Mum and the city

Dlaczego nie lubię rodzicielstwa bliskości?

24 sierpnia 2015

DSC_1330

Z rodzicielstwem bliskości jest trochę jak ze Świadkami Jehowy. Ja w sumie nie do końca wiem, w co oni wierzą, ale sam fakt, że mają czelność przychodzić do mojego domu i mówić mi, co robię źle, sprawia, że nie chcę ich słuchać i zamykam im drzwi przed nosem. Nienawidzę nachalnej propagandy w imię „wyższego dobra”.

Dwa lata temu. Z hakiem. Jako świeżo upieczona mama byłam trochę zagubiona i baaardzo zmęczona. Nie dosypiałam, nie dojadałam i przerażał mnie fakt, że przez najbliższe lata nie będę mogła zrobić absolutnie niczego tylko dla siebie. A, sorry, poza wzięciem trzyminutowego prysznica. Oczywiście, nie potrafiłam zrezygnować ze swojego dawnego życia bez walki. Dojrzewaniu zawsze towarzyszy bunt, bez względu na to czy masz lat trzynaście, czy trzydzieści.

– Nie mam już siły! – wystukałam feralne zdanie na klawiaturze.
– A co się dzieje? – zainteresowały się moje znajome z pewnego forum. I nie, nie było to forum dla mamusiek.
– Cały dzień drze japę! Od rana do wieczora! Nie robię nic innego, tylko noszę, uspokajam, usypiam. A to i tak nie pomaga! Nie wiem, co robić, padam z nóg – wyrzuciłam z siebie, niewiele myśląc.

I wtedy przyleciała ona. Jak mucha do łajna. Nigdy wcześniej nie zamieniłyśmy ze sobą nawet jednego słowa. Ja nie znałam jej, ona nie znała mnie. Ale zwabiona moimi słowami postanowiła się odezwać:
– Nie radzisz sobie.
– No nie.
– Nie nadajesz się na matkę.
– …
– Nie powinnaś pisać: „drze japę”, bo zrzucasz odpowiedzialność za coś, co TOBIE nie wychodzi na swoje dziecko. To nie jego wina, że płacze. To twoja wina, że nie potrafisz go uspokoić.
– To co mam zrobić?
– Może jest głodny. Karmisz piersią?
– Nie.
– No widzisz… Może potrzebuje bliskości. Śpisz z nim chociaż?
– Nie. Nie potrafię zasnąć, kiedy leży obok. Mam lekki sen.
– To nie jest NORMALNE, że myślisz o sobie. Nie rozumiem tego. Powinnaś myśleć przede wszystkim o dziecku. Jeśli z nim nie śpisz, to nie czuje się bezpiecznie.

DSC_1346

Od niej po raz pierwszy usłyszałam zwrot „rodzicielstwo bliskości”. Wpisałam tę frazę w wyszukiwarkę Google i tak trafiłam do miejsc, gdzie kończy się internet. Było tam o cycusiowaniu, zgubnym wpływie konsekwencji na wychowanie oraz co rusz pojawiały się pytania typu: „czy mogę coś zrobić, kiedy dziecko mnie bije?”.

Wzruszyłam tylko ramionami, wzdychając z poirytowaniem: „nienormalne jakieś” i wyłączyłam komputer.

DSC_1360

Tydzień temu. Napisałam tekst o niejadku. Bardzo szybko na mój komputer spłynął jeden z pierwszych komentarzy. Od osoby, która nigdy wcześniej się nie odzywała. Nie znałam jej i miałam wrażenie, że ona nie zna mnie. A jednak nie przeszkadzało jej to w ocenie: „Jestem przerażona (…) Niejadek… Nadałaś dziecku etykietę. Manipulujesz, kombinujesz. Myślisz tylko o sobie. Wywierasz presję na dziecku. Ono nie jest z tobą szczęśliwe. (…) Wszystkim zaglądającym tu mamom polecam metodę BLW.”

– No to jesteśmy w domu! – powiedziałam głośno do mojego synka, bo mąż był akurat w delegacji – Znowu rodzicielstwo bliskości… – westchnęłam.

Tym razem z żalem. Bo kurcze, w sumie szkoda. Przez takie wojowniczki rodzicielstwo bliskości kojarzyło mi się przez prawie dwa lata ze wszystkim co najgorsze. Z kobietami, które na szable walczą przeciwko cesarskim cięciom. Kto nie rodzi naturalnie, ten nie jest „prawdziwom matkom”. Z terrorem laktacyjnym. Z bezstresowym wychowaniem spod gwiazdy: „To nie wina mojego dziecka, że uderzyło tamtego! To on niepotrzebnie tu stanął!”.

A potem trafiłam na świetny tekst O wychowaniu bez kar (i nagród). I wiecie co? Takie rodzicielstwo bliskości to ja kupuję! Właśnie tak chcę wychowywać mojego syna! A co mnie przekonało? Atak i czepianie się słówek? Nie. Rzeczowość wpisu. Konkrety, badania, całkiem mądre założenia. Czyli… Nie takie rodzicielstwo bliskości straszne, jak je malują? Może dlatego, że temat podjął facet?

Nie sądzę. Kiedyś na blogu wspomniałam o buncie dwulatka. Na moment wpadła do mnie Hania. W kilku słowach opisała, że jej też było ciężko. I podrzuciła dwa linki prowadzące do tekstów, które z uwagą przeczytałam. Że trzeba uszanować uczucia dziecka, być przy nim i traktować bunt jako coś zupełnie naturalnego. Przecież my – dorośli – też nie lubimy, kiedy ktoś narzuca nam swoje zdanie. I kiedy mówi, co mamy robić.

O! Właśnie! Szkoda, że większość rodzicielek bliskości pamięta o tym tylko wtedy, kiedy ma do czynienia z własnym dzieckiem…

DSC_1348

  • Zmęczenie, to, że martwiłaś się, kiedy znów będziesz mogła zadbać tylko o siebie – to naturalne emocje towarzyszące świeżo upieczonej mamie. Ale dlaczego nikt nie powie tego na głos? Bo robimy w sieci słodko – pierdzący obrazek macierzyństwa, który jest jeszcze bardziej denerwujący niż fanatyzm niektórych kobiet. A RB nie ma za wiele wspólnego z ich postawą.

  • Matko Zabawko

    Trafne porównanie z tymi świadkami Jehowy! ?

  • Ja tam rodzicielstwo bliskości uwielbiam, czego zresztą wynikiem był wpis do którego linkujesz, ale to chyba tylko dlatego, że ja się z tymi nawiedzonymi mamami nigdy nie spotykałem i całą wiedzę o rodzicielstwie bliskości czerpałem z literatury :)

    • Dla mnie przytulanie dziecka czy niebicie go to tak naturalna sprawa, że w ogóle nie rozumiem tej manii na kp czy spanie z dzieckiem, jakby to miało jakikolwiek wpływ. Jednemu wygodniej tak, drugiemu tak i wsio. Niestety ludzie uwielbiają żyć zgodnie z ideologiami. Autorka bloga po prostu żyje zgodnie z ideologią „zdrowego odżywiania” narzuconą przez dietetyków, która robi w dzisiejszym świecie więcej krzywdy niż pożytku, bo na przykład faszeruje dzieci nadmiarem węglowodanów (kasze, przoduje w tym jaglanka posiadająca ich aż 70%) zapominając o tym, że dieta jest zależna od pory roku, metabolizmu, temperatury za oknem, ciśnienia, tego czy człowiek jest zdrowy czy chory, tego jak często się rusza, jakiej jest płci i jakiego wzrostu. No ale oczywiście najłatwiej zabronić soczków i słodyczy, wtedy ma się etykietę „dobrej matki” i mama jest happy. No niestety, to nie jest takie proste.

      • brzmisz jakbyś była wyznawczynią „Kuchni 5 przemian” ;)

      • Aleksandra

        Eee,, wszystkie diety są złe. Jeść się powinno wszystko i najlepiej sezonowo ale bez wyliczania węgli, białka itd.
        T, kto chce ma kilka mądrych głów do wysłuchania: http://ervegan.com/2015/08/5-madrych-wykladow-ktorych-warto-wysluchac/

      • „Jedzenie sezonowo” to też rodzaj diety. Bo niby dlaczego mam nie jeść jabłek przez cały rok, jeśli mam do nich dostęp? Bo mają zimą i wiosną mniej witamin? Mają, ale lepsze to niż nie jeść ich w ogóle. Sezonowo to sobie mogą jeść Włosi albo Hiszpanie, ale nie my ;)

      • brawo za komentarz:)

  • Czyli to nie problem z rodzicielstwem bliskości, ale z konkretnymi osobami :)
    Ja tam (a w zasadzie powinienem napisać: my) lubię podejście oparte na ideach rodzicielstwa bliskości.
    A myślę sobie jeszcze, że fanatyczna nachalność może popsuć wizerunek nawet najlepszej idei.

  • Bo obecnie rodzicielstwo bliskości traktuje się jak miecz, sztylet który w łatwością można wbić w serce matki poza sztywnymi regułami. Rodzicielstwo bliskości to idea, nie szereg zasad :)

    • Gdzieś tam czytałam, że w rodzicielstwie bliskości powinno się uwzględniać również potrzeby rodzica. I jak on nie czuje tego spania z dzieckiem (czy BLW), to nie powinien się zmuszać. Bo dobrze jeśli kieruje się intuicją, a nie jak piszesz – zbiorem sztywnych reguł. Cóż… Mam wrażenie, że idea została trochę pokręcona do: dziecko przede wszystkim, tylko jego potrzeby, ono jest najważniejsze i wszystko powinno być jemu podporządkowane.

      • Mam wrażenie, że w pewnych miejscach 7 filarów RB zostało przeinaczonych do granic możliwości. Nie cierpię tego radykalnego podejścia wielu mam. Super tekst!

        • Najbardziej mnie dobija to przekonanie, że jak ktoś nie wychowuje w zgodzie z rodzicielstwem bliskości to… Krzywdzi swoje dziecko.

          • Tak, jeśli zachęca, próbuje przekonać dziecko do czegoś, to manipuluje i nie szanuje drugiego człowieka. Uważam, że jeśli pewne rady – nieważnie, czy to będzie radykalny zwolennik RB czy Tracy Hogg ze swoim teoriami – trafi do niedoświadczonego rodzica (a przecież każdy z nas taki właśnie jest na początku), to wyrządzi to więcej szkód niż pożytku. RB wbrew pozorom nie jest takie proste.

          • Dlatego każda matka powinna przesiać zasady i teorie przez serce i rozum, a koniec końców ustalić swój rytm :)

    • Część ludzi zrobiła z tego religię, nic nie poradzisz. Mnie totalnie nie przeszkadza, że ktoś daje dziecku czekoladę czy żywi frytkami, żeby zjadło cokolwiek. Ale też w dyskusji o dietach wyrażam swoje zdanie. Bo znawcy zdrowego odżywiania zazwyczaj tylko powtarzają te same brednie, że np. zdrowo jest pić wodę mineralną. No cóż, tak samo zdrowo jak zwykłą kranówę. Tak zwane minerały czerpiemy głównie z pożywienia, nie z wody butelkowanej (oddzielny temat to to, że jest butelkowana w PETcie, który sam w sobie jest średnio zdrowy i może do niej wnikać, choć gorsze są oczywiście aluminiowe puszki, lepiej pić wodę ze szkła). A nadmiar minerałów w wodzie może powodować osadzanie się kamienia nazębnego, a w efekcie próchnicę. Ot – ciekawostka, o której mało kto wie. :)

      • Bo tu chyba wychodzi tendencja ludzi do skrajności. A gdzie się podziało zdroworozsądkowe karmienie. Jakoś nie pamiętam, żeby moja mama stosowała jakiekolwiek teorie, trzymała się narzuconych zasad czy szła wg. rozpiski po prostu działa głową i sercem –> wychowałam się całkiem nieźle. Ja się nie dietach nie znam, ale zdania chętnie słucham, nie wiedziałam o tych minerałach – dzięki :)

  • Yyy… Serio? Moje też niestety wyje :/ – to takie specyficzne zachowanie, kiedy czegoś chce, ale nie potrafi wyrazić o co u diaska chodzi. Albo jak jest zmęczony. Albo jak nie zwracam uwagi, bo jestem akurat czymś zajęta, a on bardzo potrzebuje, żebym patrzyła, jak się bawi. I nie, to zdecydowanie nie jest płacz.

    • Ja (sama w domu z Gadem), on i zapalenie oskrzeli. Nie, to zdecydowanie nie jest płacz. To ryk. Notabene, ciekawe jak bardzo oberwałoby mi się za „Gada” :D

      • my na nasze mówimy Ogry, albo Szkodniki :)

    • i u nas jeszcze jak chce dostać coś, czego absolutnie nie dostanie. Pomijam, że nie lubie spać z dziecmi, zrezta moje dzieci nie lubieją spać z nai. Przyjdą się poprzytulać, a potem idą do siebie.

  • Moja ulubiona część tego tekstu: „Oczywiście, nie potrafiłam zrezygnować ze swojego dawnego życia bez walki. Dojrzewaniu zawsze towarzyszy bunt, bez względu na to czy masz lat trzynaście, czy trzydzieści.” No lepiej bym tego nie ujęła – bunt, mój bunt, oj tak to właśnie było. Wiem, że wpis o rodzicielstwie bliskości, ale w tym zdaniu najlepiej się odnalazłam :D I chyba do dzisiaj, się odrobinę buntuje :)

    • o chlopcu I

      Hmm… A ja myślałam, ze za drugim razem jest łatwiej, ze juz bunt przeżyłam
      … Nic z tego, zwłaszcza gdy jest 5 lat różnicy ;) a rodzicielstwo bliskości ? Swojskości bym powiedziała ;) wychowuje intuicyjnie, popełniam błędy, wyciągam wnioski lub nie …oczywiście słucham innych ( zreszta inaczej sie nie da, brawa za porównanie do Jehowych ) ale filtruje ta wiedzę miłością i dostosowuje do potrzeb moich i moich dzieci :)

  • cukiernica

    Uuuu dla mnie porównanie do SJ jest..hm słabe. Wnioskuję z wpisu …Skad wiesz co oni własciwie chcieli skoro zamknełas im drzwi przed nosem?Żeby kogos oceniac trzeba go wysłuchac?Do konca?
    Przykład: rodzicielstwo bliskości (…)kojarzyło Ci sie ze wszystkim co najgorsze(…) po bliższym zapoznaniu się ?Ha! jednak temat nie taki do konca straszny jak Ci sie wydawac mogło nie? Przepraszam,ze łapie za słówka ,ale inaczej nie mogłam ;-)

  • Nadgorliwość jest zawsze najgorsza. Można nadgorliwością zniszczyć rodzicielstwo bliskości i wszystkie fajne idee. Grunt to zachować zdrowy rozsądek :-)

  • „Co mogę zrobić kiedy dziecko mnie bije?” – Że what?! o.0 Nic dziwnego że miałaś takie zdanie o rodzicielstwie bliskości… hahaha :D

  • Ja z kolei nie znoszę etykietowania. Dlaczego to musi od razu być ideologizowane: rodzicielstwo bliskości albo bunt dwulatka? Każdy rodzic jest blisko swojego dziecka, ale każdy inaczej. Rodzicielstwo to transakcja wiązana i chorym jest rezygnowanie z siebie dla dziecka, bo wtedy to dziecko nie ma rodzica tylko marionetkę na własnych usługach. A kochać wystarczy, po swojemu, najlepiej jak potrafimy. Tak się to powinno nazywać, jeśli już – kochanie dzieci a nie rodzicielstwo takie, srakie, owakie. Jakie ja wybieram? Szczere i prawdziwe. Kilka dni temu taki obrazek: wychodzą czwórki. Niby nic, każdemu wychodziły i matki nadal żyją. Ale do cholery, moment miałam. Polka się drze. Nie płacze, nie szlocha, nie cierpi tylko histerycznie się drze. Próbuję – skupić uwagę na tym, na tamtym, niech mi powie co jej jest, gdzie boli, boli brzuszek, a może pupa, boli głowa? Może się huknęła, może wraca zapalenie dróg moczowych – kto tam wie, pytam – rozumna w miarę, odpowiada zazwyczaj, a ona dalej się drze. Na ręce nie, na nogi nie, do łóżeczka nie, wszystko nie, matka nie, ojciec nie. Wsadzam więc delikwentkę do łóżeczka a ona w rozpacz czarną, że NIE, więc ja też NIE – NIE WIEM O CO CI CHODZI! krzyczę, a ona nagle milknie i patrzy z dezaprobatą na moje potargane o trzeciej nad ranem włosy, wykończoną tygodniową chorobą twarz, niedospane, podkrążone oczy (bo wstaje mi od pół roku o 5 rano a jestem do tego w ciąży drugiej). Nie był to moment najwyższych lotów, wręcz przeciwnie, ale czasem, kurwa, się nie da. Zwyczajnie ręce opadają, siły witalne słabną i rodzicielstwo bliskości mam ochotę roztrzaskać na monitorach tych zaangażowanych, o których piszesz. Ja też swoje dostałam na jakimś forum. Szukałam info o odciąganiu pokarmu, o tym jak ogarnąć wyjście z domu przy 3-miesięcznym dziecku: W DOMU MASZ SIEDZIEĆ, JESTEŚ NAJGORSZĄ MATKĄ, TWOJE DZIECKO CIĘ POTRZEBUJE, NIGDZIE MASZ NIE WYCHODZIĆ, KARMI SIĘ NA ŻĄDANIE DOKĄD NIE PÓJDZIE DO SZKOŁY, TEGO TWOJE DZIECKO POTRZEBUJE!!!! I inne gromy z internetowego nieba. Nikt nie zwrócił uwagi, że chciałam wyjść do ginekologa albo kupić sobie nowe spodnie. Bo może jakbym szła na suto zakrapianą imprezę to bulwers byłby uzasadniony, wiadomo. Więc fora – samo zło. Zawsze znajdzie się ktoś taki – z powołania, teleewangelista pieprzony.

    A bunt dwulatka? To zupełnie inna kwestia. Też nie rozumiem etykietowania i tego popularnego (o, może to jest modne?) „Ach, bo my teraz mamy bunt dwulatka” – i inne mamy kiwają głową ze współczuciem i zrozumieniem. A gdyby tak powiedzieć, że dziecko zywczajnie dorasta? Nie sądzę, żeby świadomie się buntowało i obalało w myśl triady heglowskiej zastany porządek. Staje się sobą, a jeśli rodzic tego nie rozumie – nazywa buntem (przeciwko porządkowi rodzica najwyraźniej). Nie mam recepty na takie zachowania dziecka, moje właśnie zaczyna odkrywać moc NIE, SAMA, DAJ. Czasem daję jej rzeczy, pozwalam bardzo często niewychowawczo dla świętego spokoju. Czasem tłumaczę i cierpliwie staram się ją zrozumieć, a czasem mówię „nie, bo nie” w myśl słynnej zasady „because I said so”. I wesz co? Generalnie jest u nas w domu normalnie.

    A świadkom Jehowy, ostatnio przez domofon powiedziałam, za przyzwoleniem kolegi co to cytat wymyślił: „Okej, możecie wejść, ale tym razem strzelaniny w domu nie chcę. Maż jest na mieście, możecie go szukać, granatowa audica, mówił, że będzie wieczorem. Jak panowie zostają na noc to bez broni, bo ja mam dzieci w domu dzisiaj – rozumiemy się?” – oj, szybko poszli :)

    Pozdrawiam!

  • Nie wiem co masz na myślisz przez „większość”. Fajnie, że przytaczasz pozytywne przykłady, ale mimo to jako matka bliskościowa czuję się niesprawiedliwie zaszufladkowana jako ktoś na podobieństwo świadka Jehowy. Niesłusznie, bo nigdy w życiu nie wypomniałam komukolwiek, że robi coś źle, bo robi inaczej niż ja.
    PS Moje bliskościowe dziecko drze japę.

    • Tak Mo, może trochę niesłusznie ten wyraz „większość”. Większość matek wychowujących w duchu RB, które ja miałam okazję spotkać na swojej drodze.

      To w jaki sposób Ty opisywałaś rodzicielstwo bliskości na swoim blogu bardzo do mnie przemawiało, to było fajne, bez nachalnej propagandy, właściwie chyba od Ciebie się zaczęło, że przestałam na tę ideę patrzeć jak na coś dziwnego i trochę pojęłam jej sens.

      • Jedna czy tam kilak jaskółek, które opisałaś wiosny nie czynią. Matki blikościowe, które ja znam, i do których sama się zaliczam, to ostatnie, które by się z krytyką wychyliły. A RB, to nie wychowanie beztresowe i wychowanie kręcące się w okół potrzeb dziecka. Matka, rodzic też ważni, ich potrzeby też muszą być zaspokojone. nie trzeba cycusiować, spać z dzieckiem, nosić, tulać i nie opuszczać na krok, żeby być „wyznawcą” RB. Napisałałbym: zgłęb trochę temat Autorko, ale u źródło (książki Searsów, Agnieszki Stein, czy np. nasze cudowne bliskościowe blogerki jak Dobra Relacja czy tez Być bliżej), a nie trop sensacji po forach; ale nie wiem, czy nie zostanę uznana za kolejną, która „poucza” ;)

  • Nie podoba mi się takie ocenianie. Dlaczego atakujące Cię matki uważają, że robią coś lepiej od Ciebie? Nie znają Ciebie ani twego synka, jego potrzeb, a nauczone lekturą kilku książek myślą, że są alfą i omego w dzieciologii Uważam, że nie warto popadać w żaden fanatyzm, sama nie spałam z synkiem, z kolei nadal go karmię piersią (prawie 3 lata) ale nie oceniam matek które postanowiły przestać karmić, sama będąc oceniana i często pytana „co, Ty nadal karmisz?!” ale olewam tego typu uwagi. Skoro dziecko jest szczęśliwe, czuje się kochane, to znaczy, że twoja metoda wychowania jest dobra i Ty jesteś dobrą, najlepszą matką dla Twego dziecka i kropka.

  • ania

    Hmm.. a ja o RUCHU rodzicielstwio bliskości nigdy nie słyszałam..i dziwnie-natychmiast-skojarzyło mi się z robieniem z dzieci własności państwa,o czym trochę czytałam..a idąc dalej… z biznesem rodzin zastępczych.. fuj.

  • Danuta

    Dziecko, to człowiek w małej skali. Do pewnego etapu, matka i dziecko nadaje na tych samych falach, potrzeb i emocji. Jeśli matka, wysyła przez podświadomość złe emocje dziecku, to ono je natychmiast sygnalizuje. Tworzy się zamknięte koło, z którego wydaje się nie ma wyjścia. Wystarczy, że będzie postrzegało się tę małą istotkę, jako zbiór wszystkich wartości wspólnych Matki i Ojca wtedy problem zacznie być bardziej czytelny i zrozumiały. Ludzie, którzy nie maja dzieci też są zmęczeni, rozdrażnieni i pretensjonalni tylko przyczyny tego stanu są inne.

  • A no właśnie, bo najlepiej to jest oceniać, nie cierpię takiego wartościowania na odległość. Właśnie jestem na etapie zadbania właśnie o siebie, bo sfera zaspokojenia potrzeb dziecka była moim priorytetem, a dziś wiem, że jak ja będę sfrustrowana to i On nie będzie zadowolony. Bardzo, ale to bardzo pomogła mi książka Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci. Niedługo pojawi się jej recenzja na blogu;-) A! myślę też, że problem tkwi nie w samym rodzicielstwie bliskości, a w pseudo RB mamach.

  • Misako – matka po japońsku

    Ja też po takich słodkich uwagach od rodzicieli bliskości aż gęsiej skórki dostaje jak o tym słyszę. Tak mi obrzydzili ten temat, że nawet nie mam ochoty w niego się już zagłębiać. Przeciez to oczywiste, że ktoś wie lepiej jak wychować MOJE dziecko.

  • oll

    Tez kiedys czytalam o RB i wrecz odcielam sie od tego dla wlasnego spokoju psychicznego. Wielkie matki trabiace o poszanowaniu emocji dziecka a rzucajace sie z klami na inne osoby ktore maja inne zdanie. I nie powiem troche mialam wrazenie ze to takie wychowywanie pod siebie dla wdziecznosci za bycie matka. A ja wychowuje dla swiata zeby chcial odkrywac swiat poznawac ludzi a do mamy czasem wpadl na niedzielny obiad, pochwalic sie sukcesami i wyplakac porazki

  • Trafiłaś kulą w płot, bo przecież nienawidzę rodzicielstwa bliskości tak samo jak Ty. BLW to żadna filozofia, po prostu pozwala się dziecku decydować, co chce jeść. Wszystko. Właśnie o to chodzi, by dziecku z góry nie narzucać swojego zdania, tak jak narzucają swoje zdanie matki od RB innym. A poza tym to nie był mój pierwszy komć na twoim blogu, regularnie komentuję od kilku miesięcy, nie zauważyłaś? Foszek. :D

    • Hej, ale to nie chodzi o Twój komentarz! To tam lajcik, przywykłam, że zawsze masz własne zdanie ;) :*

      • Sławne „Uderz w stół?” ;) No, trochę się poczuwam, bo zawsze jestem kąśliwa w swoich wypowiedziach, taki jakiś styl dziobany mam, że mała uwaga jest brana za krytykę. Chyba ten bardziej złośliwy komentarz przegapiłam (ostatnio w blogach jestem z doskoku, mała chora i kumulacja zleceń). Matki uwielbiają się nawzajem oceniać, to chyba jest jakiś sposób na dowartościowanie. Niektóre przesadzają i potem każda nosząca w chuście, karmiąca dłużej niż pół roku piersią czy robiąca coś na nieszczęście zgodne częściowo z ideolo jakiejś grupy – jest z marszu brana za świrkę. Samo porównanie do Świadków Jehowy śmieszne, choć oni właśnie nigdy nie krytykują, raczej przeciwnie, stosują sekciasrskie metody w stylu „atakujemy miłością, wsparciem i zrozumieniem”, aż ktoś naiwny się na to złapie. Od for hejterskich bardziej boję się grup wzajemnej adoracji, gdzie wszyscy sobie „kadzą” i klepią po plecach z czułością, brr.

  • Moje drze ryja, też mi się oberwało. ;)

    • Aśka

      O i u mnie drze ryja :D i je czasami frytki i nie pije samej wody, bo nie chce, bo nie lubi, oj wyrodna matka ze mnie… :/

    • Moje też. Podobał mi się cytat z Macierzyństwa bez lukru:
      ,,To całe macierzyństwo czasem srał pies. I już wiem dlaczego niektore gatunki zjadają swoje młode. Żeby przestały się tak drzeć”.

  • Ja się cieszę, że nie zabłądziłam na fora w czasach, gdy nosiłam dziecko w chuście. Jeny, tam to dopiero są lincze (nie, wcale nie dlatego, że rodzicielstwo bliskości, po prostu mieszkam na trzecim piętrze bez windy i szmata była wygodniejsza niż tachanie wózka). To znaczy zasięgnęłam tu i tam odpowiedniej wiedzy, ale nie czytałam dyskusji z braku czasu. Dopiero ostatnio tam bywam dla sportu i naprawdę czasem bywa słabo.

  • Nadgorliwość gorsza od faszyzmu :D Zwłaszcza w wykonaniu neofitów. Ja RB cenię, wybieram co mi odpowiada – głaszczę, tulę, noszę w chuście i długotrwale kp moje bachory :P

  • jeżusiczku, ja to w tyle jestem..nic nie czytałam, zdałam się na intuicję :)), choć pierwsze miesiące zmagałam się ze straszną depresją :( moja ma zaraz 2 latka, uprawia „rzuty na taśmę” (tak nazywam rzucanie się na podłogę/chodnik/itp) i w ogóle mnie to nie rusza. Jestem wtedy przy niej, rozmawiam, uspokajam i jakoś działa :))) tak jak Ty, uważam, ze bycie matką nie pozbawia nas bycia kobietą i nie pozbawia nas naszej kobiecości. musimy mieć również czas dla siebie, aby po prostu nie zwariować … mój bąbel niestety nie rozumie jeszcze, ze mama to odrębna istota potrzebująca i z nikim, dosłownie z nikim, nie chce zostać. nawet brwi idziemy wyrywać razem :) jest to męczące, ale jestem sama, więc jakos sobie radzę. zaczynamy niedługo żłobek na kilka godzin i zobaczę, czy uda jej się zostać bez mamy te kilka godzin.. ale się rozpisałam…pozdrawiam serdecznie Kasia

    • koneFka

      Temat „rzutu na taśmę” był mi kiedyś wyjątkowo bliski, bo osobiście go uprawiałam.;) Moja mama niestety reagowała i nie wiem jak długo się rzucałam, ale to był mój „sposób na życie”. Sama tego już nie pamiętam, bo pewnie byłam w wieku Twojej córki. Obawiałam się takich akcji u mojego dziecka i gdzieś wyczytałam, żeby wcale nie reagować. Trudne dla matki, ale tak zrobiłam i u mojego dziecka dobrze to zadziałało. Przy mnie było chyba 3-5 rzutów, moją mamę przeszkoliłam, więc jeżeli coś było przy niej to też nie reagowała. W trakcie „rzutu” nawet nie podchodziłam i nie uspokajałam, udawałam, ze nie interesuję się dzieckiem. byłam zdziwiona, że tak szybko ta metoda zadziałała,:) Pewnie nie jest to do przejścia dla każdego rodzica, mnie zmotywowały moje własne dziecięce „występy”, a właściwie opoewieści o nich mojej mamy.

      • u mnie działa rozmowa i przytulanie :) ale powiem Ci, że kocham to, bo wiem dobrze, jak dzieci szybko rosną i pewnie niedługo już będę tęsknić…Starsza ma 13 lat, i nawet nie wiem kiedy ten czas tak zleciał..

  • strzał w 10 z Jehowymi !

    • Sunflower

      Świadkami Jehowy, ciekawe czy bylo by pani miło, gdyby ktoś specjalnie i złośliwie przekrecał nazwę pani religii. Poza tym radzę sprawdzić co ona oznacza. Pozdrawiam

  • Zawsze podziwiałem ludzi, którzy na podstawie dwóch zdań potrafią stworzyć cały obraz człowieka. Tak właśnie jest z gwiazdami internetu na forach internetowych. Próbują nawrócić świat jak Świadkowie Jehowy. A Kamil ze swoimi tekstami jest przede wszystkim szczery i nawet, gdy nie zgadzam się z jednym czy drugim argumentem nie czuję, że inne są bardzo pomocne i trafne.

  • A wlasnie powiem glosno: jestem zmeczona! Spedzilam 2 cudowne miesiace z moja corka, ale juz chce do pracy. Chce wracac szczesliwa i spelniona do domu, z mysla, ze moje dziecko wybawilo sie u niani i tez potrafi miec swiat bez mamy. Swietnie piszesz. Zapisuje sie!:)

  • Agnieszka Czyr

    Ale normalne i proste działanie… Lubię to:-}

  • Ja jestem za rodzicielstwem bliskości, ale w tej drugiej wersji. W pierwszej (Świadkowie Jehowy) wkurza mnie przede wszystkim to, że dziecko przestaje być w relacji z rodzicem dzieckiem! to ono MUSI rządzić, przejmować kontrolę, ustawiać granice. Rodzic, tak bliski, musi to wszystko uszanować. Pierwsza wersja (z obserwacji i pracy z rodzicami) sprawia, że maluch gorzej przechodzi np. bunt dwulatka, jest bardziej nerwowy, zaczyna manipulować, wymuszać np. płaczem. I to jest niestety wynik rodzicielstwa bliskości.

  • Słuchaj i zapamiętaj. Krowa, która dużo krzyczy – mało mleka daje.
    Pozdrawiam ciepło :)

  • Nihiru

    Ja porównuję fanki rodzicielstwa bliskości do wege-fszystów. Świetny tekst!

  • Tu druga połowa mamorkowego teamu ;-)
    Ja wogóle nie ogarniam tematu RB. W sensie takim, że robi sie z tego jakąś filozofię, zamiast traktować jako coś naturalnego. Nie wiedziałam, że to, że wciąż przytulam, całuję, śpię z dzieckiem i karmię nadal piersią, jest jakoś klasyfikowane. Trochę zakrawa to o paranoje.

    Działam intuicyjnie i tak, by było mi wygodnie w tym całym macierzyńskim szaleństwie. Określanie, że moja metoda radzenia sobie (lub nie, cholera wie) jest czymś tam, a Twoja (bo inaczej działamy na pewnych polach) czymś innym, to jest jakaś pomyłka IMHO.

    Od początku unikam for, literaturę dot. dzieci filtruję 5 razy, zanim zacznę coś czytać i polecać dalej. Staram się nie wtrącać, nie negować czegoś z góry, nie oceniać i nie szufladkować. Tak jak ja szukam wsparcia w innych mamach, tak i ja staram się je dawać. O co diabelnie ciężko w tym parentingowym światku blogowym.

    Jesteś kapitalną mamą. Howgh!
    D.

  • Anna Morawska

    Wielka szkoda, że w ten sposób zapoznałaś się z terminem RB, bo z samą ideą chyba nie wiele miało to wspólnego. Jedną z czolowych zasad jest szanowanie siebie i drugiego człowieka, co w przypadku przytoczonych przez Ciebie tekstów raczej nie miało miejsca… Ja bardzo lubię RB właśnie za to, że moje dzieci szanują moje potrzeby, granice z wzajemnością oczywiście.

  • Trafiłaś w sedno!

    Nie rozumiem ludzi, którzy są wyznawcami jakiejś teorii i nie widzą poza nią świata! Przecież jakoś tak to jest wszystko w naszym życiu poukładane, że nic nie jest do końca czarne czy białe. Każdy człowiek jest INNY. Każda sytuacja odmienna. I teraz przychodzi taki ktoś wpatrzony ślepo w któryś z podpunktów mądrej książki i będzie ci mówił, że wie lepiej, a ty na pewno się mylisz.
    Nic nie ma „na pewno”! Wiem coś o tym, bo mam troje dzieci, które staram się wychowywać mądrze, najlepiej jak potrafię… a i tak nie udaje mi się uniknąć najgłupszych błędów. Jesteśmy tylko ludźmi i każdy musi znaleźć swoją drogę. Także w kwestii wychowania dzieci.

    Amen. ;-)

  • Świetny tekst, brawo!!! Moje dziecko od samego początku nie było w stanie zasnąć ze mną w łóżku (do dzisiaj nie jest, a ma 16 miesięcy) i nie znosiło cycka. I co, miałabym stosować to wciskane na siłę rodzicielstwo bliskości? Komu byłoby lepiej z taką bliskością? Bo ani mi, ani mojemu dziecku. Dzisiaj oboje uczymy się bliskości, takiej prawdziwej. Przyjdzie do mnie, przytuli się, położy mi głowę na kolanach, pogłaszcze mnie po buzi. I chyba nie robi tego dlatego, że jestem wyrodną matką, która z nim nie spała i karmiła butelką.

    Pozdrawiam!

    • Ja chyba powinnam przywiązywać dziecko do łóżeczka, żeby mu czytać książeczki na dobranoc. Świnia nie chce czytania. A powinnam 20 minut dziennie, codziennie! W ciągu dnia to jeszcze, ale wieczorem? I tak dobrze, że mi nie wyrywa już książki i nie rzuca w pokój, zawsze bałam się, że kiedyś książka doleci do jakiegoś szkła i zbije. ;)

      • O mój Boże, u nas o czytaniu mowy nie ma. Był już etap rubasznego chichotu, bo mama siedzi przy łóżeczku i czyta, obecnie jest etap włażenia mi na głowę, szarpania kartek i prób ich zjedzenia, ewentualnie błyskawicznego przewracania każdej następnej strony, koniecznie jeszcze zanim skończę czytać. No żyć nie umierać! :D

        • My jeszcze przerabialiśmy zabawę pod tytułem „zabieram mamie książkę i udaję, że sama czytam”. Zabawne jest, jak czasem ogląda nasze książki bez obrazków(w domu ciągle ktoś przyssany do książki, jak nie tata to mama, jak nie mama to babcia, to się opatrzyła). W zasadzie to się już poddałam. ;)

  • Ewa Pancer-Głowacka

    A ja wierzę, że jednak większość Mam praktykujących rodzicielstwo bliskości jest naprawdę spoko :) chyba trafiłaś właśnie na wyjątki! :) serdeczności :)

    • Są spoko – dla innych mam praktykujących RB :).

      • Ewa Pancer-Głowacka

        Nie tylko serio ? naprawdę trafiły ci się jakieś wyjątki. Poza tym większość ludzi ma problem z udzielaniem informacji zwrotnej a jeszcze więcej z jej przyjmowaniem i tu się robi ciśnienie wszystkim nam nie zaszkodzi odrobina otwartości na siebie ?

  • Ja preferuję rodzicielstwo dalekości. Moje dziecko drze japę i kompletnie nie mam ochoty wstawać o 3 w nocy i go uspakajać, bo ma 6 lat i od 22 wyłączam się jako matka i włączam się dopiero rano. Wyjątkiem są choroby.

    Tak myślę egoistycznie o sobie, bo poza matką jestem tez osobną jednostką.

  • Podobnie reaguję na te oszołomki. Stosuję to cholerne BLW i krew mnie zalewa, że mała bawi się jedzenem, zamiast jeść, spać z dziećmi nie lubię, bo się nie wysypiam i w ogóle nie rozumiem, czemu nie mogę sobie wybrać z tej metody tego co mi pasuję, a jak nie chcę całego pakietu, to już jestem wyrodną matką. Tymczasem bliskość to u mnie podstawa relacji z dziećmi i zaprzytulałabym je obie. poczytam co dam zalinkowałaś. a nuż z sensem.

  • Jana

    E tam, to nie tak. Mamy-osy atakujące na każdym forum to nie jest rodzicielstwo bliskości tylko fejsbukowości. I forumowości. Zawsze mnie bowiem męczy pytanie „kiedyż toone okazują dziecku tę bliskość wiecznie warując przy kompie, wyłapując „niebliskościowe” matki i mieszając je z błotem?”

  • pestki

    Mnie trochę przeraża to wychowanie bez nagród i kar. Bo ja nagradzam dziecko np bijąc brawo i ciesząc się jak zrobi coś dobrze, ładnie tak jak powinno być zrobione, jednocześnie nie stosując kary gdy to się nie uda. Podobnie gdy robi coś co sprawia mi lub innym przykrość, ból, np gryzie czy bije to pójdzie do tzw. kąta lub karne krzesełko, żeby sobie przemyślał sprawę. Owszem jednocześnie tłumaczę co jest złego w takim zachowaniu. Nie stosuję kar za rozlane mleko, czy rzucanie czym popadnie, choć nie wiem czy tego nie zacząć robić bo bozbyłam się w ten sposób telefonu i mimo tłumaczeń nic się tutaj nie zmienia. Generalnie chodzi mi o to, że chciałabym uniknąć sytuacji, w której dziecko przez długi czas, zanim poskutkują rozmowy, będzie biło mnie lub kolegów bo jest jeszcze za wcześnie, żeby to zrozumiał. Pewnie robię źle i się mi oberwie ale mam poczucie, że nie robię tym dziecku krzywdy. A nawiazując do przytoczonego tekstu Kamila to metodę karnego krzesełka zaproponowała mi pani pediatra widząc moje pogryzione ręce.

    • Wiesz co, to chyba zależy od dziecka, bo u nas na przykład kary przynoszą wręcz odwrotny skutek, tzn. Młody się denerwuje, obraża, robi na złość. Póki co działa u nas spokojna rozmowa, bo on jest mega wrażliwcem, wszystko bierze bardzo do siebie i sam wie, że zrobił źle (a potem się wstydzi ;)).

  • Aleksandra

    Bo odpowiedzi nie szuka się na forach gazety i babyboom ;p

  • Odkąd dowiedziałam się, że będę mamą zauważyłam, że w każdej kwestii powstają co najmniej dwa obozy broniące swoich racji. Karmienie piersią/butelką; spanie z dzieckiem/bez dziecka; poród naturalny/cesarka; zimny chów/ubieranie dziecka jak siebie +1 warstwa; popierający klapsy/niebijący itd. Zawsze znajdą się specjaliści, którzy wiedzą lepiej. Widzę, że aktualni, nowocześni rodzice mają ogromną potrzebę nazywania zachowań, nadawania im definicji, klasyfikowania i wpasowywania się w jakieś ramy. Najlepiej te bardziej „prestiżowe”. Zamiast olać wszystkie fora dyskusyjne i kierować się własną intuicją próbują metod, które ich nie przekonują, ale „brzmią lepiej” albo za którymi więcej ludzi krzyczy. Niestety niektórzy szczególnie lubią patrzeć innym na ręce i tylko czekają na okazję, żeby im wypomnieć jakieś grzeszki.
    To rodzicielstwo bliskości to identycznie jak bezstresowe wychowanie… Spopularyzowanie pojęcia spowodowało, że już dawno rodzice zapomnieli na czym ono polega, a wyświechtany tekst budzi już tylko dreszcze. Pozdrawiam!

  • Straszne, że ludzie potrafią się tak oceniać. I to w momentach, w których jest naprawdę ciężko. Nie powiedziałabym znajomej, że „sobie nie radzi”, a co dopiero pisać to na forum do zupełnie obcej osoby, o której nic nie wiem i nie mam pojęcia w jakiej dokładnie jest sytuacji.

  • Ania.aa

    To się dużo po zmieniało w tym rodzicielstwo bliskości. Gdy ja czytalam o tym 5 lat temu nie było tam takich ekstremistycznych głosów. Nadgorliwi potrafią każda filozofię zniesmaczyc.

  • Super tekst! Rozwalił mnie, bo już myślałam, że w tym świecie tylko ja mam takie odczucia i tylko ja czasem mówię, że moje dziecko „drze japę”, „wyje” itp. Takie jest życie… jesteśmy ludźmi. A z większością walczących o propagowanie rodzicielstwa bliskości i takiego nieskazitelnego macierzyństwa, jest tak jak z idealnymi małżeństwami, które bardzo często momentalnie się rozpadają. Dla mnie to fikcja. Nie kupuję tego.Przynajmniej nie w 100%, nie w takiej formie, jak to jest podawane.

  • z kijem w las

    Haha skad ja to znam!! Mamy z mezem ogromny problem z naszym malenstwem bo placze o doslownie wszystko…jak na rekach to tylko w pozycji na barku (choc nie zawsze!), wiec domyslasz sie jak wyglada usypianie szkraba? Nie zasnie bujane w wozku nie zasnie obok nas w lozku o swoim wlasnym lozeczku to juz nie wspomne. No to bierzemy na rece tylko jak uspac kiedy jedyna pozycja mozliwa gdy sie nie drze to pion na barku????? Dopiero po kilku minutach placzu w pozycji horyzontalnej zasypia. Odkladamy mija 5 doslownie minut i sie budzi. Prawdopodobnie ma jakis problem brzuszkowo trawienny ale zastanawiam sie ktory rodzic w takiej sytuacji nie ma dosyc i nie mysli o sobie??? O swoim zmeczeniu o swoich plecach nogach rekach pachwinach i moglabym wyliczac o swoim snie bolu i dodatkowo mysleniu ze sie nie nadaje i nie sprawdza! Wiec jesli ktos ma czelnosc dodatkowo obwiniac matke haslami w stylu nie radzisz sobie nie nadajesz sie i na dodatek jrst to druga matka (tego nigdy nie pojme jak jedna matka moze tak mowic drugiej) to primo albo ma wyjatkowo spokojne i niewymagajace dziecko (wiem ze sa takie) secundo jedyne czego w zyciu chcial chciala to miec dziecko i dodatkowo ma wyjatkoy instynkt macierzynski by to wytrzymac (w sensie poswiece sie we wszystim dla dzoecka). Jestem z toba kobietko ?

  • Mama czytająca

    A ja się z Tobą nie zgadzam. Nie doczytałaś dokładnie, nie masz pojęcia na czym polega rodzicielstwo bliskości i oceniasz. Na podstawie czego?
    Kp i spanie z dzieckiem zaspokaja pierwotne potrzeby fizyczne i psychiczne. Bo, jak pewnie wiesz ze szkoły podstawowej, jesteśmy ssakami noszącymi swoje dzieci przy sobie, nasze potomstwo potrzebuje czuć zapach i ciepło mamy by czuć się bezpiecznie. Zadecydowałaś, że tego nie dasz swojemu dziecku, OK, masz do tego prawo. Ale czemu kpisz z matek które podążają za intuicją? Oj nieładnie.

    Polecam dobrą bibliotekę. Albo rozmowę z dobrym psychologiem dziecięcym.

    Ach te super-modne mamy i ich blogi. I ten super-modny zwyczaj podkreślania, że jest OK tracić cierpliwość bo bycie matką jest takie „trudne”. Really?
    I jeszcze dodawanie czegoś na kształt, że przecież „nie bedę rezygnować z siebie tylko dlatego, że mam dziecko”.
    Really?

    Myślałam, że znalazłam coś godnego uwagi. A tu znów mama która ma opinię na temat. Ale wiedzy na ów temat to już nie.

  • Beata Kos

    Porównanie ze ŚJ słabe jak człowiek nie ma pojęcia o czym to może lepiej się nie wypowiada ? I tak samo Rb. Aby o czymś pisać trzeba dokładnie zapoznać się z tematem. W pracy mam kilku ŚJ i są to całkiem sympatyczni ludzie. Z trochę innymi poglądami na życie niż moje.

  • jolka

    Kocham Cię za ten tekst.

  • Dusia

    Dziękuję za ten wpis!
    Ja boleję i przeszywa mnie dreszcz na dźwięk terminu „rodzicielstwo bliskości” i mam wrażenie, że z nim jest jak z feminizmem. Ten mądry, naukowy feminizm ginie pod jazgotem tego krzyczącego brzydactwa, u którego na pierwszy rzut oka trudno zdiagnozować płeć… Ja nie śpię z dzieckiem, nie chustowałam, od 3 miesiąca dokarmiałam mm. Nie żałowałam bliskości, czasu, uwagi, przytulania, noszenia, całowania. Kocham moje dziecko i wiem, że ono kocha mnie.