Life and the city

Czasami bardzo się boję…

22 września 2016

DSC_3142

Mam 32 dwa lata i życie, które sobie wymarzyłam, chociaż nigdy do końca nie wierzyłam, że się spełni. Ale kiedy przeglądam w albumie wspomnień fotografie z ostatnich pięciu lat, to widzę, że udało mi się odhaczyć na liście chciejstw kolejne ważne dla mnie pozycje: mądry i odpowiedzialny mąż? Upolowany! Synek? Jest! Córka? Jest! Pasja zamieniona w pracę? No pewnie! Wakacje przynajmniej raz w roku? Wyjeżdżamy! Dom? Robi się! Kiedy to się spełniało, miałam wrażenie, że wszystko dzieje się trochę poza mną. Że mam ogromne szczęście albo Palec Boży nad głową czy jak kto woli Anioła swojego Stróża, ale to nie tak… Po prostu wiedziałam, czego chcę i nie przegapiałam okazji. Wcale nie dlatego, że taka jestem hej ho do przodu, sprytna i zaradna (wprost przeciwnie jeśli mam być szczera), ale stoi za mną facet, Piotr znaczy się, który nie tylko wierzy i trzyma kciuki, ale zawsze lekko popycha do przodu, kiedy mi właśnie tej odwagi brakuje. Więc czasami sobie myślę, że mam wszystko i… To nie jest sprawiedliwe. Staram się pomagać innym jak mogę, ale częściej właśnie nie mogę i wtedy boję się najbardziej, że przyjdzie ktoś – lub coś – i mi to moje „wszystko” zabierze.

DSC_3191

Nie boję się o pracę, bo nawet jeśli cały internet wysadzi w pizdu albo… Albo pójdziecie sobie i nie będę miała dla kogo pisać, to wiem, że dwie sprawne ręce mam, dwie nogi i głowę wcale nie po to, żeby ładne fryzury na niej upinać, więc dam radę. Zawsze dam radę – jak mawia mój synek.

DSC_3153

DSC_3148

DSC_3147

JEDYNE CZEGO SIĘ BOJĘ TO… CHOROBY

To nie jest tak, że myślę o tym często. Zazwyczaj raz na kilka miesięcy. Ta myśl rzadko chyba nigdy nie pojawia się sama z siebie. Nie martwię się na zapas… Ok, martwię się, ale o takie przyziemne sprawy. Co jak mi na budowie wylewki bez odpowiedniego spadu pod prysznicem zrobią albo jajo w murze zostawią, żeby śmierdziało po latach? Więc na wszelki wypadek chodzę wokół nich, kłaniam się w pas, zawsze z uśmiechem, zawsze: „A co tam u synka słychać? U córki w szkole? Żona zdrowa?”, nawet jeśli kątem oka i to bez poziomicy widzę, że krzywo mi te okna zamurowali, no cholera jasna, majster był chyba po piwie. Albo właśnie przed.

Martwię się, że nie będę mieć w oknach ładniejszych klamek, bo to wydatek z rzędu tych głupich, lepiej tę kasę włożyć w ocieplenie albo zbierać na kuchnię, jak już koniecznie muszę mieć coś och i wow. I tak pewnie mieć nie będę, bo przecież instalacje tyle kosztują…

Martwię się, że Kostek nadal kaszle i ucieka na widok pomidora na talerzu, a Basia za mało śpi. W dzień nadal po piętnaście minut i budzi się zawsze, kiedy ja do obiadu siadam.

Martwię się, że Piotr wiecznie nie ma dla mnie czasu, bo to drzwi wejściowe musi zamówić, to na budowę podjechać, żeby wężyki od kranów zawieźć i beton po drodze kupić, a potem jeszcze przywitać się z panią w okienku w ZUS-ie. Martwię się, że rodziłam w kwietniu, a my nadal czekamy na decyzję w sprawie jego urlopu tacierzyńskiego.

Martwię się czasami takimi bzdurami, że za gorąco jest albo za zimno. I że mam brudną podłogę.

A POTEM MI WSTYD

Nie, że ta podłoga brudna, tylko że ja taka głupia. Bo dowiaduję się nagle – a spada to zawsze jak nóż na kuchenne kafelki, czyli z hukiem – że ktoś, kogo znam, zachorował na raka. Że chemia, a w domu trójka dzieci, mąż i pies. Nic tylko wyć – a ona nie wyje. Albo że czyjaś córka walczy w szpitalu z białaczką i to zupełnie nagle się stało, tak bardzo bez sensu w dodatku, bo dzieci nie powinny przecież chorować, a już na pewno nie tak!!!

Nie, nie myślę o tym często. Jeśli mam być szczera, to prawie wcale. Dzisiaj tylko, a ostatnio jak Ania Przybylska umarła. Ale może powinnam częściej?

Bo śpię nieregularnie czyli mało, jem jak sobie przypomnę czyli rzadko, nie zapinam pasów, kiedy jadę z tyłu i nie badam się raz w roku. Żyję szybko i bardzo po łebkach, nie zatrzymując się prawie wcale. Nie doceniając tego, co mam.

I myślę sobie jeszcze, że mam wszystko, a niektórzy nie mają nic. Nawet mamy, żony, córki.

Wtedy bardzo się boję.

DSC_3224

DLATEGO CZĘSTO POWTARZAM SOBIE JAK MANTRĘ

Kiedy okradziono nas na budowie, strat na kilka tysięcy. Kiedy łapiemy panę na środku ruchliwej drogi albo opłaty za przedszkole są wyższe niż się spodziewałam, a Basia budzi mnie o czwartej nad ranem w nocy i za pieruny żadne zasnąć nie chce, tylko wyciąga rączki do zabawy.

Moje dzieci są zdrowe.
Mój mąż jest zdrowy.
Ja jestem zdrowa.

Mam absolutnie wszystko, co jest do szczęścia potrzebne.

DSC_3203

DSC_3204

DSC_3212

DSC_3217

DSC_3231

* Zdjęcia wykonane w Willi Baciarka w Kościelisku, w której spędziliśmy ostatnio naprawdę fajny, rodzinny czas

  • salus salus

    Bardzo fajny czas! – tak jak Ty uważam, że jestem bogata.. Ale nie materialnie A duchowo!! Zdrowie mamy i szczęśliwa rodzine!

  • Mama 6 latki

    Zdrowie jest najważniejsze: dzieci , męża, swoje rownież. A co jesli dowiadujemy sie, ze ukochana babci nad dziadek mają taka? Nie nasze babcie czy dziadkowie, ale nasi rodzice, a zarazem dziadkowie naszych dzieci? To jest bardzo przykra wiadomosc zelaszcza ze widujemy sie raz do roku, ze względu na odległość :(((

  • Super wpis. Daje do myślenia :)

  • Prawda. Bardzo ważny post, bardzo mądry i bardzo prawdziwy. Doceniajmy to co mamy, amen.

    BTW. Moja Hania też zawsze budzi się jak ja próbuję zjeść ciepły, no bo nie gorący, obiad. Zmowa niemowląt?

    • Mój mąż mówi, że czuje zapach mięcha, dlatego się budzi.
      A ponieważ autentycznie budzi się ZA KAŻDYM RAZEM właśnie na obiad, wierzę, że mąż ma rację :).

      • Skubany, dobra teorie ma twój mąż i serio może mieć rację. To by miało sens…?????

  • Bu

    Tez miałam spokojne i szczęśliwe życie, wiadomo, z problemami typu brudna podłoga i nieposkładane pranie. A w tym roku… jedna osoba z bliskiej rodziny po miesiącach choroby i męczarni umarła mi na rękach. I nie była to spokojna śmierć. Druga osoba z bardzo bliskiej rodziny zginęła tragicznie i to bardzo tragicznie i bardzo młodo. Nie mogę teraz spać w nocy, boję się , że moje dzieci są chore na raka a ja jeszcze o tym nie wiem. Ale próbuję cieszyć się każdym dniem, bo wiem , że wszystko co mamy jest tylko na chwilę i życie tez jest na chwilę.

  • Świetny wpis!

  • Agnes Lassa

    Zawsze zdrowie Już nie mówię o sobie i bliskich Ale o zwierzęciu Nasz kot przyjazny dla zwierząt i ludzi( aż za bardzo, chce się przyjaźnie z ptakami? ale one nie chcą Typowy Garfield ) „Oberwał ” od innego kota na własnym ogrodzie w związku z tym kulał, nie jadł itp. Zabrałam do weterynarza, okazało się nadciagniete ścięgna, kość zbity, i inne urazy Koszt wyleczenia ?200 no cóż kochasz płacisz Dzwonie do męża Wkrwcam go: kot jest bardzo chory potrzebuje operacji nie wiadomo czy przeżyje A on: powiedz weterynarzowi że pieniądze nie grają roli ma go ratować, ja go kocham i chce tylko z nim spać po pracy ? ZDROWIE

  • Alexandra

    Piekna Matko Polko
    Z chwila otrzymania od losu najcudowniejszego daru jakim jest dziecko:))) nasz swiat I cale zycie uleglo weryfikacji.Otrzymalismy nieorganiczne poklady milosci , ciepla I radosci ,ale jednoczesnie wypelnil nas nieznany wczesniej lek.Na sama mysl,ze ktos , cos lub choroba moglo skrzywdzic moje dziecko przeszywa mnie strach .Czasami mysle, ze matka to taka dobra wrozka :))),ktora probuje stworzyc wyimigowany swiat aby uchronic ich przed rozczarowaniem,bolem,…Milosc Ma nieorganiczne poklady sily!.Kto da rade jak nie My??:))ps.tez sie boje,ale gdy on juz spi xxx

  • e-milka

    No i oczy mi sie zaszklily. Tez sie boje, tez sie martwie. Wprawdzie, poniewaz wczesnie stracilam Mame, wiele sobie wtedy przewartosciowalam, ale czasem tez przejmuje sie duperelami. Nawet czesciej niz czasem. Czasem te „duperele” sa tez materialne, nam tez sie zdarzylo trafic na nieuczciwego czlowieka, ale wtedy przyswiecalo mi podobne motto, „Poki zdrowia starczy – odkujemy sie”. Nie raz wyc mi sie chcialo, ale nie moglam, bo mala corka wtedy myslala, ze to z jej winy, wiec musialam trzymac pion.
    Czasem jakis kopniak, jakis wysyp adrenaliny i znowu wszystko wraca na odpowiednie miejsce w hierarchii wartosci. Jak wtedy, Aniol stroz nad nami, ze corka na bobby carze i wolniej niz zwykle, a ta babka w tym upale na czerwonym swoim na pasy wjechala i taka mine miala, jak sie zorientowala, co mogloby sie stac. Albo wlasnie jak ktos zachoruje. Jak balam sie, ze bakterie mnie zabija po cc, zakazenie pelzlo juz po brzuchu, a antybiotyk nie dzialal. I wtedy, z ta pozamaciczna i roczniakiem w domu. I czuje wtedy ulge, to ambiwalentne uczucie, ze to jednak nie bylam ja, to dziwne uczucie towarzyszace tym, co przezyli, kiedy wstyd sie cieszyc, ale czlowiek sie cieszy, ze tym razem nie on i jednoczesnie zal mu tych, ktorych trafilo. A ten strach, ten najwiekszy, ze cos stanie sie z moja rodzina, nachodzi mnie czesto, kiedy jest tak pieknie. Jak lezymy na lozku i bawimy sie w „wyrywanie” sobie synka – „To moj”, „Nie, tylko moj” – a synek i corka kwicza z zachwytu. Chwilo tak piekna trwaj i nie przemijaj…

  • bardzo mi się podoba taka autoafirmacja i otwarte stwierdzenie, że jesteś zadowolona ze swojego życia :)

  • Dla mnie zdrowie również jest najważniejsze, dopóki człowiek jest zdrowy, często nie zastanawia się nad tym, że od zdrowia uzależnione jest wiele kwestii, a w dużej mierze nasze poczucie szczęścia. Ja w swoim życiu miałam kilka kryzysowych sytuacji jeśli chodzi o zdrowie i to właśnie one nauczyły mnie doceniać to co mam na co dzień. Niestety, czasami zdarza mi się o tym zapomnieć.

  • To prawda, trzeba się cieszyć z tego co się ma i doceniać każdego dnia. Osobiście, zwłaszcza teraz, kiedy jestem mamą, też dopadają mnie myśli o chorobie, którą nie zawsze udaję się przeskoczyć. Chyba każda z nas ma gdzieś z tyłu głowy taką czerwoną lampkę, która potrafi siać strach.