Mum and the city

Czasami nie rozumiem innych matek…

26 marca 2015

DSC_1179_1

Tylko czasami, bo zazwyczaj jedziemy na tym samym wózku. Ale są sytuacje, w których zastanawiam się, czy na pewno wszystko ze mną w porządku? Zwłaszcza, gdy do mnie dociera, że inne mamy…

1. Lubią patrzeć na śpiące dziecko.

Ja też lubię, nie żeby nie. Ale maksymalnie trzy minuty! Otulić kołdrą, pogłaskać, westchnąć jaki już duży, dać buziaka i iść do swoich spraw. Kiedy jak nie wtedy, gdy Kostek śpi?

Podobno są matki, które godzinami. Same nie śpią, bo patrzą. Miałam tak w szpitalu zaraz po porodzie, bo emocje ogromne, więc i oka zmrużyć nie mogłam, ale… Nigdy potem! Czasami czuję się trochę jak wyrodna, kiedy zamiast rozczulać się nad swoim dzieckiem, jadę na szmacie, ale… Podłoga sama się nie wymyje, a moje dziecko wprost przeciwnie – samo wyśpi się całkiem dobrze!

2. Nie pozwalają sobie pomóc.

Że obcym, to rozumiem. Ale mężowi własnemu? Ojcu dziecka? Bo nie umie i jeszcze skrzywdzi?

Ja wiem, że łatwo wpaść w pułapkę myślenia: ja najlepiej przewijam pieluchy, kiedy inni to robią, dziecko płacze, więc będę przewijać sama. Karmić, kąpać, ubierać, usypiać. Tak naprawdę podziwiam te matki, bo mają nadludzkie siły, których mi zwyczajnie brakuje. Kiedy mnie ktoś pyta, czy zabrać Kostka na spacer, odpowiadam: „Tylko nie wracajcie zbyt szybko!”.

DSC_1133_1

3. Przekładają urodę nad zdrowie.

Kupują śliczne, ale niewygodne ubrania czy buty. Nigdy nie zrozumiem jak można dziecku kupić buty tylko dlatego, że są ładne, ale np. zbyt miękkie lub twarde, ciężkie, nieoddychające. My kobiety możemy się pomęczyć dla urody, ale dzieci? Dzieciom ma być przede wszystkim wygodnie! A można przecież znaleźć produkty, które – poza ładnym wyglądem – gwarantują komfort i bezpieczeństwo, jak na przykład obuwie coraz popularniejszej na naszym rynku austriackiej marki Superfit, które otrzymałam w ramach współpracy. Kostek polubił je bez większych dyskusji, co nie zdarza się często. Są faktycznie wygodne i lekkie oraz dobrze wykonane, bo czuje się w nich świetnie i ucieka jeszcze szybciej. A co najważniejsze – mojemu wymagającemu mężowi w końcu jakieś buty się spodobały! Mnie wystarcza fakt, że są zdrowe.

DSC_1187_1

A skoro już mowa o zdrowiu…

4. Szukają porad na forach internetowych i fejsie.

Sama tak robię, ale nigdy jeśli chodzi o sprawy rangi państwowej. Czyli jaki wybrać rowerek? Tak, bo kto może lepiej doradzić niż inna matka? Ale co zrobić, kiedy dziecko ma wysypkę? A skąd koleżanka na fejsie ma to wiedzieć? Albo Krysia z forum, która podaje się za pielęgniarkę, a być może ma piętnaście lat i właśnie umila sobie czas na lekcji biologii ;). Nie pytaj wujka Googla o coś, na co najlepszą odpowiedź da Ci lekarz!

DSC_1138_1

5. Oceniają i wyrokują.

Nie jestem święta, mnie również zdarza się obserwować dokonania innych kobiet, ale raczej pod kątem tworzenia ciekawej treści na bloga. Natomiast daleko mi do matek, które jednym krótkim stwierdzeniem potrafią przekreślić starania innych: „Jeśli nie rodziłaś i nie karmiłaś naturalnie, nie jesteś dobrą mamą!”. To przykład jeden z wielu. Po co to robią? Mam kilka hipotez :).

Każda z nas czuje się w swojej roli niepewnie. To naturalne, bo macierzyństwo jest najtrudniejszym z wyzwań! To jak bieg przez zbyt wysokie płotki – nie da się dobrnąć do mety bez upadku. Jasne jest, że sprawdzamy, jak w naszej konkurencji radzą sobie inni. Ja przeskoczyłam, a one nie, ha! A więc tak, matki oceniają, żeby się porównać i… Dowartościować. To raz.

A dwa: czasami jesteśmy już tak umęczone, że nie widzimy sensu. Po co biec dalej? Ona jest daleko w tyle, odpuściła sobie, nie karmiła piersią i co? I niby jej dziecko będzie ją kochać tak samo? No raczej nie! A nawet jeśli, to wyrośnie koślawe, chore i głupie. Mówię Wam, z taką matką…

DSC_1156_1

DSC_1161_1

A może fajnie, że każda z nas jest inna? Grunt, to nie tracić wiary we własną rodzicielską moc. Bo wszystkie jesteśmy wspaniałe dla naszych dzieci! Ostatecznie świadectwo wystawią nam właśnie one. Całe szczęście – mimo popełnianych błędów! – bardzo trudno oblać egzamin z macierzyństwa.

DSC_1154_1

  • ewa

    ja zawsze staram się zdrzemnąć w trakcie drzemki synka, a co internetu jako źródła wiedzy medycznej, to już przekonałam się, że tam same straszne rzeczy można wyszukać, lepiej jednak udać się do lekarza.
    jestem zdania, że każda matka ma najlepszy dla siebie/dziecka/rodziny patent na wychowanie i faktycznie dzieci już jako dorośli ludzie wystawią swoją życiową postawą ocenę tego, jakimi rodzicami byliśmy

    • Z tymi strasznymi rzeczami znalezionymi w necie masz tak dużo racji! Pamiętam jak w ciąży (ok. 20 tygodnia) dowiedziałam się, że mam niedoczynność tarczycy (zmieniłam lekarza, który „na wszelki wypadek” zlecił dodatkowe badania no i nie wyszły pomyślnie). Do następnej wizyty miałam trochę czasu, więc wpisałam w internet pytanie, co to w ogóle jest ta niedoczynność i czym to grozi? Przepłakałam kilka następnych dni. To był jeden z największych stresów w moim życiu, bo dowiedziałam się, że niedoczynność nieleczona w ciąży powoduje upośledzenia płodu: intelektualne (tzw. kretynizm) i fizyczne (dziecko nie rośnie prawidłowo).

      A potem poszłam do lekarza, szybko podjęliśmy leczenie hormonalne i przede wszystkim dowiedziałam się, że ten kretynizm to mit. Dodatkowo ginekolog mnie uspokoił, że według jego szacunków na tarczycę choruje ok. 20% społeczeństwa i nie zdaje sobie z tego sprawy (dlatego tak ważne jest to badanie!). Czyli co piąta jego pacjentka, a wszystkie urodziły zdrowe dzieci (w internecie było napisane, że to niemożliwe).

      Nigdy potem nie szukałam już wiedzy medycznej na forach :).

      • Kasia

        Hm… w internecie to jednak trzeba tez umiec szukac informacji. W temacie tarczycy siedze od dawna i znajduje glownie fora gdzie dziewczyny np polecaja sobie dobrych lekarzy, opowiadaja jakie dawki lekow braly w ciazy, jak sie z nimi czuly, opowiadaja ze z dziecmi wszystko ok i polecaja jakie badania zrobic dzieciom zeby sie upewnic czy nie odziedziczyly po nas choroby. Uwazam wrecz ze obowiazkiem kazdej matki jest sprawdzic w internecie co o tej czy tamtej dolegliwosci pisza inne mamy na takim czy innym forum i rozsadnie podejsc do tych informacji, zakladajac ze oisza je rozni ludzie zarowno z duza wiedza jak i niedouczone oszolomy. Lekarz niestety tez tylko czlowiek, niestety takich z powolaniemni ciagle soe doksztalcajacych jest jak na lekarstwo. Wiekszosc traktuje swoich pacjentow tasmowo jak w fabryce, na kazdego ma 10 min, a w tyle czasu to czasami nawet nie sposob lekarzowi opowiedziec swoich obserwacji.

  • To szukanie po forach internetowych jest najgorsze… Nie zapyta taka lekarza, tylko pyta Internet, a potem jeszcze próbuje całemu światu przedstawić swoją objawioną rację, bo przecież przeczytała o tym na fejsie. Co do oceniania i wyrokowania – szczerze mówiąc to nigdy bezpośrednio nie spotkałam się z tym ze strony innych matek.

    • Teraz zdałam sobie sprawę, że ja na żywo również… Za to w internecie bardzo często ;).

      • marzena

        A ja tam sobie cenie internet jezeli chodzi o diagnoze niektorych niepokojacych objawow. Latac do lekarza z kazda pierdola maja czas tylko matki, ktore nie pracuja na etacie (bo, ze opieka nad dzieckiem to ciezka praca juz bylo kilkakrotnie wyjasniane wczesniej). Pamietam jak pierwszy raz zobaczylam czarne nitki w kupie i juz po 2 minutach grzebania w internecie wiedzialam, ze to od banana. Internet pod tym wzgledem jest zajebisty. Gdyby nie to pewnie bym brala wolne z pracy i leciala do lekarza na nastepny dzien a lekarz i tak zajrzalby do wujka Googla, bo tu gdzie mieszkam czesto sie to zdarza.

  • Dziwne. Ja myślałem, że mój udział w wychowaniu dziecka jest normalny. Bo to nie pomoc tylko udział.

    • Pewnie tak :). Oby!

      Tekst nie dotyczy większości matek tylko jakiegoś tam procenta, który – jak zauważyłam – zachowuje się inaczej niż ja :).

  • Haha u nas tez te kabanosy rządzą. Osobiście wolę poczytać ksiązkę, niz biegać na szmacie, gdy dziecko śpi. Cisza spokoj i kawę zdażę wypic, gdy jeszcze jest ciepła :)
    wszystko inne tak jak napisałaś lubie, ale bez przesady. kocham moje dzieci, ale kobieta jestem tak samo jak matką.

    • U nas aktualnie od kilku dni jest szlaban na kabanosy ;). Młody z nimi przegina!

      A ta szmata… To taki przykład raczej z początków macierzyństwa. Aktualnie, gdy tylko dziecko zasypia – robię internety ;).

  • Ja byłam taka głupia, że raz ubrałam swoją pół roczną córkę w sukienkę. Był to pierwszy i ostatni raz. Do dziś stawiam na wygodę.

    • Gdybym miała córkę, też pewnie bym tak zrobiła ;)

  • Kasia A.

    co do 1 – patrze tylko z nadzieja, zeby jak najdluzej spało :P jak tylko widze, ze dziecie/dzieci zasnely, myk i mnie nie ma :)
    2 – u mnie tak bylo na poczatku, od dawna jednak biore kazda pomoc jak leci :P nawet wciskam sasaidom, zeby potrzymali na chwile, a ja lece do domu z zakupami, wozkiem, drugim dzieckiem, co tam aktualnie mam do wtaszczenia :P
    4 – tez mialam maly watek – jak lekarze nic madrego nie powiedzieli i probowalam cos wskorac na wlasna reke. dawno juz z tego nie korzystam, bo mozna sie raczej przerazic niz pocieszyc.

  • Urzeczona

    Zgadzam się ze wszystkim, a jeszcze kwestia ubioru, moja córka miała na sobie tylko sukieneczkę na chrzciny, dopiero teraz bliżej roczku i lata będziemy zakładać sukieneczki, ale też nie za często, ale jak widzę noworodki, czy niemowlaczki w twardych jeansowych spodniach czy sukienkach to mnie coś bierze. My od zawsze stawiałyśmy na miękkie rzeczy, szeroki pas i wygodę. A na butach nie będę nigdy oszczędzać, bo to podstawa. Pozdrawiam ciepło

  • „Udział” ojca w wychowaniu, jak najbardziej pożądany :) czasem chciałabym żeby jeszcze więcej czasu poświęcał naszemu synkowi, a i mnie przy okazji.
    Co do internetu – wszystko jest dla ludzi, ale z głową ;)
    Co do ubioru dziecka, to ja lecę na ubrankach i butkach, które mamy w spadku po dzieciach w rodzinie – czy to modne, wątpię, bo niektóre mają po 10 lat… a czy zdrowe… ciężko powiedzieć.

  • Naughtykids

    Dobry tekst bo z życia wzięty. Ja nie rozumię przede wszystkim tych matek co zawsze i wszystko wiedza najlepiej albo bez pytania raczą nas swoimi złotymi radami. Jak synek mial okolo 2 lat to siedział w wózku jedząc loda, co czwarta omijająca nas kobieta powtarzała mi, ” pani zabierze mu tego loda bo się cały wybrudzil” albo „cala koszulkę ma brudną,” Masakra jakaś, ciągle mam to w pamięci ?

    • Wyobrażam sobie!
      Mój mąż kiedyś (latem) poszedł z dzieckiem na spacer do… Lasu. Ładna pogoda, niech sobie pooddycha świeżym powietrzem, a nie tylko miejskimi spalinami. Co druga kobieta zwracała mu uwagę: „Jak pan może z dzieckiem, tu pełno komarów! Pan pójdzie gdzie indziej!”. No tak, ale miał na wózku przyklejone plasterki lawendowe, mega skuteczne, one o tym nie miały pojęcia, ale po co z góry zakładać, że chłop nie wie, co robi?