Mum and the city

Czy poród może być piękny?

19 kwietnia 2016

DSC_7428_1

Historii porodowych jest tyle ile kobiet, a raczej tyle, ile dzieci, bo podobno każdy poród inny. I u mnie tak było. Dwa skrajnie różne doświadczenia, z których niejedna z was może wyciągnąć naukę dla siebie. Dlatego dzisiaj postanowiłam o tym napisać. Czy poród może być piękny? Jeszcze tydzień temu myślałam, że nie…

KOSZMARNE WSPOMNIENIA

Myślę, że największym dramatem współczesnej kobiety na sali porodowej jest to, jak mało od niej zależy.

Kiedy czujesz pierwsze skurcze dzięki temu, że zrobiono kolejny tego dnia masaż szyjki macicy, a nad tobą jak kat wisi kroplówka z oksytocyną, kiedy zaczynasz rodzić tylko dlatego, że położna leży na twoim brzuchu i łokciem popycha dziecko, a z drugiej strony lekarz czeka z próżnociągiem – to tak jakbyś nie urodziła wcale.

Wszystko, co się dzieje, dzieje się poza twoim ciałem, a nie dzięki niemu.

Paradoksalnie kobiety zaczynają akceptować siebie dopiero wtedy, kiedy przestają być idealne. Po porodzie.

Pamiętam, jak nie rozumiałam, słysząc inne matki, które opowiadały, że poród jest wspaniały. Bo dał im siłę. Wiarę. I pewność.

Że nic to rozstępy czy zwisające fałdy skóry po ciąży. Nic to wszystkie nadprogramowe kilogramy. Nic to wielogodzinny ból nawet, bo ten ból i piękny bywa. To dzięki niemu zrozumiały, jak wspaniałe mają ciało. Ciało, które dokonuje cudów. Ciało, które daje życie.

Nie czujesz nic z tych rzeczy, kiedy półprzytomne dziecko zostaje z ciebie praktycznie wyrwane.

Tak wyglądał mój pierwszy poród.

DLATEGO POSTANOWIŁAM TE WSPOMNIENIA ODCZAROWAĆ

Ale najpierw próbowałam coś sobie udowodnić. Że potrafię. Że mam nad tym skurczybykiem – moim ciałem – jakiekolwiek panowanie. Że dam radę, chociaż nie dałam. I że jestem silna, mimo że dopiero co się okazało, jak bardzo słaba.

Zaczęłam biegać. Biłam kolejne, pewnie nic nie znaczące, ale dla mnie wielkie rekordy. Pięć kilometrów. Siedem, dziesięć. Dziesięć poniżej 50 minut. Dwanaście w ulewie. Podczas dwudziestostopniowego mrozu. Trzynaście, piętnaście.

Nie zdążyłam przebiec półmaratonu, bo znowu zaszłam w ciążę.

A więc popłoch. O matko, znowu będę musiała urodzić… Na samą myśl o sali porodowej – dreszcze. Strach taki, że ani oddechu złapać nie mogłam, ani łez powstrzymać. Przez chwilę myślałam nawet o cesarce, ale potem doszłam do wniosku, że… Nie. No bo hej! Los daje mi jedyną, niepowtarzalną okazję, żeby wszystkie te złe wspomnienia odczarować. Zrobić coś naprawdę wielkiego. Urodzić dziecko. Na zawsze zapomnieć o tym, co było. Przestać rozpamiętywać, obwiniać się, bać…

Czułam, że tak będzie najlepiej.

ZACZĘŁAM WIĘC DZIAŁAĆ

Po cichu, cichuteńku znalazłam szpital, który słynie z porodów naturalnych. Ale nie naturalnych, czyli: masaż szyjki już na izbie przyjęć, co by przyspieszyć. Lewatywa, golenie, nacinanie – niby nie, ale lepiej jakby pani podpisała zgodę. A potem to już z górki: oksytocynka raz, bo rozwarcie za wolno postępuje, a panie położne chciałyby jeszcze przed końcem dyżuru wypić kawkę. To dla twojego dobra kochana, akcja dzięki temu ruszy do przodu! Tylko że niegotowe ciało i dziecko muszą wykonać dwa razy taką pracę, więc i boli dwa razy bardziej. Tak bardzo, że staje się to nie do zniesienia: kończy się więc na podaniu znieczuleń: zewnątrzoponowego, dolarganu, gazu. Zero świadomości, nie mówiąc już o panowaniu nad własnym ciałem. A na końcu leżenie plackiem pod ktg, bo puls dziecka spowalnia, choć przez to leżenie akcja porodowa przecież też. No ale położne nie muszą już proponować żadnych ćwiczeń, mają kilka godzin wolnego. A ty im tam umierasz, bo jak leżysz, to o czym innym masz myśleć, na czym innym się skupiać jak nie na tym bólu straszliwym?

Piotr, który sporo się naoglądał przy pierwszym porodzie i do samego końca namawiał mnie na cesarskie cięcie, nie miał pojęcia, że chcę rodzić „na żywca”. Że jedyną pomocą ma być piłka, worek sako, drabinki i wanna wypełniona wodą. Wiem, że by się nie zgodził w dobie, w której nawet do borowania zęba dostajemy znieczulenie.

Zamiast skupiać się na tym, po co ten ból jest, skupiamy się na tym, jak go zlikwidować. I to jest największy błąd kobiety przygotowującej się do porodu.

OK, ALE W TAKIM RAZIE JAK TO WSZYSTKO WYGLĄDA W PRAKTYCE?

Zacznę od tego, że NIE jestem stworzona do rodzenia dzieci. Waga piórkowa, w biodrach jestem tak wąska, że nawet w ciąży spodnie kupowałam na dziale dziecięcym. Nie jestem ani silna, ani wytrzymała na ból. W dodatku płaczę z byle powodu, bo moja psychika też często szwankuje: poddaję się, nie wierzę w siebie, zawracam w połowie drogi.

Ale… Dałam radę! Więc do jasnej ciasnej – ty też dasz!

DSC_7462

Przede wszystkim gdzieś tam z tyłu głowy trzeba mieć świadomość, że nawet najtrudniejszy poród kiedyś się skończy. Im więcej siły znajdziesz w sobie teraz, tym szybciej zobaczysz swoje dziecko. Bo przecież każdy skurcz zbliża cię właśnie do tej chwili. Więc dziewczyno – do boju!

Warto się ruszać. Dla mnie największą tragedią było położenie pod ktg w momencie przyjęcia na porodówkę. Akcja od razu stanęła w miejscu. To było najdłuższe 30 minut w moim życiu! Bolało jak nigdy przedtem i nigdy potem. I pomyśleć, że przy pierwszym porodzie dałam się tak położyć na stałe!

Kiedy tylko zeszłam z łóżka, zaczęłam chodzić w kółko po sali. Robić przysiady przy parapecie, walić pięścią w szybę. Nie wybiłam jej tylko dlatego, że od tej chwili wszystko poszło błyskawicznie. Skurcze co pięć minut, co trzy, co minutę…

W czasie skurczu – wiadomo – myślałam, że więcej już nie zniosę. Ale zaraz po nim czułam ogromny przypływ energii. No bo hej! Dałam radę! Wytrzymałam najgorszy z możliwych bóli! Czyli… Wytrzymam wszystko? Jezu, jaka ja jestem silna! Dokładnie tak o sobie myślałam w samozachwycie ;).

Czułam się zupełnie jak na tych filmach o indiańskich wojownikach, którzy malują sobie twarz, walą w bębny, własne piersi i śpiewają, szykując się do ataku.

Ja też się szykowałam. Właśnie w ten sposób kobieta zbiera siły na najgorsze. Bo jak boli, to wydzielają się ogromne ilości adrenaliny, które mają nas zmobilizować do największego w życiu wysiłku: parcia.

I wtedy na salę wkracza położna. Nie będę ukrywać, że dobra położna to podstawa. Wiem, że bez niej nie zrobiłabym nic. Pod tym kątem również wybierałam szpital, w którym chciałam rodzić. Jeśli ty takiego szpitala nie masz, nie wiesz, na kogo możesz trafić – wynajmij ją. Za pierwszym razem usłyszałam od położnej: „Proszę robić, co pani czuje”. I tyle. Jakby jej nie było ze mną na sali! Dzisiaj wiem, że to cud, że i tak udało mi się wtedy urodzić. Bo kobieta (zwłaszcza za pierwszym razem) niestety nie do końca wie, co robić. Dlatego tak ważny jest kontakt z położną, która odlicza sekundy, oddycha razem z tobą, a na końcu dopinguje.

Płakałam. W trakcie ze strachu, a po wszystkim ze szczęścia. I dziękowałam każdemu: od położnej właśnie poprzez lekarza, a skończywszy na salowej i ordynatorze, który zajrzał przez drzwi, przechodząc korytarzem. Dziękowałam nawet pani, która przyniosła obiad ;). Płakałam Piotrowi w rękaw, że się udało. I dziecku – które trzymałam potem przez wieeele godzin w ramionach – płakałam nad głową. To były absolutnie z niczym nieporównywalne i najpiękniejsze chwile w moim życiu. Magia.

I trzyma mnie do dzisiaj. Jak na jakiejś hormonalnej karuzeli, tylko że ciągle jestem w górze. Śpię po dwie godziny na dobę i… Jestem szczęśliwa! Chodzę obolała i… Jestem szczęśliwa! Mój świat znowu wywrócił się do góry nogami i… Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie!

Może i natura nie wymyśliła sobie tego wszystkiego idealnie.
Ale dzisiaj już wiem, że człowiek wcale nie jest w stanie wymyślić niczego lepiej.

DSC_74681

DSC_74721

  • ania

    A ja płakałam jak to czytałam. Jakbym czytała o swoich przeżyciach podczas też dwóch różnych porodów. Mało tego chyba rodziłyśmy w tych samych szpitalach.

  • Piękny tekst i emocje! Wzruszyłam się!
    Gratuluję wspaniałej córeczki !!!!!! :*

  • Fajnie, że podzieliłaś się swoimi przeżyciami. Bardzo wzruszające zdjęcia. Cieszę się, że udało Ci się odczarować wizję porodu :)

  • Marta

    Jaki szpital jeśli można wiedzieć? Gratulacje! :)

    • Raszei – polecam z całego serca :).

      • Kamińska-Kicińska Małgorzata

        Też rodziłam w tym szpitalu, w lutym. I niestety mój poród to totalna trauma. Bardzo dużo, o ile nie wszystko, zależy od położnej. Ja rodziłam przez 3 zmiany i dopiero w ostatniej, kiedy już nie było wyjścia i musiało się zakończyć cc to zajęła się mną cudowna kobieta, anioł! Dopiero ona stanęła przy mnie, pokazała jak oddychać, okazała zainteresowanie, a nam sam koniec przeprosiła mnie, że nie udało się naturalnie, ale żebym pamietała, że byłam bardzo dzielna i żebym nie dała sobie wmówić, że to moja wina i z powodu cesarki jestem jakaś gorsza. Życzyła powodzenia, a na drugi dzień wpadła do nas pogratulować. Nie pamietam niestety jak się nazywała, ale jeżeli kiedykolwiek jeszcze zdecyduję się zajść w ciążę to nie chcę rodzić z nikim innym!!

        • Zdecydujesz się Kochana. Ja po pierwszym porodzie też myślałam, że już nigdy i zobacz – trzy lata później mam dwójkę. Trzymam za Was kciuki :).

  • Zabiegana Mama

    Mówiłam Ci, że tym razem łatwiej będzie, bardziej świadomie i że nie ma opcji – dasz radę! Teraz w rewanżu Ty w lipcu trzymasz kciuki za mnie ;) Mała cudna! Niech Wam daje radość, miłość i uśmiech każdego dnia!

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Pięknie napisane. Mój pierwszy poród, chociaż zaczął się sam, szedł szybko, to skończył się cc, bo Mała zaplątała się w pępowinę i to tak skutecznie, że się na niej jakby wieszała. Szybka cesarka pod narkozą, dziecko wieczorem pokazane na 5 minut i dopiero następnego dnia mogłyśmy się dobrze poznać.
    Całą drugą ciążę marzyłam o porodzie naturalnym i do takiego się przygotowywałam. Chodziłam na szkołę rodzenia, jogę dla ciężarnych, czytałam książki.
    Znów samo się zaczęło, trochę za wcześnie, bo 3 tyg przed terminem. Na sali porodowej byłam sama, bo z towarzystwa męża ostatecznie zrezygnowałam, szło szybko, położną trafiłam świetną, miłą, empatyczną. Za jej namową skorzystałam z dolagranu, co wiele osób mi odradzało, ale nie żałuję. Jednak później przyszła zmiana i kolejna położna już mnie trochę zdenerwowała. Ja nie miałam pojęcia jak przeć, ona nie potrafiła mi wytłumaczyć, jednak skończyło się nacięciem. Małego zabrali, bo miał trochę problemów i znów kilka dni rozdzieleni przez szybkę.
    Ale mimo wszystko jestem z siebie dumna. Udało się, nie dałam się namówić na cesarkę (a próbowali i silnie sugerowali), urodziłam sama, a euforii, która pojawiła się z wydaniem synka na świat , nie można porównać z niczym innym. To otaczające ze wszystkich stron szczęście, ulga, no śmiałam się w głos z radości.
    Natura, trochę wspomagana, ale to najpiękniejsza chwila w moim życiu :)

  • Sala słonecznikowa? :) jeśli tak, to powiem Ci, że też mam z niej same dobre wspomnienia, a wannę z tej sali kocham wielką i niezmienną miłością.

    Gratulacje!

    • Nie zdążyłam wskoczyć do wanny! A tak chciałam :)

      • Ja za drugim razem juz na IP dałam się o wannę

  • słońce 2

    brawo!! dzielna wojowniczka wagi piórkowej :-) córa podobna do Ciebie, oczy identiko

  • Ven

    Ilona gratulacje <3

    Fajnie, że udało się odczarować złe wspomnienia z poprzedniego porodu.

  • Sylwia

    Plakalam czytajac ten wpis!! Bo jak ja doskonale to rozumiem!! Zalatwili mnie prawie identycznie przy pierwszym porodzie. Kroplowka z oksytocynka bo niby porod za wolno postepuje, podlaczona do ktg przynajmniej moglam sie poruszac, ale pozniej polozyli mnie tylko na chwilke zeby sprawdzic rozwarcie i… to byl koniec. Zaczal sie bol nie do opisania( wkoncu poprosilam o epidural, ktorego i tak nie dostalam bo nagle porod zaczal postepowac zbyt szybko!!), dziecku przestawalo bic serduszko wiec w ruch poszedl proznociag- 2 nie udane proby, naciecie, kleszcze, dziecko zabrane na badania zaraz po porodzie, a ja na sale operacyjna na rekonstrukcje krocza ? trauma na wiele tygodni, karmienie piersia zakonczone niepowodzeniem po 12 tygodniach spowodowane depresja poporodowa!! Ale obiecalam sobie, ze drugi raz nie pozowole na cos takiego :) Nigdy! Urodze dziecko sama i bedzie to piekny porod :) Pozdrawiam i zycze duzo zdrowka dla malenstwa

    • Moje dziecko też od razu zabrali na OIOM i to było chyba w tym wszystkim najgorsze… Jak go dostałam w ramiona po czasie, to… Niby czułam, że jest mój, ale jakiś obcy… Bardzo długo potem musiała odbudowywać tę więź między nami.

  • Też kiedyś na blogu opisałam swój a raczej swoje porody. Każdy się na początku boi, bo nie wie czego się spodziewać. Do tego wpisu będziesz wracać przez całe życie, żeby móc przypomnieć sobie te chwile. Pięknie napisane! Pozdrawiam i gratuluję Wam córeczki ;*

  • kozbajaruda

    Gratuluję! Masz moc!
    Ja mój pierwszy – choć mocno wymuszony poród, wspominam bardzo dobrze, bo zakończył się w pełni szczęśliwie dla dziecka i choć syn ważył rowno 4,0 kg wcale nie ucierpiałam tak bardzo. A przypadek był trudny: kilka dni po terminie, dziecko zaczęło wciskać się do kanału, a u mnie zero skurczy, szyki kilka cm i rozwarcie tylko tyle ile zrobił balonik foleya…. I choć od 2 lat gdy myślę o kolejnym dziecku, to zawsze mówię sobie, że 2 raz już taka głupia nie będę i zalatwie sobie cesarke, to przekonałaś mnie – jeszcze przemyśle temat, bo każda kobieta też ma tą moc!

  • Gratulacje :) Chyba to jednak prawda, że drugie porody są łatwiejsze. U mnie pierwszy – w szpitalu, bo tydzień po terminie, ruszył sam, w nocy, tak z kopyta, że jak się już obudziłam i położna łaskawie mnie przebadała, to od razu na porodówkę – a tam standard, oksytocyna, bo coś te skurcze parte słabe, ja również chudziutka, więc w ogóle się nad moją głową zastanawiali, czy jestem w stanie urodzić. Ja cała dygoczę z przerażenia, mimo, że mąż dzielnie za rękę trzyma, w końcu są wahania serca synka, decyzja o próżnociągu i też mi go na parę godzin do inkubatora wsadzili, bo się wychłodził, brrr. Potem też na niego jak na jakieś obce dziecko patrzyłam, mimo, że śliczny jak z reklamy ;)
    A drugi :D Jak już mi się sam zaczął w domu to byłam najszczęśliwsza na świecie i wierzyłam, że tym razem będzie inaczej. Umówiona byłam z rewelacyjną położną i jak się spotkałyśmy w szpitalu, to wiedziałam, że będzie dobrze. Córcia była za mną już dwie godziny później, bo wypłynęła sobie do wody w wannie, co niesamowicie przyspieszyło poród i niesamowicie złagodziło odczucia bólowe, tak że nawet nie myślałam o jakichkolwiek dragach ;D Jakbym miała wybierać jeszcze raz to tylko z taką położną i tylko w wodzie :) U mnie też drugi poród odczarował ten pierwszy i fantastycznie, że to jest możliwe :)

    • dora

      Mój pierwszy poród od 2 w nocy do 20:30. Z tego 7h na oksytocynie a potem masaż z zaskoczenia. Kupa pieniędzy na swoja polozna, ktora nic nie pomogla. Dziecko kilka razy tracili tętno. Ja po porodzie pokiereszowana, ryczalam pod prysznicem długie tygodnie nie mogąc dotknąć sie tam. Po 3latach znowu jestem w ciąży. To 40tydzien. Boje się panicznie,boje się oksytocyny,przez ktora miałam bole o nienaturalnej sile,nie wiedziałam,ze mogę odmówić,a tu kilka strzykaw mi wlano. To nie,poród,to egzorcyzmy. Ale tez od dawna przygotowuje sie,ukladajac sobie wszystko w glowie,jak Ty. Moze sie uda. Tym razem mąż absolutnie nie chce uczestniczyć w porodzie. Tym bardziej, będąc sama musze miec sile.

  • Klaudia

    Mam podobne doświadczenia! Zgadzam się w 100% Pięknie napisane i gdyby nie to, że jestem w pracy to ryczałabym jak bóbr.
    DZIĘKUJĘ ZA PIĘKNY TEKS!!!
    Dużo zdrówka dla Ciebie i dla córci! Obydwie jesteście piękne i dałyście radę!!!!

  • Milka6300

    Córeczka wspaniała! Gratuluję udanego porodu.
    Tekst bardzo wzruszający i piękny. Cieszę się razem z Wami.

  • Natalia

    Miałam okropną końcówkę ciąży. Trzy razy leżałam na patologii, lekarze mieli mnie już dość- szczególnie jedna pani dr, która bez słowa zrobiła mi masaż szyjki i poinformowała, ze niedługo będę mieć skurcze i zacznie się poród ( 2 tyg. przed terminem) . Ja nie byłam na to gotowa, ani psychicznie, ani fizycznie. Chciałam urodzić w terminie i tak też się stało. Miałam cudowną położną (swoją, prywatną), lekarza, który prowadził moją ciażę- przy nich czułam się bezpiecznie, wiedziałam, ze nic mi nie grozi, że wiedzą, co robią. Wiem, że to im zawdzięczam mój cudowny poród. Nie ważne są ściany, miejsce, ważni są ludzie, którzy Cię otaczają. Właśnie ‚ludzi’ często w naszych szpitalach brakuje. Gratuluję cudownej córci i cieszę się, że mogłaś doświadczyć, co znaczy prawdziwy poród :)

    • Dokładnie, wystarczy że personel widzi w pacjentce człowieka :) niby nic trudnego, a szkoda, że tak rzadko się zdarza.

  • granato

    Ilona – wielkie, wielkie i ogromne gratulacje :) Maleńka jest śliczna, a Ty… w moich oczach jesteś bohaterką (bez słodzenia: nie wiem, czy miałabym tyle odwagi, żeby po pierwszym koszmarze spróbować jeszcze raz) :)

    I patrząc na te zdjęcia – już się nie mogę doczekać… I strach mnie ogarnia, ale po Twoim wpisie… jakoś mi się lżej na sercu zrobiło, że może być pięknie, że może nie być traumy.

    • Może :) u mnie personel znał historię pierwszego porodu (koniecznie już na wejściu wszystkim opowiadaj!) i robili wszystko, żeby się nie powtórzyło. To było niesamowite, że oni naprawdę się mną przejmowali, jakąś obcą babką z ulicy, jedną z trzech rodzących w tamtej chwili i pewnie nastą już tego dnia.

      • granato

        Ja się najbardziej obawiam znieczulicy i tego: „radź sobie sama, instynkt ci podpowie”, bo jak znam moje ciało, to…nic mi nie podpowie, zaprze się na sztywno i tyle.

        Tutaj nie ma opcji wykupienia indywidualnej opieki położnej… a tego chciałabym najbardziej. Będzie za to mąż, przeszkolony do walki o moje prawa. Trzymaj kciuki :*

  • salus salus

    Kochana jeszcze raz gratulacje..
    Tekst piękny – bo prawdziwy.
    Pozdrawiam

  • Gratuluję Wam z całego serca, malutka jest śliczna, a Ty dzielna mama :). Myślę, że każda kobieta ocenia swój poród na swój sposób, na szczęście ta mała istotka pozwala zapomnieć nawet o najbardziej traumatrycznych przeżyciach i bólu nie z tej ziemi.

  • Sonia

    Gratuluje i bardzo sie cieszę, że odczarowałaś wspomnienia.

  • Przepiękmy tekst, łzy mam w oczach. Ja czekam na swoj pierwszy porod i bedzie to w okolicach polowy wakacji. Wlasciwie to narazie się nie obawiam bo nie mam wyobrazen na temat bólu ktory wtedy przezywa kobieta, moze to i lepiej ? Jestem pozytywnie nastawiona i wiem ze dam rade to przetrwac. Oby moje nastawienie nie zmienilo sie blizej porodu… Moglabys napisac gdzie kupilas taki piękny rożek ?:)

  • Milka6300

    Jaka duża była córcia? Jeśli mogę spytać. :-)

  • Cudnie to czytać. Ja mam póki co (i raczej tak zostanie) wspomnienia podobne do twoich pierwszych. Dobrze, że zostało zatarte, dobrze, że jesteś na radosnym haju :) aby trwał on jak najdłużej i nie tylko z powodu hormonów :D

  • Maja Dobosz

    Dziękuję! Zaraz przede mną trudna droga – ale ja podejmuję poród SN po CC, ten wpis dał mi to czego dziś szukałam.

  • Ja też mam złe wspomnienia z pierwszego porodu. I też nastawiam się tak jak Ty, mega pozytywnie. Co z resztą już Ci powiedziałam. Twój wpis dodał mi dodatkowych sił. A gdy nie będę dawała rady, zadzwonię i będziesz mogła na mnie pokrzyczeć ;)

  • Gratulacje :) Pięknie, cudnie i szczęśliwie, a to najważniejsze przecież.

  • Tak pięknie to opisałaś, że aż mam łzy w oczach… Też strasznie boję się drugiego porodu, pierwszy był okropny (położna też leżała mi na brzuchu, bo anestezjolog przesadził ze znieczuleniem i skurcze parte poszły się j…), cięcie i dziesięć szwów na żywca, bo przecież jeszcze powinno mnie trzymać znieczulenie. Potem dwa miesiące chodziłam na zgięciu i siadałam na poduszkę. Ledwo żyłam i psychicznie leżałam i kwiczałam. Teraz planuję rodzić w tym samym szpitalu nie bardzo mam wybrór – ale już nikt mnie nie namówi na znieczulenie, wolę rodzić w bólach ale samodzielnie i nie musieć leżeć pod ktg…

  • Przede wszystkim: raz jeszcze Gratulacje! Wpis jest świetny i całkowicie oddaje moje nastawienie. Zwłaszcza to podejście do bólu. Cieszę się, że odczarowałaś swój poród i będziesz miała co wspominać na tzw. „stare lata”. Odpoczywajcie i cieszcie się soba :)

  • pestki

    Cudna i cudnie opisane. ?? Dużo zdrówka życzę i szybkiego wejścia w piękna rutynę spania, karmienia, spania karmienia itd.

  • Nesska

    O nieee chyba Cie przestanę czytać……Pierwszy poród był z proznociagiem, drugi cc….nagle poczułam że dam radę! Spróbuję, trzeci raz urodze naturalnie zupełnie tak jak ty!!!! O nieee szybko muszę sobie to wybić z głowy 2 dzieci wystarczy!!!!!

    Gratuluję ślicznej córeczki i idealnego porodu :)

  • Karolina Kraśniewska

    Cudowny wpis, płakałam jak czytałam. Myślę, że dodał mi siły i wiary, że też dam rade bo jestem właśnie tuż przed pierwszym porodem i szalenie się boję. Myślałam o szpitalu przy ul. Lutyckiej, a teraz zastanawiam się czy nie skierować się jednak do tego samego szpitala co Pani. Naprawdę dziękuję za ten wpis :)

  • madeinania

    Gratuluję :)
    W którym szpitalu rodziłaś syna?

    • Raszei :)

      • madeinania

        Teraz to się zakręciłam :) Miałam spytać, w którym szpitalu rodziłaś pierwsze Dziecko, o :)

  • Gośka

    GRATULACJE! Śliczna „Ania”;)
    Poryczałam się.
    Mój pierwszy poród też był hardcorowy, a drugi….niestety hardcor do kwadratu. I już tego nie odczaruję.
    Jeszcze raz ogromnie gratuluję i pozdrawiam:)

  • Marta Ostrowska-Bies

    Gratuluję! Trzy miesiące temu przeżyłam to samo ?
    Przy okazji chciałam zapytać, co to za smoczek widoczny jest na zdjęciach?

    • Chicco Physio Soft – bardzo polecam, to smoczek ortodontyczny, silikonowy (nie gumowy), kształtem przypominający pierś mamy + dzięki sztywnemu uchwytowi moje dziecko już teraz potrafi wyjąć go z buzi albo włożyć, jeśli wypadnie ;).

      Jedyny minus – trzeba często przemywać, bo do silikonu przykleja się dużo paprochów (np. z pościeli czy kocyka).

  • Agata

    Droga Ilonko…
    Czytam cie od dosyć dawna i mam jeden podstawowy wniosek: chciałabym mieć cię za koleżankę z którą na piwo wyjść!
    Wszystkiego naj naj najlepszego na nowej, bo dwupasmowej drodze!
    Moc całusów dla całej rodzinki z Turynu!

  • Ania

    Niesamowite! Gratuluję z całego serca!

    W pierwszej ciąży tak bardzo bałam się porodu, że praktycznie od samego początku przygotowywałam się do tego momentu. Psychicznie, fizycznie i praktycznie. Wybór szpitala był priorytetem (oddalony ok 50 km od domu). Pewnego dnia obudziłam się i po prostu wiedziałam, że to stanie się właśnie dziś. Ten dzień był niezwykle spokojny, wieczorem zaczęły się skurcze i pojechaliśmy. Na porodówkę wkraczałam faktycznie, jak na walkę, po zwycięstwo. Ze słowami „mojej” położnej, że chronią mnie hormony, takie jak nigdy i że ten ból jest fizjologiczny, dobry, dzięki niemu wiem co robić.. Poród był najbardziej niezwykłym przeżyciem. Dał mi siły, o których wcześniej nie wiedziałam. Od trzech lat, w momentach kryzysu, zwątpienia przypominam sobie, że wtedy dałam radę, że nie ma rzeczy niemożliwych..

  • Asia

    Aa gratulacje!!?

  • Przede wszystkim gratulacje! To jako pierwsze. Jako drugie gratulacje, że w takim tempie ogarnęłaś ten wpis! Nieźle! I choć czyta się dobrze, ja tam dalej przekonana nie jestem, a nie to, żebym jakąś traumę z pierwszego porodu wyniosła. Znaczy gratuluje siły, odwagi, takiego podejścia, choć jak dla mnie niestety ból to ból. Górę bierze jedynie rozsądek i jednak fakt, jak po porodzie naturalnym kobieta szybko dochodzi do siebie. Chyba tylko dlatego jeszcze nie poleciałam po skierowanie na cesarkę. Choć jeszcze trochę przede mną, więc kto wie jak to się potoczy! Bo miewam chwile zwątpienia :)

  • Śliczna dziewczynka ? Gratuluję ?

  • Oskabook

    Jesteś niesamowita! Gratuluję! :*

  • Magdalena Cieszyńska

    Wszystko to samo przeżyłam 19 kwietnia ??
    Był strach, obawa, gdy bolało mówiłam sobie właśnie to co napisałas, że to nie będzie trwało wiecznie, że powinnam się skupić aby jak najszybciej przeżyć kolejne skurcze, żeby być silna ? po to aby zobaczyć swoje upragnione dziecko. Wiedziałam że to właśnie wszystko ode mnie zależy, a moje maleństwo,które przez prawie 9 miesięcy było w bezpiecznym miejscu raptem nie wie co go czeka.. Starałam się nie skupiać na tym ze mnie boli, choć ciężko było, lecz na tym aby skupić się na oddechu, na tym aby jemu było choć trochę lżej…

  • Przede wszystkim – ogromne gratulacje! :) Piękna córeczka. Z ogromną przyjemnością czytałam o tym pięknym porodzie. Widać, że można da się! Wystarczy dobre nastawienie i trafienie na ludzi z pasją, a to drugie nie jest takie łatwe. Mnie pewnie nigdy nic takiego nie spotka, bo miałam cesarkę z komplikacjami i lekarze całkowicie wykluczają możliwość naturalnego, drugiego porodu. Ale i tak nie ma większego cudu, jak narodziny zdrowego maluszka. :)

  • Asia

    Ojej gratulacje! Jaki mialas wspanialy porod! I przepiekna corcia :) Ja niestety jestem skazana na druga cesarke ze wzgledu na moje biodra…eh trudno. Ale doczekac sie juz nie moge :)

  • R Ryba

    Jak czytam o Twoim pierwszym porodzie, to tak jakbym czytała o swoim .. 2 tyg po terminie, najpierw masaż, ból niesamowity po którym trzęslam się i nie mogłam dojść do siebie, potemu oxytocyna, skurcze które nie wiem jak można przyrównać do tych miesiaczkowych, dziecku zanika tętno, lekarze ponaglali, ja siły brak, dziecko po tylu godzinach też, wiec proznociag i nożyce poszły w ruch.Trauma straszna i to wcale nie jest tak, że się zaraz zapomina. Kiedy zaszłam w druga ciążę, moja piersza myśl była „o nie , znowu porod ” wiem mało romantyczne, ale na samą myśl było mi słabo. Dziś mam termin a dzidzia nigdzie się nie wybiera … mimo wszystko mam nadzieje, ze mój drugi porod będzie lepszy,bardziej świadomy i piękny tak jak u Ciebie :)

  • Gosia

    Gratulacje Ilono!!! Tekst bardzo prawdziwy i cieszę się, że w końcu ktoś pozytywnie pisze o porodzie. Według mnie poród może być piękny. Tak, drogie Panie. Proszę się nie przerażać, być dobrej myśli. Ja swój pierwszy poród miałam miesiąc temu. Nie wspominam go, jako traumy;) Przed nie nakręcałam się i nie myślałam, jak będzie. Jedyne czego chciałam, to żeby mój synek był zdrowy. Oczywiście nie obyło się bez przygotowań: szkoła rodzenia z genialnym podejściem do porodu ? dokładnie mi wytłumaczyli, jak jest w trakcie naturalnego porodu, bez żadnych wspomagaczy; ćwiczenia dla kobiet w ciąży, basen do 38 tygodnia. Dzięki temu poród trwał 3 godziny i był zupełnie naturalny. W dniu porodu zrobiłam jeszcze zakupy, pranie, ugotowałam zupę, przygotowałam kanapki dla męża na porodówkę. Okazało się w szpitalu, że dotarliśmy, jak już miałam 7cm rozwarcia. Trafiliśmy na super położną, która przeczytała plan porodu i do wszystkiego ustosunkowała się. Nie było żadnej oksytocyny (tylko naturalne wspomaganie ? masowanie sutków ;), parłam w różnych pozycjach i udało się :) Poród postępował swoim, naturalnym torem, więc doświadczyłam, jak genialna jest natura i wymyśliła wszystkie hormony. To one pomogły w trakcie i po porodzie.
    Życzę wszystkim Paniom takiego porodu :)

  • Plachaart

    Cudnie, że za drugim razem masz pozytywne doznania <3 Uwielbiam słuchać historii porodowych i odczuć kobiet z tym momentem związanych. Osobiście mam same dobre wspomnienia z moich porodów. Uważam je za cudowne chwile pomimo bólu i wysiłku. Trzy razy rodziłam w domu za czwartym szpital i przy ostatnim porodzie najbardziej bałam się wciągnięcia w wir ingerencj?, czyli oksytocyna i te sprawy… udało się na szczęście jak najbardziej naturalnie :) Często w rozmowach z kobietami zadziwia mnie brak świadomości i obojętność dotycząca własnego porodu… A powiedz miałaś plan porodu?

  • Szczerze i pięknie gratuluję, że miałaś taki poród, jaki sobie wymarzyłaś. Jesteś dowodem na to, że PORÓD ZACZYNA SIĘ W GŁOWIE. Moja położna mi to powtarzała przed pierwszym porodem, plus jeszcze, że: KAŻDA KOBIETA NOSI W SOBIE POTENCJAŁ, ŻEBY PIĘKNIE URODZIĆ. Cieszę się też, że opisałaś swoją historię, że odczarowałaś i opowiedziałaś prawdę o porodzie, czyli, że niepotrzebna medykalizacja porodu, jak indukcja porodu (podanie dożylnie oksytocyny), czy też np, znieczulenie mogą rozkręcić spiralę niepotrzebnych interwencji medycznych, a poród sn może zakończyć się cc. Napisałaś prawdę o bólu porodowym: jest on przewodnikiem dla kobiety w trakcie całej akcji porodowej. I można, da się go przeżyć właśnie aktywnością fizyczną, czyli chodzeniem, skakaniem na piłce, czy też nawet tańczeniem.
    Podawaj tą dobrą nowinę dalej!

  • e-milka

    Mialam ten
    komentarz wkleic wczesniej, ale nagle okazalo sie, ze trzeba przez Discus i
    musialam przelamac leki progowe, wiec dopiero teraz pisze, bo choc pozno to
    przeciez wciaz aktualnie:

    Przede wszystkim
    gratulacje! Dziekuje za Twoja historie i mysle, ze dla wielu kobiet z trauma po
    pierszym porodzie twoja opowiesc niesie nadzieje, ze, jak piszesz, mozna to
    jeszcze ?odczarowac?, ze mozna te straszne wspomnienia, jesli nie zastapic, to przykryc
    przynajmniej tymi pieknymi.

    U mnie tez byly
    dwa rozne porody. Pierwszy ? nieoczekiwana, nieplanowana „pospieszna”
    cesarka, gdzie jedyna rzecza o ktorej wolno mi bylo zdecydowac bylo znieczulenie
    okolooponowe albo narkoza. Zdecydowalam sie na to pierwsze, by choc w ten
    sposob jakos wziac w tym udzial. Wyrzuty sumienia, straszny bol juz po i
    uczucie, ze nie podolalam, ba bawet nie sprobowalam, bo mi nie pozwolono. Potem
    zakazenie, 6 tygodni w szpitalu, kroplowka z dwoma antybiotykami i Mala
    karmiona gorzkim po antybiotyku mlekiem. Ciagle wyrzuty sumienia ? ze cc, ze
    jednak karmie, ze z antybiotykiem, ze nie moglam dziecka na bok odwrocic, kiedy
    krztusilo sie w nocy wodami plodowymi, ze podczas sesji fotograficznej w
    szpitalu nie posluchalam fotografki, bo by stac i trzymac stopki dziecka nie
    mialam sily. I ze sie nad soba uzalam, a przeciez taka silna bylam/jestem. Jedyna
    cesarka wsrod znajomych, wiec nawet nie moglam sie wyzalic, bo one, tak jak ja
    wczesniej, myslaly, ze mi sie upieklo, ze po prostu farta mialam, nie
    nameczywszy sie zbytnio. Do tego dziecko z mala potrzeba snu, nadwrazliwe, ciagle
    placzace, a ja sie powinnam byla oszczedzac, ale znikad pomocy. Koszmarny
    wspolny start.

    Odczekalam 5 lat.
    I tak jak u Ciebie ? dwie kreski i panika. Pierwszego porodu sie nie balam,
    owszem nieco balam sie nieznanego, ale bez przesady, bo w koncu, kto jak nie ja
    (co za pycha z mojej strony!)? Perspektywa drugiego porodu i wszystko wrocilo .
    Zaczelam czytac w necie i odkrylam, ze takich kobiet z trauma jest wiecej i ze
    cc dla wielu, jak dla mnie, jest osobista porazka. I postanowilam sprobowac
    ponownie. Ale tym razem z pokora. Ze skurczami i za malym rozwarciem kazano mi
    spacerowac, a byl wtedy mroz, maz przeziebiony, kaszlacy, a my dookola
    szpitala, bo w srodku sie wstydzilam. Przy kazdym skurczu umieralam,
    obejmowalam drzewa, latarnie, slupki ogrodzenia, ale mimo namow meza nie
    chcialam wrocic na porodowke, bo balam sie, ze znowu sie nie uda, ze mnie
    podczepia pod KTG, ze ponownie odesla. Plakalam do sluchawki kolezance poloznej,
    ktora miala dojechac, ale nie zdazyla. I wrocilismy na sam koniec niemal i kiedy
    poprosilam jednak o znieczulenie, wiedzialam przeciez, ze juz go nie dostane,
    bo za pozno. A ten moj krzyk, to byl krzyk wojowniczki. Nie wszystko bylo
    idealnie ? naciely mnie, nie mowiac mi o tym, wiec musialam zaprotestowac, przeciez
    wszystko czulam. Kiedy lekarka juz chciala pomoc ?jesli tym razem jeszcze nie?
    powiedzialam jej, ze po moim trupie. Powiedziala to mimochodem, do do poloznej,
    a nie do mnie, a przeciez nic o mnie beze mnie. Udalo sie. Po cesarce porod w
    100% naturalny. I pieknie bylo.

  • Olga

    A ja się dziwię takiemu podejściu – na własne życzenie tak cierpieć? w imie czego? odczarowania złych wspomnień? dumy z przeżycia porodu naturalnego? pochwalenia się koleżankom? (tylko czym? naciętym/pękniętym kroczem albo …. a bez komentarza) troszkę to śmieszne dla mnie delikatnie mówiąc…. zwłaszcze kiedy można skorzystać szczególnie ze znieczulenia, nie mówiąc o cięciu… bo to już absolutnie nie pasuje do heroicznej postawy, którą tutaj opisujesz. Ja nie jestem w stanie znieść bóli miesiączkowych czasem dlatego nie wyobrażam sobie porodu o jakim piszesz….. chyba masz wysoki próg bólu lub inaczej – chyba cię wystarczająco mocno w życiu jeszcze nic nie bolało…

    • Tak, masz rację. Lubię się chwalić koleżankom naciętym kroczem.
      Tak, masz rację. Cesarka to mniejszy ból niż poród naturalny. Goi się szybciej i ogólnie – jak każda operacja – to tak naprawdę wakacje w SPA :).
      I w końcu tak, masz rację – mimo dwóch porodów nic mnie nigdy wystarczająco mocno nie bolało ;).

      A teraz idź stąd i wróć jak dorośniesz.

  • Asia

    13 h podawania oksydocyny, dziecko 17 h po odejsciu wod plodowych… moj bol i strach byl tak duzy ze nie myslalam specjalnie o dziecku
    … po 13h jednak cesarka. Teraz widze jak straszna krzywda nas spotkala. Dziecko placzliwe nerwowe nie chce spac problemowe…dokladnie jak ja tylko ze mi sie chce spac. Czuje ze stalo sie bardzo zle zly byl porod i to sie ciagnie za nami juz 3miesiace. Zal zal tej wiezi ktora powinna byc a jakos nie do konca jest. Smutnie sie zaczelo nie mialam jeszcze czasu i sily nacieszyc sie tym macierzynstwem. Zal mi jej i siebie. Pozdrawiam

    • Pierwsze trzy miesiące po niefajnym porodzie to jakaś makabra. Baby blues, hormony zamiast pomagać – dołują. Potem z każdym miesiącem będzie lepiej, zobaczysz i tak do roku gospodarka hormonalna całkowicie się ustabilizuje, a dziecko nauczy się tego świata, okrzepnie, nie będzie już takie nadwrażliwe. Pojawi się ogromne przywiązanie do niego, miłość, jakiej nawet nie można sobie wyobrazić. Głowa do góry, jeszcze będzie pięknie :).