Mum and the city

Do góry nogami

20 sierpnia 2013

Do góry nogami

Nie będę bardzo odkrywcza, jeśli napiszę, że narodziny pierwszego dziecka wywróciły cały mój świat do góry nogami.

19.08.13.2

Spotykałam już matki, które twierdziły, że w ich życiu nie nastąpił żaden przełom, a codzienność z dzieckiem potoczyła się niemal tak, jak sobie ją wyobrażały przed narodzinami, ale… Tak, mam nie tyle podejrzenie, co pewność, że to zwykła ściema lub matki te własnego życia (pracy, zainteresowań) po prostu nie miały.

Czy w naszym kraju – ojczyźnie Matki Polki – wypada powiedzieć głośno coś złego na temat macierzyństwa? Zdecydowanie nie. Wystarczy przypomnieć sobie, jakie gromy posypały się na głowę Agnieszki Chylińskiej, kiedy napisała swój słynny artykuł pt. „Macierzyństwo to ściema” (do poczytania tutaj), choć wiele z nas również dopadł baby blues i w tych pierwszych tygodniach myśli miałyśmy podobne. Myśli, bo to co się dzieje w czasie porodu i zaraz po nim nadal jest tematem tabu. Jeśli ktoś mówi o porodzie – to mówi o cudzie narodzin. Nie inaczej.

Jak wielkie zdziwienie wywołują słowa znanych i lubianych (Grażyny Torbickiej, Magdaleny Cieleckiej, Agnieszki Szulim, Małgorzaty Kożuchowskiej), które odważnie twierdzą, że nie po drodze im z dziećmi. I nagle jakby mniej lubiane się stają…

Bo o dziecku można mówić tylko dobrze. Ok – z tym akurat muszę się zgodzić. W końcu niemowlaki są takie słodkie…

19.01.13.3

Mówią tak zwłaszcza ci, którzy mają okazję oglądać je tylko na zdjęciach lub na ulicy w wózku swojej sąsiadki. Czasami rodzice, którzy zapomnieli już o gehennie nieprzespanych nocy lub – jak podejrzewam – ci, którzy nie chcą, aby inni mieli lepiej od nich, czas na wszystko, czyste mieszkanie i uczesane włosy.

Macierzyństwo to niekoniecznie bajka, a tylko takie opinie przed ciążą (a nawet w jej trakcie) słyszałam. Poród boli, ale jak się dostanie na ręce dziecko, o całym bólu się zapomina – nieprawda. Karmienie piersią to sama przyjemność – nieprawda. Pokarm jest jak łzy, każda z nas go ma – nieprawda. Do nieprzespanych nocy, wczesnych pobudek, słowem: mniejszej ilości snu człowiek bardzo szybko się przyzwyczaja – nieprawda. Małe dziecko całymi dniami śpi, więc młoda matka ma czas na wszystko – nieprawda. Kupka własnego dziecka nie śmierdzi – nieprawda. Jeśli nie lubisz bawić się z dziećmi, grzechotki wydają ci się nudne, a całodzienne guganie bezsensowne, zmienisz zdanie, kiedy urodzisz własnego malucha…  Wiecie już co? Tak, dobrze wiecie – to też nieprawda!

19.08.13.4

Nie ma co ukrywać, że świat wywraca się do góry nogami. Na zawsze. Już nic nie będzie takie jak przedtem. Kobieta, która dotychczas sama o sobie decydowała, nagle musi zacząć liczyć się z kimś innym. Jeść, kiedy ten ktoś wyraża zgodę. Korzystać z toalety nie wtedy, kiedy jest taka potrzeba, ale kiedy dziecko jest akurat w lepszym humorze (czasami przez cały dzień nie jest) i może zostać na moment samo. Wejść pod prysznic, gdy inny domownik jest na miejscu (gorzej, jeśli mąż wyjazdowy). Spać, kiedy maluch postanowi spać, a nie kiedy czujesz zmęczenie. Wolny czas spędzać nie tak, jak lubisz, ale tak jak lubi twoje niemowlę.

Słowem: przestajesz żyć dla siebie.

I co najważniejsze: czas dorosnąć. Dzieckiem jest już ktoś inny.

19.08.13.5

Od czasu narodzin dziecka wyjście do sklepu to zakrojona na szeroką skalę wyprawa. Dla mnie nawet wyjście po bułki i mleko bywa zadaniem logistycznym ponad moje siły, a to z tego względu, że do wszystkich pobliskich sklepów można wejść jedynie po schodach (Polska – kraj prorodzinny tylko w deklaracjach), więc mam cztery wyjścia:

No. 1: Podjechać do sklepu z wózkiem, a potem zabrać malucha i z nim na rękach chodzić po sklepie. Z koszykiem w brakującej ręce. Czwartą ręką płacić przy kasie, a piąta pakować zakupy do reklamówki. Modlić się, żeby nikt wózka spod sklepu nie gwizdnął.
No. 2: Wyjść z domu do sklepu z dzieckiem na rękach. Reszta (z grubsza) jak wyżej.
No. 3: Wtachać wózek po schodach… Po czym nie zmieścić się w przejściach sklepowych pomiędzy półkami – ach, te osiedlowe sklepy! – i znosić wózek z powrotem na dół.
No. 4: Zostawić dziecko w wózku pod sklepem, co w dużym mieście wydaje się najgłupszym z pomysłów.

Wypad do restauracji wydaje się dosyć realny, o ile jeden z rodziców lubi jeść zimne posiłki. Raz nawet udało się nam (wraz z mężem) wybrać do kawiarni – zanim kelnerka przyjęła zamówienie i przyniosła desery (że też kelnerki nie wiedzą: jak jest dziecko, to nie ma czasu!), Kostek zdążył się obudzić i głośno zakomunikować, że nie podoba mu się miejsce, do którego go przywieziono. W efekcie tato musiał go nosić, a mama w tym czasie w tempie ekspresowym wrzucała w siebie lody (nawet nie wie, jaki miały smak), a potem mama przejęła dziecko, żeby lody (całkowicie roztopione) mógł zjeść tato.

Złożenie wizyty znajomym też jest niemożliwe. Byłam raz i po pół godzinie wracałam do domu na sygnale (wydawanym z paszczy dziecka). Postanowiłam więc przez najbliższy rok bez wyraźnej potrzeby z domu nie wychodzić.

Jednak gdyby ktoś zapytał mnie, czy chciałabym cofnąć czas, odpowiedziałaby bez namysłu: „Nigdy w życiu!”. Gdyby ten ktoś – ciekawski bardzo – podpytał dalej, czy myślę czasami o kolejnym dziecku, usłyszałby zapewne: „Kto wie?”.

Tak, matka natura jest bardzo podstępna.

A dzieci takie słodkie przecież…

19.08.13.9

podkoszulek – pomysł i realizacja mamy | spodnie – 5-10-15 | kocyk – TK Maxx

  • Aleksandra

    Dzisiaj pani pediatra na nasze pytanie, dlaczego nasze dziecko tak mało sypia, wszędzie wszyscy sie nam dziwią, bo niemowlaki przecież to śpią i jedza, jedzą i śpią, i te ciągłe pytanie „a noce juz przesypia?”, odpowiedziała wprost- państwo w to nie wierzą. Takich przypadków dzieci, jakich wyobrażenie przekazują nam media, jest znikoma ilość. A matki już pozapominały chyba nieprzespane noce, stosy kaftaników wiecznie czekających na pranie/prasowanie/poukładanie/ wszystko naraz, skoro o tym już nie wspominają. Ja od początku mówię swoim koleżankom jak jest. Sinusoidalnie jest. Uśmiech przeplatany płaczem, krzyki ryki zwieńczone błogą ciszą, zimny obiad jedzony z wtulonym do piersi malcem. Bo potem się zdziwią, tak jak ja się zdziwiłam. Ale mimo wszystko warto. I do góry nogami da się radę:)