Woman and the city

Dlaczego nie lubię wyprzedaży?

15 stycznia 2016

photo-1416339698674-4f118dd3388b

Zaczęło się. Szał ciał na wyprzedażach czy też szał ciuchów na wieszakach, choć bardziej – na podłodze. Zmęczyłam się już na samą myśl o tym, co od blisko trzech tygodni dzieje się w naszych sklepach…

KORKI

Najpierw myślałam, że przed świętami to już apokalipsa. Do najbliższego centrum handlowego jechałam dwie godziny. Pierwsze trzydzieści minut – pokonanie korków przy wyjeździe ze spokojnego dotychczas osiedla, drugie trzydzieści – przejechanie świateł przed CH i ostatnia godzina w poszukiwaniu wolnego miejsca na parkingu.

A potem zaczęły się wyprzedaże. I zatęskniłam za czasem przedświątecznym, kiedy miasto tylko trochę stało, a nie stało cały czas. Od rana do wieczora, nawet na bocznych ulicach, nawet na miejscach parkingowych dla matek z dziećmi, na chodnikach, po których wózkiem nie da się przejechać i na mojej stopie w tramwaju.

KOLEJKI

Miasto stoi też w sklepach. Pięćdziesiąt kobiet przed przebieralnią do Zary i ze sto pięćdziesiąt przy kasie. Na damskim, bo na dzieciowym to już regularna bitwa o spodnie szare chłopięce z indiańskim printem rozmiar 92 – tylko najsilniejszym uda się dobiec do terminala i zapłacić. O ile znajdzie się sprzedawczyni, donośnym głosem wzywana przez megafon. Bo one wszystkie dziwnym trafem właśnie w trakcie największego bajzlu znikają. Chociaż – nie dziwię się. Też bym uciekła, gdyby mi przyszło w takich warunkach pracować.

CENY

Przede wszystkim kompletnie nie rozumiem, za czym ludzie tak tłumnie stoją, bo w większości sklepów ceny nadal są absurdalnie wysokie, a to, co proponują na metce zaraz nad przekreśloną kwotą to jakaś kpina, a nie realna obniżka. Koszula przeceniona ze 119,99 na 99,99 zł? To ja dziękuję. Wolę zapłacić 20 zł więcej i kupić ją w normalnych warunkach, a nie sponiewieraną: wyrywaną sobie z rąk, podeptaną, brudną od pudru czy innej różowej szminki. I w dodatku nie w moim rozmiarze.

Bo mojego rozmiaru już dawno przecież nie ma.

WIĘC KUPIŁAM SOBIE CZAPKĘ

Czapka

Jakoś głupio nie wybrać się na wyprzedaże wcale. Z samych nudów człowiek dołącza do tego tłumu i razem z nim wydeptuje ścieżkę od wieszaka do przymierzalni, kasy, domu i… Z powrotem do sklepu. Bo a nuż coś przegapiłam? Jakieś buty po sto złotych, które następnej zimy będą już niemodne, ale w takiej cenie to przecież głupota nie kupić chociaż na trochę? Taka okazja!

No właśnie… Nie.
Dlatego szczerze nie cierpię wyprzedaży. A ty?

Dodaj komentarz

15 komentarzy do "Dlaczego nie lubię wyprzedaży?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Jan Machyński
Gość

Ja bardzo lubię pod warunkiem, że idę na wyprzedaż tylko wówczas, jak wiem co konkretnie chcę kupić. Wcześniej sprawdzam co fajnego jest w sklepie internetowym, potem dzwonię do tego sklepu i oceniam czy uda mi się tą rzecz kupić. W swoim rozmiarze ;) Żadko kiedy sie udaje. Zwłaszcza jak widzę, że przed kasą stoi kolejka z 10 osób. Ostatnio kilka razy powiedziałem sobie, stojąc w progu sklepu „o fak…” i wykonałem elegancki w tył zwrot. :D

Justyna (lightwords.pl)
Gość

Nie pamietam jak wyglądał ten szał, od dawna kupuje w sieci, na wyprzedażach tez, chyba wszystkie sieciówki maja juz swoje sklepy internetowe. Szczególnie ubranka dla malucha, który po kilku założeniach ubranka z niego wyrasta. Te same rzeczy, które wycierają podlage w sklepie, przyjeżdzają nowe i poskładane ?

salus salus
Gość
salus salus

A u mnie jest to kwestia spójną. . Zgadzam się, że ludzie lecą jak po zboże.. Jednak z 2 str. Da się fajne perełki upolować za dużo niższa cenę.. wytrwałości i cierpliwości w poszukiwaniu czegoś dla siebie…

in-red-heels.blogspot.com
Gość
in-red-heels.blogspot.com

Ja TOLEROWAŁAM wyprzedaże i nawet czasem korzystałam z okazji, gdy nie byłam w ciąży. Teraz z brzuszkiem nie ma mowy o chodzeniu i nie dlatego, że jakoś mi szczególnie ciężko (w końcu mam niespełna 3kg więcej), ale… Po 1 jest mi w sklepach duszno, robi mi się słabo, nie znoszę gwaru i tłumów, a po 2 zauważyłam, że mojego rozmiaru (o czym wspomniałaś) już nie ma. Zostają same L, XL, a niestety to mnie nie dotyczy, dlatego już chyba wolę poświęcić te kilka złotych więcej… Na zdrowie mi to wychodzi:-)

Nina Bartelik
Gość
Nina Bartelik

Ja tam lubię wyprzedaże, mam wcześniej odłożone pieniądze na konkretne rzeczy, zaplanowaną listę zakupów, parking mamy ogromny i wygodny. Mamy z siostrą schemat wypadu do galerii:
1. Przejść po wybranych sklepach i wypatrzeć potrzebne nam ciuchy.
2. Zjeść coś dobrego na obiad, zwykle rybkę, ewentualnie jakiś deser.
3. Z nowymi siłami wrócić do butików, przymierzyć i kupić.
Dotychczas taki plan działał :) Wczoraj bardzo zadowolone wyszłyśmy z Oodji, udało się trafić wszystkie potrzebne nam rzeczy.

Oskabook
Gość

Czasami uda mi się znaleźć coś realnie przecenionego, ale to są sporadyczne sytuacje niestety. Natomiast również nie lubię tego szału zakupowego, tego bałaganu, który panuje w sklepach, całej tej otoczki wyprzedaży, koszmar!

Ania Andrzejewska
Gość

Wyprzedaże online to jest czad! Zwłaszcza jak się ma ulubione sieciówki i zna (mniej więcej) swój rozmiar.
Oh, wait, napisałam swój? Miałam na myśli dziecka, bo przecież od daaaawna nic sama sobie nie kupiłam :D

pestki
Gość
pestki
Oj z tą znajomością rozmiaru to też rożnie bywa, niby lubię h&m niby się tam ubieram czasem ale tym razem coś poszło nie tak. Bo upolowalam online na wyprzedaży dwie bluzki i dwie pary legginsów, a że jestem aktualnie na końcówce ciąży to mowię sobie biorę tylko standardowo rozmiar większe żebym się po ciąży zmieściła. Przychodzą, pięknie poskładane itp więc mierzę i szok mój 9-cio miesięczny brzuch się w tym rozmiarze schował i tak mam super nowy ciuch na końcówkę a i po porodzie może coś pochodzę bo over size też lubię ??. Tak więc wyprzedaże lubię internetowe ?? Choć… Czytaj więcej »
Justyna
Gość
Justyna

Ja lubię wyprzedaże, można upolować coś fajnego w niższej cenie. Chociaż muszę przyznać, że też męczą mnie te tłumy w sklepach….

Magda Dwa Plus Dwa
Gość

Mam podobnie. Czekam cały sezon na te wyprzedaże, mam na oku to co mi się podoba, po czym się okazuje, że właśnie są tłumy, przecenili aż o ‚20%’ na początek a mojego rozmiaru już nie ma. F… Często potem na odreagowanie kupuję coś z nowej kolekcji, wychodząc z założenia, że jak mi na czymś zależy, to po prostu kupuję, a na wyprzedażach to taki spontan, jak coś się spodoba, to biorę, ale bez wielkich nadziei na ekstra łupy, bo nie mam na to czasu, sił i ochoty ;)

Anna Piccolino
Gość

Ja tam wole wyprzedaże w sklepach internetowych.

Matko Zabawko
Gość

Lubię wyprzedaże, gdy idę o 10 rano i z pełnym portfelem :)

oli82
Gość

ja uwielbiam wyprzedaze od kiedy mieszkam w Anglii. tutaj naprawde mozna upolowac wiele rzeczy za grosze. czesto ciuchy przecenione sa o 40-50%, potem na to dochodzi jeszcze dodatkowe 20%. istne szalenstwo cenowe!!!!. jak ktos zna dobrze marki to zdecydowanie polecam zakupy w sieci. wszystko nowiutkie, spakowane, czyste, niewymietolone, bez stresu, czekania, przepychania… zazwyczaj z darmowa dostawa do domu albo odbiorem w sklepie. przy tutejszym szalenstwie cenowym zaczynam rozumiec anglikow-zakupoholikow. czasem czlowiekmnie moze sie opanowac bo jest okazja i kupuje cos zbednego, albo na zapas:)))

asieklack
Gość
asieklack

ja się wybrałam. ostatecznie z wyprzedaży kupiłam jedną bluzkę a pozostałe rzeczy z nowej kolekcji. Także tego… zaoszczędziłam!

Olga
Gość
Ja kupiłam dla synka krótkie spodnie na lato i dwie cieniutkie bluzki z długim rękawem do biegania po domu/ogrodzie też rozm 86 :) wszystko -70% więc razem wydałam 36zł :D to lubię :) szkoda, że większość ciuszków jest już przebrana albo są mniejsze obniżki. Więc nie jest źle – byle nie w godzinach „po pracy” i ” jest weekend chodźmy na zakupy” :) jak też widzę ogłoszenie typu „noc wyprzedaży” to uciekam. Raz byłam w Tesco jak była „noc zabawek” (50% ceny zakupu dostawało się w bonie do wydania w Tesco). Kupiłam mężowi scrabble w prezencie za 100zł, postałam pół… Czytaj więcej »