie żyjemy :D

    • Miarka

      Jak często psuje się samochód, a jak często trzeba zmienić pieluchę dziecku i zrobić jedzenie? Do tej pory kobiety wyrabiały po pracy darmowy etat jako gosposie domowe, a mężczyźni raz kiedyś przesunęli kanapę. Przejęli część obowiązków, żeby wyrównać ten wysiłek i jeśli kobiety nie muszą przejmować „męskich” zajęć, to znaczy, że dotychczas większość ciężaru leżała po naszej stronie. Ponadto, jeśli facet pójdzie grzebać w samochodzie, ja w tym czasie np. zrobię obiad, a nie będę leżeć plackiem. Tak samo jak ja będę skręcać meble, a on za to posprząta. Nie o to chodzi, żeby każdy robił wszystko, tylko żeby te codzienne obowiązki dzielić, zamiast je zrzucać na jedną osobę. Nie wspominając już o tym, że helou, to jego własne dziecko! ;)

  • chyba najbardziej te kobiety, które lubią się obwieszać medalami za osiągnięcia macierzyńskie. a z takim ojcem musiały by dzielić się chwałą…

  • Oj często mamy to samo i zawsze jest wielkie zdziwienie, że sam potrafi zająć się dzieckiem , posprzątać, ugotować. Nikogo przy tym nie zabić, nie otruć i nie utopić. Takie traktowanie mężczyzn, to robienie z nich nieogarów życiowych…

  • Mój Niemałż na szczęście pochodzi z rodziny, gdzie dzieci mają również ojców, więc z przewijaniem w jego wykonaniu nie było problemów. Trochę na początku pomagała nam babcia, ale bardziej mnie niż jemu, tzn. ja musiałam dojść do siebie po cesarce i nie mogłam dźwigac, więc podczas kąpieli w zasadzie tylko patrzyłam. Długo umiał przewijać dziecko lepiej niż ja, w zasadzie chyba nadal lepiej to robi, tyle że częściej się miga. Woli zabierać małą na plac zabaw, kiedyś regularnie robił z nią w wózku zakupy. Oboje jesteśmy pod niektórymi względami jako te melepety, ale mogę śmiało powiedzieć, że moje dziecko ma również ojca. Czy spotykamy się z brakiem zrozumienia? Naa, jakoś nie. Może dlatego, że podczas rozmowy z lekarzem często odwracam się do Niemałża konsultując odpowiedź. No i gadam w liczbie mnogiej, czyli zdecydowaliśmy tak i tak, robimy tak i tak, podawaliśmy tak i tak. Czuję się ważniejsza decyzyjnie, ale poza tym jest mniej więcej po równo.

  • tak. zauważyłam dokładnie to samo co Ty. dodam, ze u mnie np. nawet Starsza córka chodziła na usg, bo chciała swoją siostrzyczkę zobaczyć :)) jeśli my, nie zmienimy myślenia, nastawienia, nie zaufamy drugiemu człowiekowi, temu przecież najbliższemu, to potem mamy sfrustrowane kobitki, które wiecznie narzekają, „że one to wszystko, a ich mąż, że nic, piwko i nogi na stół”.

  • Cóż, my mamy też mamy swoje za uszami. Szczególnie na początku, gdy całym naszym światem staje się dziecko. Czyż nie zdarza nam się powiedzieć „Zostaw, źle to robisz”. Przyznam, że sama tak miałam, ale bardzo szybko doprowadziłam się do porządku.

  • Bardzo ważny jest głos matek, które otwarcie przyznają, że pomocy mężczyzny potrzebują i z niej bez wstydu korzystają. Jak i głos ojców mówiący, na jakie trudności napotykają. Cieszę się, że piszesz o tym, bo w dwudziestym pierwszym wieku rodzice powinni być oboje równoprawni względem opieki nad dzieckiem. Tymczasem ludzie sami tworzą bariery. Z jednej strony chcą mężczyzn odpowiedzialnych a z drugiej nie dopuszczają do tego. Zainspirowałaś mnie tym wpisem, razem z dwójką innych poruszających tę kwestię blogerów, do stworzenia własnego.