Mum and the city

Dom, w którym czuć dziecko

17 grudnia 2014

Pewnego dnia mój mąż wrócił z zakupów i powiedział:
– Ilona, ubieraj się! Jedziemy po choinkę!

Pomysł był absurdalny, bo do świąt zostały jeszcze dwa tygodnie, ale… Nie mogłam się powstrzymać! Pojechaliśmy. Choinki okazały się dziwnie tanie… A jednak, było tam inaczej niż w Biedronce! Pusto.
– Dlaczego nikt ich nie kupuje? – zapytałam Piotra.
– Bo są brzydkie. Ale tobie się spodobają!

On wiedział, że całe życie spędzałam święta przy sztucznej choince. Bo nie trzeba dolewać wody i zbierać igliwia z podłogi. Bo czysto…

Dlatego, kiedy w tym roku postanowiłam po raz pierwsze kupić żywe drzewko, wiedziałam, że musi być inne. Krzywe, z nieporadnymi, opadającymi gałęziami, wyglądające jak te, które rosną w lesie, a nie stoją na wystawie pod centrum handlowym.

Dlatego spośród wszystkich brzydkich choinek wybrałam największą chyba dzikuskę.

Bez nazwy-1

Był kiedyś taki film: „Listy do M.” – nie wiem, czy go pamiętacie? Polska komedia, całkiem udana zresztą. I tam jedną z bohaterek była Małgorzata. Miała piękny dom! Przez wiele lat był moim ideałem. Ale Małgorzatę w filmie nazywali „Królową Śniegu”. Nieprzystępna, zimna, perfekcyjna. Taka jak ja.

Mnie też nazwano „Królową Śniegu”. Już w podstawówce. Kiedy dorosłam, urządziłam mieszkanie. Dla siebie raczej, bo przecież nie dla rodziny! Czyste, ciemne podłogi, jasne ściany, lakierowane na wysoki połysk meble, biała, skórzana kanapa, fotele, krzesła. „Jak w muzeum…” – słyszałam zewsząd.

A potem zaszłam w ciążę i coś zaczęło się zmieniać. Odkryłam kilka skandynawskich blogów. Przepadłam. Dotychczas nie lubiłam tego stylu, bo w naszym – polskim wydaniu – kojarzył mi się przede wszystkim z Ikeą. Jeszcze nie do końca wiedziałam: o co mi chodzi? Po porodzie długo walczyłam z dawną Iloną, która wszystko chciała mieć od linijki i powoli stawałam się inną kobietą. Mamą.

A każda mama wie chyba, że wnętrze musi żyć! Bo dziecko lubi przestawiać meble. Pod fotelem zostawić rozrzucone klocki, a na dywanie ciężarówkę do góry kołami. Jedna z moich Czytelniczek – Ola – napisała mi wczoraj, że najfajniejsze są domy, w których zaraz po wejściu czuć dziecko. Ma rację!

Dawna Ilona śmiała się z ludzi, którzy na magnes przyczepiali do lodówki „bazgroły” swoich dzieci. Mama Ilona szuka miejsca, w którym sama mogłaby pierwsze rysunki dziecka powiesić. A na choince pomiędzy gałęziami – zamiast bombek z Almi Decor w cenie 50 zł za sztukę – chowa przed synkiem pierniki.

DSC_0741_1

DSC_0771_1

DSC_0789_1

DSC_0793_1

DSC_0813_1

Rodzicielstwo nas zmienia. Każdego pewnie inaczej. Gdyby jeszcze rok temu ktoś pokazał mi tę choinkę, nie uwierzyłabym, że stoi w moim domu. Mąż śmieje się, że uchroniłam ją przed zagładą, bo nikt nie wybrałby takiej brzyduli.

Ale dla mnie to najpiękniejsze-najbrzydsze drzewko, jakie widziałam!

Zresztą, nie tylko dla mnie…

DSC_0837_1

DSC_0840_1

DSC_0842_1

I tak sobie myślę od wczoraj, jak zimne i puste byłoby moje życie, gdyby nie pojawiło się w nim dziecko. Zupełnie jak moje mieszkanie jeszcze rok temu…

Nic te wszystkie nieprzespane noce, ulewania, kolki, brudne pieluchy, kaszki wtarte w dywan i plastelina pod kapciem. Nawet te niekończące się czasami płacze, choróbska i brak czasu dla siebie. Nic to.

Bo właśnie dzięki temu nasze cztery ściany są nareszcie domem.

DSC_0846_1

  • Bardzo wzruszające!! Aj, już nie mogę się doczekać soboty i naszego choinkowego czasu! Mikołaj za każdym razem jak mówię o choince przytula mnie z radości, a ja za każdym razem się wzruszam.

  • Sandra

    Pieknie napisane :) jak zawsze. Pozdrawiam;)

  • A ja się wciąż przełamać nie mogę… nie lubię porozwalanych zabawek w moim salonie, nie lubię porysowanych ścian, stołu, śladów po zębach na komodzie … i na krzywą choinkę bym się chyba nie zdecydowała :D

    • Nie, no bez przesady, nie pozwalam dziecku malować po ścianach i gryźć mebli ;). Od tego mamy kartki i gryzaki.

  • Gosia

    piekny wpis, wzruszajacy bardzo

  • Kasia A.

    do nas jak przychodza goscie mowia, ze czuje sie rodzinna atmosfere. cieszy nas to bardzo.
    a jak nowa Ilona patrzy na stara? :)

    • Śmieje się, jakie „problemy” miała na początku („Dzisiaj piątek, zawsze w piątek sprzątałam, a teraz muszę poczekać na powrót męża z pracy, aaa!!!” albo: „Wymyłam tylko pół kuchni, dlaczego on się zawsze musi budzić przed czasem, kiedy robię coś ważnego???!”). Ogólnie byłam mało elastyczna i dopiero teraz to widzę ;). Robiłam jedną rzecz od początku do końca, a z dzieckiem się nie da… Trochę trwało, zanim się z tym pogodziłam, przestałam tak skrupulatnie planować i zrozumiałam, że przy małym dziecku jestem w stanie zaplanować tylko kilka najbliższych minut ;). Nauczyłam się też pewne sprawy zwyczajnie odpuszczać.

  • Mutrynki.pl

    Mamo Ilono! Jakże pięknie napisane, w rankingu blogowego czwartku powinnaś być przynajmniej kilka oczek wyżej ;). Stosunkowo od niedawna śledzę parentingową blogosferę i nawet sama pozwoliłam sobie czynnie w niej uczestniczyć, ale Twój blog wskoczył do mojej listy top5 :). Bardzo lubię tu wpadać :)

    • Dziękuję! Naprawdę bardzo się cieszę! :)
      Z przyjemnością do Ciebie zajrzę. No i miłego blogowania, bo to naprawdę super sprawa!

  • figa

    Aż mi się łezka zakręciła w oku. Serio! Bardzo wzruszający tekst, bo szczery i od serca, i ten uśmiech dzieciaka przy choince. To jest właśnie magia Świąt. Bo czy wyobrażasz sobie wyczekiwanie na pierwszą gwiazdkę z mężem, albo czy równie ekscytujące byłoby snucie opowiastki o dodatkowym nakryciu stołu dla zbłąkanego nieznajomego? A śpiewanie kolęd kolęd po wieczornej kolacji – przy dzieciach to wręcz wzruszające. Zachwycamy się iluminacjami i po cichutku, nie przyznając się nikomu, z dziwnym wyczekiwaniem spoglądamy na Świętego Mikołaja :) Trochę z innej beczki, ale tak ostatnio myślę, jak pod tym względem zmieniło się moje życie.

    • O! Święta z dzieckiem mają zupełnie inny wymiar! Wszystko jest jeszcze piękniejsze i w końcu szykowanie choinki, śpiewanie kolęd, gotowanie tych wszystkich potraw (wielu z nich mały spróbuje po raz pierwszy!) i – tak jak piszesz! – oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę oraz przyjście Mikołaja ma sens :).

  • Anka

    Piękny tekst i choinka też piękna , ale najpiękniejsza na zdjęciach jest radość Kostka, nie do opisania.. . Już się nie mogę doczekać ubierania choinki z naszą Julcią , oj będzie się działo :):) w zeszłym roku miała zaledwie 2 miesiące i nic nie kumała ale w tym roku to będzie szał ( już boję się o jej los tzn choinki :):))
    A co do zmiany jaka w nas zachodzi po urodzeniu dziecka to też ciężko mi ją pojąć ( sama walnęłam w pokoju dziecka 2 ściany na różowo , chociaż jakby mi wcześniej ktoś o tym powiedział to bym mu po głowie postukała , na usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć że ten różowy to taki spokojny jest :) No cóż : Bez dziecka mój dom byłby gustownie urządzony i czysty , portfel pełny……. ale serce byłoby puste .

  • m.

    Bardzo piekny wpis!

  • annNS

    mysmy dzisiaj popelnili pieczenie i dekorowanie pierniczkow – cale mieszkanie bylo w lukrze i kolorowych posypkach (drugie snaidanie pominelismy)…potem przyszedl czas na ubieranie choinki (sztucznej, ale z niej tez sie niemilosiernie sypie:)…na dodatek odkurzacz sie zepsul (ot taki psikus przed samymi swietami) i caly tej bajzel trzeba bylo recznie ogarnac ;) ale ile mielismy przy tych przygotowaniach radochy!! nawet malzonek pieczolowicie lukrowal pierniczkowe ludki :)

  • U mnie w domu zawsze była sztuczna choinka. Nie lubiłam jej. Dlatego teraz zawsze żywa, a że tradycyjnie ubieramy ją dopiero w Wigilię to zazwyczaj zostają nam też takie „najgorsze”. A Wasza jest urocza.

  • Justka

    Ilona pamiętam Cię z muratora – właśnie to urządzanie domu jak z katalogu, gdy nawet będąc w ciąży pisałaś, że porządek, biel, zachowane proporcje, gdy często nie dopuszczałaś do siebie sugestii, że życie z dzieciakiem mocno Twój pogląd zweryfikuje…ja wtedy miałam już 1,5-rocznego brzdąca budowałam i planowałam wykańczanie domu – i wiedziałam, że nie da się go urządzić jak z obrazka (choć nie powiem, że bym nie chciała) bo synek tu zostawi klocek, tam kredką zaznaczy swoją obecność, a na choince zawisnąć muszą pierniki udekorowane przez maleńkie rączki synka – ciastka krzywe, nieporadne, a jednak najpiękniejsze:)
    Bardzo lubię czytać/patrzeć jak zmieniła się Twoja perspektywa i postrzeganie świata przez pryzmat dziecka i Rodziny – gratuluję, chętnie do Ciebie wracam (choć na muratorze czasem mnie drażniłaś ;)), trzymam za Ciebie/Was kciuki…Radości i spełniania kolejnych marzeń na ten nadchodzący rok!