Mum and the city

Czy istnieje życie po dzieciach?

11 października 2016

DSC_4083-2kopia

Kiedy matka wychodzi z domu bez dzieci, czuje się, jakby była gwiazdą. Może nie jakąś tam zajebistą Beyonce, ale taką, która dopiero stawia pierwsze kroki na scenie – na pewno. Wszystkie oczy są zwrócone na nią. Jak sobie poradzi? A raczej: czy sobie poradzi? Kiedy się potknie? Bo że się potknie, to tylko kwestia godziny, no, najwyżej dwóch. Wszyscy obstawiają, o której ucieknie i dziwią się, kiedy jednak bawi się dobrze. Matka bawi się dobrze bez dzieci? To trochę tak, jakby naukowcy z NASA nagle ogłosili, że odkryli życie na innej planecie. Niby każdy słyszał o zielonych ufoludkach, niby niektórzy nawet je widzieli, ale i tak nikt nie wierzy, że istnieją naprawdę.

Wyszłam ostatnio z domu. Bez dzieci. Właściwie nie tak ostatnio, bo było to z dwa tygodnie temu, ale że poszłam na imprezę, a nie po bułki do sklepu, długo zastanawiałam się, czy w ogóle o tym napisać. To znaczy czy się przyznawać, czy lepiej przemilczeć i udawać, że faktu nie było?

W tym miejscu chciałam wspomnieć, w jakim wieku są moje dzieci, ale znowu ten wstyd, że zostawiłam prawie sześciomiesięcznego niemowlaka na pastwę… Dziadków.

To był mój pierwszy taki wieczór od naaaprawdę długiego czasu. Zjedliśmy razem z mężem romantyczną kolację, czyli golonkę (on) i pierogi (ja). A potem wsiedliśmy do młyńskiego koła i cieszyliśmy się, że nie ma z nami dzieci, nie musimy zatrzymywać całej machinerii, jak tylko nabiera rozpędu i martwić się na wysokościach, że ktoś zaraz wypadnie.

Nie no, fajnie byłoby pójść do wesołego miasteczka z dziećmi, ale fajnie czasami pójść bez :).

Za to na imprezie – takiej z muzyką i alkoholem – zamiast zabawą byłam zajęta odpowiadaniem na pytania:
– Nie tęsknisz?
– Dzwoniłaś już?
– Pewnie chcesz wracać?

DSC_4063

Pamiętam jak dziś moje pierwsze wyjście bez synka. Miał dobrze ponad rok, a ja zbierałam się do tego jak do mycia okien, czyli niby chciałam, ale bardziej jednak nie. Przeżyłam osobisty dramat pt. „A co jeśli tęskni/płacze/nie może zasnąć/dziadki nie wiedzą, gdzie jest jego ulubiony miś?” i ciągle jęczałam Piotrowi, że jak on tak może nie myśleć o dziecku, kiedy ono na bank wciąż myśli o nas (aha, niedoczekanie!).

Przy dwójce jest trochę inaczej, bo jesteś już naprawdę zmęczona i tylko patrzysz, którędy dać nogę, żeby nikt cię nie zatrzymał.
A potem martwisz się jedynie tym, że czas za szybko leci i zaraz trzeba będzie wracać.

Ale kiedy o tym opowiadałam, nikt mi nie wierzył.
Aha, na pewno.
W sumie to niemożliwe.
Serio? Za godzinę będziesz ryczeć.

Z poczucia obowiązku wyjęłam więc telefon i zadzwoniłam z pytaniem, jak tam. Serio. Nie dlatego, że miałam ochotę, że martwiłam się lub byłam ciekawa, jak sobie dziadki radzą, bo wiedziałam, że radzą sobie świetnie. Ale czułam, że POWINNAM, w końcu jestem matką, a matka dzwoni i nie bawi się dobrze, bo tęskni, jak tylko zamknie za sobą drzwi domu.

A przecież to bzdura totalna!

Ktoś nam wmówił, że nasze życie zaczyna się wraz z pojawieniem się dzieci – to raz, ale że właśnie wtedy się kończy. Takie życie dla siebie. Inne niż pieluchy, kaszki i grające zabawki w kolorach obciachowych. To trochę odbieranie prawa do bycia kobietą, kiedy jesteś matką. Tak jakby życie po dzieciach nie istniało wcale.

A ja wam mówię, że jest. Warto się tam czasami wybrać, żeby wrócić z nową energią.

DSC_4114

Bez nazwy-4

  • Zofia Bogusławska

    Amen. Sama praktykuję, pierwszy raz daawno temu zmuszona, siłą wypchnieta przez niemęża. Nie dlatego ze nie chcialam. Dlatego ze wydawalo mi sie ze „nie wypada”. A teraz regularnie. Z męzem, z dziewczynami, na impreze czy na kolacje z przyjaciółmi. A nawet na „resecik”. I naprawde, nie mam ochoty ani myslec ani rozmawiac o dzieciach, i chociaz sie zdarza, to naprawde na luzie. A dziadkom ufam, jak cos bedzie sie dzialo to zadzwonią ;)

  • Nina Bartelik

    Lżej mi na sercu po przeczytaniu :* bo byłam w tym sezonie na wieczorze panieńskim i 4 weselach zostawiając 8, 9 i 10cio miesięcznego synka (w sensie, że rósł przez ten czas a nie że mam ich 3 ;) ) pod opieką dziadków i w ogóle nie miałam wyrzutów sumienia. I tak szczerze, niezbyt tęskniłam. Wiedziałam, że jest pod dobrą opieką, w razie problemów zadzwonią. I wiecie co, sama wcale nie dzwoniłam tylko się bawiłam. Jednak ludzie „wmawiali” mi „pewnie już tęsknisz”, „zaraz musicie się zbierać do małego”, „dzwoniłaś czy zjadł kolację, zasnął już?”. W pewnym momencie zaczęłam czuć się winna, że po prostu cieszyłam się tańcem i mężem.

    • No to ja w tym momencie zaczęłam dzwonić, więc brawo za asertywność ;).
      I mówiono mi dokładnie to samo! A ja byłam spokojna, synek nigdy nie robi problemu, kiedy ma zostać z kimś innym niż ja (np. jego pójście do przedszkola przeżyłam bardziej od niego, bo on się tylko cieszył ;)), a dziadkowie przecież wychowali dwójkę dzieci (w tym mnie), więc wiedzą, co robią, dzieciaki ich uwielbiają, czym się tu stresować? ;)

  • no nieeee mow…jak moglas zostawic ‚dzieciątka’ na pastwe dziadkow i jeszcze przy tym sie dobrze bawic???? :-P
    jak to ‚nie wypada’, jak to ‚nie mozna’?! to lepiej siedziec w domu z ‚tlustym wlosem’ i zazdroscic bezdzietnym (lub z odchowanymi dziecmi) wylaszczonym kolezankom?! TRZEBA! dla wlasnego (i meza) zdrowia psychicznego! ;-) i to wcale nie musi byc od razu calonocna impreza mocno zakrapiana (wiadomo – dzieci wroca – trzeba miec sily)…wystarczy kino/kawiarnia/ba….nawet od biedy mozna w domu zostac (bo dzieci to i duze wydatki), obejrzec film i sie potem WYSPAC! :-)
    ps. juz nie moge sie doczekac swojego wyjscia…ale na to trzeba bedzie ‚troszke’ poczekac…poki co dzieci wyladuja u dziadkow zebym mogla w spokoju polezec (bo z chodzeniem kiepsko…ehh te ciaze)
    pozdr.
    a.

  • Kasia A.

    Kurczę mam tak samo :) Tylko patrze, którędy dac nogę – fajnie to napisałaś :) jedynie Mąż czasem mówi – musimy wracać, bo dzieci czekają…:)

  • e-milka

    Tak czytam te komementarze i widze, ze wszystkie mamy maja dziadkow na podoredziu. Ciekawe, czy byloby im tak latwo, gdyby musialy kilkumiesieczne dziecko pozostawic pod opieka kogos innego, moze nawet babysittera. To jest mianowicie moja sytuacja wyjsciowa. Teraz, kiedy mam dwoje i oboje potrafia wyartykulowac werbalnie swoje potrzeby, jest inaczej. Wiem, ze sa mamy, ktore nie maja takich obiekcji, ale ja mialam. Popieram idee, jak najbardziej, ale najwazniejsze, jak sie z tym czuje sama zainteresowana. Mysle, ze to nie tylko to, ze dwoje, wiec czlowiek marzy by odetchnac od nadawania w stereo, ale tez ta swiadomosc, ze sa wlasnie we dwojke i w razie czego jedno tez bedzie „uwazac” na drugie. Za to moi pojada za kilka dni z tata i juz sie nie moge doczekac powrotu do pustego mieszkania.

    • Synka w życiu nie zostawiłabym z kimś obcym jak był mały. Za to teraz coraz częściej mówimy z mężem, że fajnie by było mieć jakąś nianię „dochodzącą”, np. na wieczory, po 20 (kiedy dzieci już śpią), żebyśmy mogli sobie wyskoczyć do kina. Wiadomo, że dla dziadków to problem przyjechać, spać w obcym (chociaż naszym, to nadal obcym) domu, zajmować się dwójką dzieci (są wiekowi), więc nie wykorzystuję ich bez powodu, bo mam taki kaprys, chcę iść potańczyć czy obejrzeć nowy film na dużym ekranie. To była impreza branżowa, na której wypadało być – tak jakby nie mieliśmy wyjścia. Ale na co dzień nie oczekuję od nich aż takiej pomocy, stąd pomysł na nianię.

      Mąż jest bardzo za, a ja wiadomo – waham się. Być może na samych deklaracjach się skończy, a jak dojdzie co do czego, to zrezygnuję i stwierdzę: „E, poczekamy aż film będzie w tv” ;).

      • e-milka

        Dlatego napisalam – nic przeciwko idei samej w sobie, u nas sie wlasnie o realizacje rozbija. Tez mi sie marzy jakas zaufana niania, ale wiadomo, warto by bylo, by dzieci poznala, by sie polubili, by byla w miare dyspozycyjna, zeby nie trzeba bylo dzieci ciagle do kogos nowego przyzwyczajac itp. Mam natomiast kolegow z pracy, pare, on Szwed, ona Francuzka (notabene to bardzo ciekawa kombinacja, bo przeciez diametralnie rozne podejscie do wychowywania dzieci), ktorzy synka zostawiali od bardzo wczesnego wieku wlasnie z nianiami (to chyba tu sie przebilo francuzkie wychowanie mamy;)), po prostu ufajac, ze jest w dobrych rekach (dziadkowie sa odpowiednio w ich ojczyznach, wiec nie na kazde zawolanie). Mnie sie kilka razy udalo wyrwac z domu, kiedy corka byla mala, z tymze zawsze z mezem zostawala i za kazdym razem czulam sie, jakbym miala skrzydla u ramion (choc jak Kopciuszek znikalam o umowionej godzinie). A z dwojka naprawde jest juz inaczej. Na pewno Kostek nie dalby skrzywdzic Basi i „naskarzylby” Wam gdyby cos bylo nie tak. Ja sie w ogole nie martwie np. kiedy moi sa we dwojke na rozleglym placu zabaw (a za corka chodzilam, zeby jej nie stracic z oczu, teraz oboje sie nawzajem pilnuja) i mysle, ze podobnie byloby juz z zostawieniem ich na noc pod czyjas opieka. Ponadto corka tez juz czasem nocuje u kolezanek, dlugo nie chciala, dopiero po pierwszej klasie jej sie odmienilo i za pierwszym razem upewnialam sie smsujac z mama kolezanki, czy wszystko ok, a teraz wychodze z zalozenia, ze jest, jesli do mnie nie dzwonia. Mnie tez sie uzbieralo troche filmow, na ktore nie zdazylam pojsc do kina (za to z repertuarem dzieciecym nieco lepiej :))

    • Kasia A.

      Mi się zdarzyło, ze po godzinie taka ‚dochodzaca’ niania dzwonila do mnie, żebyśmy wrócili do domu, bo mlodszy- wówczas 10mies-placze i sobie nie umie z nim dać rady ? dodam, ze niania byla juz wczesniej kilka razy w dzien na 2 godziny, zeby dzieci sie oswoily. Radzila sobie dobrze, ale jak my byliśmy w domu ? takze zaufania do nian nie posiadam i bardzo rzadko wychodzę z mężem razem. ostatnio odrabiam i wychodzę sama na pare godzin wieczorem. Ale dzieci sa z mężem, bo dziadków mamy bardzo rzadko do pomcy

      • e-milka

        No bo niestety – dla niani to jest praca i w zaleznosci od jej morale, moze po prostu pomyslec – „a chrzanie te x zlotych, nie bede sie meczyc”. Na pewno sa tez takie, ktore na rzesach stana a nie zadzwonia, bo podjely sie, wiec trzeba. Jak wszedzie – ludzie sa rozni. Dziadkowie natomiast jak rodzice – przeciez nie oddadza placzacego malucha, bo im sie nie chce. Dlatego, jesli chodzi o zaufanie, jest to tez dla mnie opcja idealna, choc niedostepna praktycznie, niestety.

  • Olga

    Mój 20 miesięczny synek zaliczył już 3 samodzielny weekend u dziadków 40km od Poznania (od 12-16 w sobotę do 14-18 w niedzielę, więc nie tylko samo wyskoczenie na chwilę na miasto). Bawiłam się świetnie, denerwowałam lekko tylko za pierwszym razem i tylko do 21:30 kiedy to dostałam sms „śpi.” Całkowicie nie rozumiem jak czytam czasami wypowiedzi matek „Jak można zostawić dziecko? Mój ma 2,5 roku i nigdy go nie zostawię bo nikt nie zna go tak jak ja” czy też „wg naukowców dziecko nie może spać poza domem bez rodziców do 3 roku życia” serio?!
    Tak samo jak synek był niemowlakiem i ktoś do nas przychodził, brał na ręce i po jakimś czasie się pytał czy chcę go już z powrotem czy jeszcze może sobie go potrzymać… Człowieku trzymaj, ziuziaj, karm i przewijaj moje dziecko ile chcesz, mam go 24h/7 chętnie odpocznę.

    • To pewnie jacyś hamerykańscy „naukowcy”.

      No nie. Nie można z dziecka robić sieroty (za przeproszeniem), które trzyma się tylko spódnicy mamusi. Trzy lata i tylko mama? to jak ono ma sobie potem poradzić np. w przedszkolu? Pomijając fakt, że dziadkowie, ciocie, wujkowie, a zwłaszcza tata – to również bliskie osoby, nie powinno się od nich izolować dziecka, bo nikt sobie nie poradzi jak mama…

      • Olga

        też tak uważam, a najbardziej mnie śmieszyły teksty jak mąż zmieniał pieluszkę lub zostawał z małym bo ja np. jechałam do sklepu: „Pozwalasz mu?” „Poradzi sobie” „Nie boisz się, że coś zrobi małemu nieumiejętnie zmieniając pieluchę?” „przecież to facet” „Ja bym z mężem nie zostawiła, przecież on nie potrafi”… Ludzie to ojciec dziecka i sobie świetnie z nim radzi!

  • Olga

    A ostatnio z racji, że dziadkowie jedni i drudzy byli nieosiągalni zabraliśmy synka ze sobą do znajomych na parapetówkę :) bawił się grzecznie, rozsiadł się przy stole i sobie wyjadał winogrona, a potem mąż ululał go do snu i znajomych sypialni i synek sobie tam spał na ich łóżku aż nie postanowiliśmy wracać :) opcja dobra tylko przy spokojniejszych spotkaniach u kogoś w domu (no chyba, że mamy niemowlaka lub dziecko, które zaśnie w każdych warunkach :))

  • granato

    Jak sobie przypomnę pierwsze 3 godziny luzu (3-miesięczniak został pod opieką mojej mamy, którą odwiedziliśmy), to jeszcze pamiętam ten szampański szum w głowie. To były tylko 3 godziny, idealnie między karmieniami, większość z tego czasu przespał, a matka chodziła po lesie i ładowała akumulatory. Oboje na tym skorzystaliśmy, właściwie cała 3, bo babcia rozanielona (wnuka widzi raz na miesiąc).
    I żal, że mama mieszka tak daleko, bo z chęcią wyskoczylibyśmy wieczorkiem do kina, do restauracji. Ale jest jak jest. O niani nie myślę, bo dla mnie Młody jest na to za mały – nie oddałabym go pod opiekę obcej osobie. Po prostu.

  • Anka-beuthen

    Serio macie takich znajomych, ktorzy sie pytaja ciagle na imprezie o Wasze dzieci? Za malo alkoholu chyba na tych imprezach.

  • frrnk

    Haha ! a ja dzisiaj właśnie zasuwałam na rowerze wieczorem (sama, sama!) i pomyślałam sobie, że oto właśnie zaczynam na dobre życie poza pieluchowe!:) Bo chociaż zaliczyłam zostawianie dzieci wielokrotnie (w tym nawet 5 dniowy 5 !!!! wyjazd) to tak naprawdę od niedawna robię to bez żadnych wyrzutów sumienia. I oby jak najczęsciej się zdarzała ku temu okazja, czego i Tobie życzę i pozdrawiam :)

  • Brawo Ty! A w takim razie co ze mnie za matka?! Kiedy syn miał niecałe 3 miesiące poszłam na wieczór panieński przyjaciółki, której świadkowałam na ślubie. Poszłam i bawiłam się super, podczas gdy synek był pod cudowną opieką taty. Dodam, że karmiłam wtedy, nadal zresztą karmię piersią ;) wszystko jest kwestią dobrej organizacji. Oczywiście myślałam, napisałam kilka smsów i wykonałam bodajże jeden telefon, ale nie mam wyrzutów sumienia, bo wiem, że krzywda mu się nie stała, a ja bardzo odżyłam :)

  • candela

    To ja się czuję jak wyrodna matka.
    Mieszkamy za granicą co oznacza, że jesteśmy „skazani na siebie” dzień w dzień.
    Jak 1,5 miesiąca po urodzeniu się syna przyjechała nas odwiedzić kuzynka i zaproponowała, że ostanie z małym podczas gdy my pójdziemy do pobliskiej restauracji to na prawdę się ucieszyłam. Nakarmiłam dziecko, położyłam spać i wyszliśmy na 2 godzinną kolację połączoną ze spacerem. Kiedy mały miał 3 miesiące pierwszy raz zostawiliśmy go na popołudnie i całą noc z moją mamą. Poszliśmy na wesele. Przyznam, że wtedy jeszcze się martwiłam czy babcia poradzi sobie z położeniem dziecka spać a co najgorsze z nakarmieniem z butelki. W 5 miesiącu życia syna poszliśmy na drugie wesele podczas, którego już nie miałam żadnych obaw :) I tak za każdym razem kiedy odwiedzamy rodzinę w PL zostawiamy dziecko z kimś z rodziny i wychodzimy na randkę bez wyrzutów sumienia. Synek ma dopiero 7 miesięcy ;)