Mum and the city

Czy drugie dziecko rzeczywiście kosztuje mniej?

28 czerwca 2016

DSC_9832

Istnieje takie przekonanie, przekazywane z ust do ust przez bardziej doświadczonych rodziców, że drugie dziecko to już prawie nic nie kosztuje. Sama nie widzę w tym większej logiki, bo używam pieluch jednorazowych, a nie tetry po pierworodnym oraz zdaję sobie sprawę z tego, że córka nie będzie żywiła się resztkami, które spadną ze stołu starszaka, ale nigdy nie mówię: „nie” dopóki sama nie sprawdzę. Dlatego postanowiłam wziąć pod lupę nasze wydatki przy młodszym dziecku i zdradzić, jak to wygląda naprawdę…

DSC_9841

1. Sprzęty.

Całe szczęście nie zdążyłam sprzedać większości przedmiotów, z których korzystał synek, takich jak: fotelik samochodowy, wózki, krzesełko do karmienia, wanienka, przewijak, więc tutaj punkt dla mnie, faktycznie zaoszczędziłam.

Oszczędność: 4 tys. zł

2. Łóżeczko.

Między moimi dziećmi różnica wieku nie jest duża, dlatego synek dalej śpi w swoim łóżeczku, a dla młodszej musiałam kupić kołyskę oraz materacyk. Wyszło więc tak samo jak przy starszaku.

Koszt: 500 zł

3. Ubranka.

Mam szczęście, bo moje dzieci urodziły się o tej samej porze roku (różnica wieku: 3 lata i 6 dni), więc teoretycznie córeczka mogłaby nosić ubranka po synku. Teoretycznie, bo nie wygląda w tym zbyt szczęśliwie i często gęsto jest mylona z chłopcem. W mojej rodzinie funkcjonuje nawet żart: „Ładny chłopiec jak na dziewczynkę” ;). Teraz jestem już rozważniejsza i dla Kostka kupuję ubrania, które od biedy będą pasować również Basi, ale wiadomo, że nie zawsze i nie wszystko się da.

Bo na przykład część ubrań Kostek doszczętnie zniszczył (ach, ta dzisiejsza chińszczyzna!). W dodatku sporą część (tę lepszą) wydałam, więc tak naprawdę ubranka muszę na bieżąco dokupować.

Koszt: 1 tys. zł (na razie)

4. Wyprawka.

Te wszystkie rożki, kocyki, otulacze… Ja nie planowałam drugiego dziecka, dlatego w pierwszej ciąży nie kupowałam wyprawki unisex. Tak więc mam w szafie błękitne kocyki w autka i ilekroć nakrywam nimi córkę, przeżywam deja vu. Kostek też i nie bardzo pozwala, żeby Basia była owijana w JEGO kocyk. Nie mówiąc o ręcznikach, pościeli i prześcieradłach, bo przecież on też czegoś używać musi. Wszystko musiałam więc nabyć od nowa. No może poza pieluchami tetrowymi i flanelowymi, ale ich koszt – wiadomo – jest znikomy.

Koszt: 500 zł
Oszczędność: 50 zł

5. Zabawki.

Basia jest za mała i niczym się jeszcze nie bawi, ale już widzę, że będzie musiała mieć własne zabawki, bo brat jest raczej nieskory do tego, żeby z kimkolwiek dzielić się swoimi autkami.

Koszt: ???

6. Rzeczy, które wyszły w praniu.

Czyli takie, których nie miałam przy synku, a które wydawały się na tyle potrzebne, że zaopatrzyłam się w nie teraz. A jest to: chusta tkana, nosidło, leżaczek bujaczek i kilka innych drobiazgów.

Koszt: 1 tys. zł

7. Bieżące potrzeby.

Pieluchy, mokre chusteczki, kosmetyki a już za moment jedzenie. Zakładam, że jeśli chodzi o jedzenie nowy członek rodziny kosztuje dokładnie tyle, ile każdy inny (nie mniej, nie więcej) i to by się niemal od samego początku zgadzało. Kostek może i je mniej, ale nie są to tanie produkty, bo wiadomo, że dziecko i rybkę świeżą kilka razy w tygodniu dostać musi, i Monte wszamać lubi, a wszystko to popija soczkiem ze świeżo wyciskanych owoców. Licząc więc dzienną stawkę żywieniową tak jak u dorosłego na poziomie 20 zł + 8/10 pieluch dziennie po 0,70 groszy każda + mokre chusteczki i kosmetyki, wychodzi:

Koszt: 800 zł/msc

Jak widać, oszczędza się raptem na kilku przedmiotach, co w perspektywie całego życia jest tylko małą kropelką w morzu wszystkich potrzeb. Ja mam jeszcze małe dzieci, więc nie podliczyłam wyprawki szkolnej, wycieczek klasowych, wyjść do kina, na basen, ceny wakacji i – olaboga! – studiów… Nie wzięłam pod uwagę kosztów szczepionek czy lekarza, bo zaraz znajdzie się ktoś, kto mnie uświadomi, że to przecież mogę mieć za darmo (albo w ogóle nie powinnam szczepić ;)). Jednak myślę, że i bez tych przykładów dobitnie widać: historie jakoby drugie dziecko nie kosztowało nic (lub kosztowało bardzo mało) można włożyć między bajki.

DSC_9853

Ale mam swoje sposoby, żeby te koszty zminimalizować:

1. Rzeczy od rodziny i znajomych – ja sama dostałam przy pierwszym dziecku np. podgrzewacz do butelek czy odkażacz. I bardzo sobie ten sposób chwalę, jednak trzeba pamiętać, że jak ktoś ma coś naprawdę fajnego, to raczej będzie chciał to sprzedać na aukcji internetowej niż oddać.

2. Allegro czy OLX – przyznam szczerze, że nie potrafię tam robić zakupów, bo ZAWSZE spodoba mi się coś, co – mimo że z drugiej ręki – wcale nie jest tańsze niż w sklepie (tak było np. z naszą szarą kołyską). A jak mi się spodoba, to nie ma przebacz, muszę to mieć. Właśnie to, nic innego. Ale znam ludzi, którzy potrafią wyhaczyć całkiem fajne ciuchy dla dzieci i to w naprawdę niskich cenach. A potem w tej samej cenie je sprzedać :).

3. Outlet Factory – gdzie poza markowymi ubraniami dla dzieci (Coccodrillo czy United Colors of Benetton) można kupić również wszystko co potrzebne do pierwszej wyprawki (a więc: wózki, leżaczki, butelki) czy zabawki w Smyku. W dodatku – jak to w outlecie! – wszystko będzie tańsze :).

4. Wyprzedaże – w które znowu nie potrafię, bo raz, że nigdy nie mogę znaleźć rozmiaru dla moich dzieci (co dziwne: mam wrażenie, że na półkach jest KAŻDY rozmiar, tylko nie ten, którego aktualnie szukam), a dwa: nie wiem, co bardziej mnie przeraża, te dzikie tłumy czy stosy bezwładnie rzuconych ubrań, w których trzeba przebierać godzinami, zanim znajdzie się „perełkę”.

Podsumowując: wydaje mi się, że mit o niskich wydatkach w utrzymaniu drugiego dziecka wynika z tego, że tak naprawdę mało kto z nas analizuje koszty (zarówno te materialne jak i niematerialne) posiadania potomstwa.

Bo przecież szczęśliwi czasu i pieniędzy nie liczą!

DSC_9834

  • salus salus

    Ost. Zdanie trafia w sedno!! Szczesliwy pieniędzy nie liczą!!

  • Prawda. Drugie kosztuje tyle co pierwsze, i – zdradzę tajemnicę – trzecie również. Chociaż z pewnością zaoszczędziliśmy na ciuchach, pierwsze ubranka kupiłam Najmłodszemu dopiero gdy skończył 2 miesiące, bo tyle ubrań dostał po dzieciakach znajomych :) I nasze stare też do nas wróciły, a ja już nie mam spiny pod tytułem „musi mieć wszystko nowe”. Chociaż nie mam jeszcze tego levelu, o którym mówiła znajoma matka trójki dzieci, że przy trzecim potomku padł tekst: „jak to chłopiec nie może mieć różowej piżamki?” :D

  • e-milka

    Zabawne, ale nigdy nie pokusilam sie o takie wyliczenie. :) Ale w Niemczech czasem sie je napotyka i wynika z nich zawsze, nieodmiennie ze nikogo, wlacznie z zarabiajacym bardzo dobrze profesorem nie stac na dziecko, a tym bardziej w liczbie mnogiej. :) A skad bierze sie to przekonanie o ekonomicznym drugim potomku? Moze stad, ze po urodzeniu pierwszego dziecka rosnie prawdopodobienstwo drugiego tej samej plci? Wtedy rzeczywiscie czesc kosztow sie amortyzuje? A ponadto wielu rodzicow, a wlasciwie ojcow, zarabia lepiej po zalozeniu rodziny (jak wiadomo – dziecko przyspiesza kariere mezczyzn i hamuje kariere kobiet, statystycznie rzecz biorac), wiec tak sie tych kosztow nie czuje?
    A ja mam odwrotna konstelacje, na poczatku kupowalam rzeczy unisex lub chlopiece („Nie bede matka ksiezniczki, o nie!”). Ale z czasem zaniechalam, bo drugie kazalo na siebie czekac, tak w ogole to te sukienusie slodkie sa, no i ten tego – zostalam matka ksiezniczki :). Dla nas najwiekszym wydadatkiem sa buty – i naprawde nie wiem, jak kupic je na zas, na wyprzedazach, zeby pasowaly. Wprawdzie czytalam ostatnio artykul rozgrzeszajacy z butow uzywanych dla dzieci (o ile nie wykoslawione oczywiscie), ale przeciez nie zaloze synkowi sandalkow z dzecikami, a sportowe corka po prostu znasza tak, ze laduja w koszu. Chyba, ze kalosze.
    Czyli – nie liczyc, chyba ze liczyc, ze jakos to bedzie. Aha, na emerytury nie mamy co liczyc, wiec na plusie bedzie ten, kto bedzie mial wiecej dzieci. Back to roots. I tym optymistycznym akcentem…

    • Katarzyna Zubkowicz

      Popieram. Buty to spory wydatek. A propos Niemiec, w tym kraju ludzie częściej sprzedają rzeczy po swych dzieciach na tzwe. pchlich targach, aniżeli oddają za darmo.
      Wyliczenie też dobre, częśto słyszy się właśnie takie głosy, iż kolejne dziecko to prawie nic nie kosztuje:)

      • e-milka

        Fakt, sa nawet takie specjalne pchle targi wlasnie od Mam dla Mam („Baby-and Trödelmarkt”) i wiele moich kolezanek woli tam kupowac niz przez ebay argumentujac, ze tutaj przynamniej widza od kogo. Notabene – z doswiadczenia wlasnego – czy na ebayu czy na takich targach – najlepiej utrzymane ciuszki sa czesto wlasnie od mam Polek (wiec jak widze login sugerujacy polskie pochodzenie, „Kascha” powiedzmy, to wale jak w dym ;))
        W ogole tak sobie wlasnie pomyslalam, ze koszty utrzymania dzieci w Niemczech sa jednak nizsze. OK, prawda, rzadziej sie cos dostanie od kogos, choc tez sie zdarza, ale ogolnie mozna bardzo fajnie dzieci ubrac, czy to wlasnie second hand czy to na wyprzedazach (wiem, to w Polsce tez wszystko sie zmienia w tym kierunku). Duzo gadzetow rowniez tak kupic bo np. spacerowka dobrej marki prawie nieuzywana, bo u babci ebayowicza stala jako zapasowy wozek na przyklad itp. Ponadto akceptacja rzeczy z second-hand jest duza, bo jest to tez ekologiczne (a) bo oszczedza surowce b) bo substancje chemiczne, ktore sa w nowych rzeczach juz czesciowo wyparowaly, wypraly sie no i w koncu – c) nie dajmy sie konsupcjonizmowi)
        @Ilona – fajny jest ten Twoj cykl pod mottem „Czy drugie dziecko?…” A jakbys chciala kiedys porownac wychowanie dziecka w roznych krajach, to ja sie chetnie pisze na Niemcy. ;) Przepraszam za obcesowosc. Nie moge napisac „Fajny wpis – zajrzyj do mnie”, bo nie mam bloga” ;)

  • Natalie

    A ja trochę nie na temat ale nurtuje mnie to trochę ;) bo Basia to Basia, a Kostek ? Bo to chyba nie jest jego imię ? Pozdrawiam

  • Właśnie ostatnio o tym myślałam i doszłam do wniosku, że drugie dziecko kosztuje tyle samo lub nawet więcej niż pierwsze (bo przecież w dalszym ciągu musimy wydawać na pierwsze :P ) U nas różnica wieku będzie 2 lata, i chociaż mam wszystkie wózki po córci nie wiem czy nie będzie konieczności zakupu wózka podwójnego (a to wydatek, który przekreśli „oszczędności” wyprawkowe”) Łóżeczko po córci też mam, śpi już w większym łóżku (do łóżeczka nigdy nie pałała miłością), i dlatego teraz kupować będę kołyskę. Ubranka też raczej nie będą pasować (nie wiem jeszcze czy ze względu na płeć) ale na porę roku na pewno (był początek września, teraz będzie początek grudnia) i tak bym mogła jeszcze wymieniać :)

    • Po pierwszym dziecku człowiek zdaje sobie sprawę, co jeszcze potrzebuje i przez to wydaje się jeszcze więcej (ja też stwierdziłam, że potrzebuję kołyskę) ?.

      A jaka różnica wieku między dziećmi? Bo wiesz, mój już w ogóle nie jeździ w wózku, można się też poratować chustą/nosidłem lub są takie specjalne platformy do wózków (starsze dziecko stoi za wózkiem i cieszy się, że prowadzi – dzieciaki mają na tym punkcie fizia ?):

      • oczywiście człowiek uświadamia sobie istnienie wielu rzeczy, które jeszcze może dokupic, z drugiej jednak strony weryfikuję swoim doświadczeniem listę produktów z którymi miał już styczność przy pierwszym dziecku, dzięki czemu unika tzw. zakupowych wpadek;)

        • Ja ogólnie przy pierwszym dziecku nie szalałam z wyprawką (zawsze wolę kupić mniej – a potem w razie potrzeby uzupełnić – niż więcej ;)), więc moją zakupową wpadką był tylko przewijak (moim zdaniem całkiem zbędny).

  • Arletta

    Łatwiej jest mając dwoje dzieci tej samej płci, bo ubranka może mieć jeden po drugim. Co do dzielenia się zabawkami – dziecko można wszystkiego nauczyć! Trzeba tylko chcieć… A jak się je nauczy to zyska na tym w przyszłości. Ja mojemu starszemu ciągle tłumaczę i teraz już do młodszego braciszka podchodzi z zabawkami. A co do pieluszek koszty można zmniejszyć używając wielorazówek (niestety poznałam je dopiero przy drugim dziecku ale i tak sporo zmniejszają wydatki, koszt wyprawki = koszt miesięczny pieluchowania jednorazówkami – licząc Pani wyliczenia, chyba, że kupuje się najdroższe, to po 3 miesiącach się zwracają, a pupa dziecka o wiele zdrowsza).
    A co do jedzenia no to wiadomo – każdy członek rodziny je swoje, a nie resztę po kimś?
    Ale z oststnim zdaniem.się w pełni zgadzam! Mieć dzieci to wielkie szczęście, więc po co liczyć to wszystko?

  • pestki

    No ale jednak u mnie wózki, łóżeczko, łóżeczko turystyczne, karuzelka, foteliki samochodowe, wanienka, przewijak, torba do wózka, bujaczek i myślę, że jeszcze parę rzeczy by się znalazło co sporo kasy zapszczędza szczególnie, że kupowaliśmy wszystko nowe. Jednak czasem chciałabym nowy wózek, no po przeczytaniu Twojego wpisu ??, czy też wcześniej nie miałam instagrama (instagram to zło! ?) więc nie znałam wielu ciekawych i przecież tak potrzebnych ? gadżetów. No ale ciuchy wszystkie nowe, pieluchy, otulacze, kocyki, rożki, nowe. Czasem śmiem twierdzić, że córa wychodzi mnie drożej ??.

  • Zobaczymy jak to będzie u nas :) Różnica wieku to 6 lat, na szczęście płeć się zgadza, więc ta garstka ubranek która mi została po starszej córce, powinna pasować na młodszą, choć jedna urodziła się na koniec czerwca i większość ubranek w rozmiarach 56/62 cm, które mi zostały to body na ramiączkach lub z krótkim rękawkiem i sukieneczki na lato, a druga córka urodzi się w połowie września, więc te letnie ubranka raczej odpadają… Wózek, łóżeczko, leżaczek – te „największe” rzeczy już dawno są w innych rękach :/ Na szczęście wózek dostaniemy, ale resztę musimy kupić od nowa. Więc u nas chyba też ta teoria o mniejszych wydatkach przy drugim dziecku nie za bardzo się sprawdzi :)

    • A widzisz, zapomniałam dopisać, że synek od razu wskoczył w rozmiar 62 (56 zabrałam do szpitala i nie mogłam go w to wcisnąć), a córeczka do dzisiaj nosi 56 (chociaż urodziła się tylko 200 g lżejsza, ale za to miała aż 10 cm mniej). Także jedna pora roku też nie zawsze oznacza, że ciuszki będą pasować :).

  • e-milka

    Nie kupilabym tak bielizny (wlaczajac w to bodziaki i rajstopki) ani butow, ale reszta? Kilka lat temu, jak dla mini dziewczynki krolowal roz, zebayowalam piekny komplecik w granacie w kropeczki, wiesz ile mam mnie o niego pytalo. :) A jak sie dziecko w przedszkolu lub na placu zabaw umorusa to nie zal. Ale oczywiscie, wielka frajde sprawia i zakup nowych rzeczy. I rzeczywiscie – przy drugim dziecku nastepuje weryfikacja, modowa tez. Przy chudzince spodnie na szelkach, regulowane w pasie, sukienki. W klimacie srodkowoeuropejskim – dlugi rekaw i nogawka to podstawa.

  • Kasia A.

    Czytalam, ze koszt jednego dziecka to jest przez cale jego zycie mw koszt malego mieszkania. przy dwojce bylo to chyba 2 razy tyle minus 50 tys :)

    cale szczescie, ze to jest jak z kredytem na raty wszystko :)

  • Może tutaj chodzi o to, że młode matki nie wiedzą co kupić więc kupują WSZYSTKO, co poradzi babcia, sąsiadka, babka w sklepie. Oczywiście rzeczy nowe, bo one sie nie ubierają w lumpie i ich dzieci będą miały wszystko piękne, nowe i błyszczące. Z drugim dzieckiem przychodzi rozum.

  • Natalie

    No właśnie Kostek to od nazwiska zdaje się, Ilona kiedyś pisała, że nie jest gotowa wyjawić jak synek ma na imię, ale teraz jak imię siostry znamy, to chyba można by zdradzić ;)

  • Emilia Mydłowska

    Wszystko zależy od okoliczności. U nas akurat jest druga dziewczynka po 3,5 roku więc wydatki o wiele mniejsze. Teraz mała ma 7 miesięcy i na prawdę wydałam na ubranka może 500 zł. Nic po za tym nie kupowałam, chyba że butelka, smoczek. Wszystko jak na razie dziedziczy po starszej, ale myślę że to do czasu bo im starsze dziecko tym bardzie niszczy ubrania. Chociaż to są dziewczynki, więc ryzyko jest mniejsze :) Buty zobaczymy być może na razie na początku będzie chodzić po starszej :)

  • maciek7

    Po starszym bracie nasza Jula zgarneła przewijak, krzeselko do karmienia i wanienke. Wozek musielismy juz kupic nowy bo Jasiek niezle go wymeczyl, a jakosc nie powalala. Mamy nadzieje, ze w przypadku vicco z adamexu bedzie inaczej i na trzecie dziecko juz nie bedziemy musili wozka kupowac :D