Mum and the city

Czas odciąć pępowinę?

15 czerwca 2015

DSC_0065_1

DSC_0072_1

Kiedy mój synek odkrył na swoim ciele pępek, powiedziałam mu:
– To jest ślad po mamie. Zobacz, mama też ma taki ślad – po swojej mamie, a twojej babci. Kiedy byłeś jeszcze w brzuszku, byłeś ze mną połączony… Słomką. I piłeś oraz jadłeś to co ja, tak jak teraz pijesz soczek z kartonika.

Pokiwał ze przytakująco głową, chociaż nie wiem, czy cokolwiek z tego zrozumiał. Bo przecież tej słomki już nie ma, to mama chyba jakieś bzdury opowiada?

A ja ciągle czuję, że jest.

DSC_0077_1

Jakiś czas temu trafiłam na program śniadaniowy, w którym młoda matka rozmawiała z psychologiem. Już, już chciałam wyłączyć telewizor, kiedy nagle ręka dzierżąca pilota zatrzymała się w powietrzu, palec uniesiony nad czerwonym przyciskiem zastygł, a moje brwi się zmarszczyły.

Usiadłam – co nie zdarza mi się zbyt często! – żeby posłuchać. Bo oni mówili o mnie.

DSC_0081_2

Przesympatyczna pani psycholog swoim miłym, acz nieznoszącym sprzeciwu głosem przekonywała matkę siedzącą obok – studentkę, której ciężko było wygospodarować czas na naukę przy dziecku – że w takiej sytuacji warto posłać malucha do żłobka. Westchnęłam po raz pierwszy i spojrzałam na Kostka.

Do żłobka? Nigdy w życiu!

Pani psycholog jednak kontynuowała. Bo jeśli mama boi się, że w tym żłobku stanie się coś strasznego (nie, mama się nie boi, mama to WIE), to swój lęk przekazuje dziecku. Czyli wysyła do niego jasny komunikat: nikt się tobą nie zaopiekuje złociutki tak dobrze jak ja. Boję się posłać ciebie między ludzi. W efekcie dziecko zaczyna się tych ludzi bać. Westchnęłam po raz drugi i spuściłam wzrok, żeby nie widzieć przewijającego się w dole ekranu napisu: „Strach przed rozstaniem”.

Bo ten strach jest we mnie. Jest też w moim dziecku. Trudno mi teraz ocenić, czyj jest większy. Czy faktycznie zaraził się nim ode mnie? Dotychczas myślałam, że to ja od niego. Nie podejdzie do dzieci, jeśli nie trzymam go za rękę. No to go trzymam…

Pani psycholog zaczęła świdrować mnie wzrokiem przez ekran telewizora, zadając równocześnie pytanie: „Skąd ten strach? Czy masz jakieś złe doświadczenie ze żłobkiem?”. Mama siedząca na kanapie obok niej miała. Ja – nie. Westchnęłam po raz trzeci.

I jak to zwykle po rozmowie z dobrym psychologiem bywa, postanowiłam przeanalizować swoje życie. W tę i we w tę.

DSC_0096_1

To, ile razy rozstawałam się z z moim synem, mogłabym spokojnie policzyć na palcach. I nie potrzebowałabym do tego palców u stóp! Tak, zdarza się to niezwykle rzadko i tylko wtedy, kiedy naprawdę muszę. A że nie muszę znowu tak często, to pracuję z Kostkiem na kolanach i nawet na imprezy go zabieram. Takie dla dorosłych. Chłopak niejedno już w życiu widział!

I żylibyśmy sobie jak w tej bajce: długo i szczęśliwie, gdyby nie to, że czasami zwyczajnie nie wyrabiam na zakrętach.

I wtedy pretensje do całego świata, że wszystko na mojej głowie, a pomocy znikąd. Że zaległości tyle. Na zakupy nie mogę się wybrać, do fryzjera wyskoczyć. Szczerze? Miałabym kiedy, tylko… Nie chcę. Zostawiać Kostka pod opieką taty czy babci. W tym momencie nie potrafię się z nim rozstać. I nawet jeśli ktoś wyciąga w moją stronę pomocną dłoń, to ja tę dłoń odgryzam. Sama dam radę. Nie, nie trzeba. Gdzie chcesz zabrać MOJE dziecko?! Na spacer? Idę z wami! Nie, wcale nie mam tyle pracy, tak tylko mówiłam…

DSC_0111_2

DSC_0112_1

Wiem, to absurdalne. Wiem, miało przejść po kilku miesiącach. W końcu wiem, miałam przecież nie być taką mamą!

Co prawda czasami napomykam, że trzeba by Kostka wysłać od września do przedszkola, bo coraz częściej omija drzemki, przez co kompletnie nie mam czasu na pracę. Czasami nawet głośno planuję zatrudnienie niani na kilka godzin w tygodniu, ale… To wszystko nie jest na serio. A dopóki pozostaje w sferze rozważań – czuję się bezpiecznie. Czaisz? JA czuję się bezpiecznie.

I że cię nie opuszczę aż do śmierci?

DSC_0113_1

DSC_0115_1

Pewnie, że czas przeciąć pępowinę. Na razie powoli, chłopaki są właśnie na zakupach. I wcale się nie denerwuję!

Bo skoro ja nie będę gotowa, to moje dziecko już w ogóle. I chociaż zawsze będzie nosił swój ślad po mamie, tej słomki pomiędzy nami już dawno nie ma. Nie wiem, jak mogłam nie zauważyć, że Kostek nie żyje już dzięki mnie tylko obok.

DSC_0125_1

DSC_0127_1

DSC_0128_1

DSC_0133_1

Dodaj komentarz

31 komentarzy do "Czas odciąć pępowinę?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ola EM
Gość
Ola EM
Też widziałam ten program i mimo, że nie jestem mamą to „niestety” mocno solidaryzowałam się ze wszystkimi emocjami tej młodej dziewczyny, mamy… Spoglądając z perspektywy osoby, która już kocha swoje przyszłe dziecko, z perspektywy osoby, która ma starsze siostry i widzi jak one są związane ze swoimi dziećmi to uważam, że każda kochająca mama przechodzi przez okres „niedostrzegania braku słomki” i myślę sobie, że to jest zdrowe i naturalne… Nienaturalne jest tego nie zauważyć na pewnym (najlepiej nie za późnym etapie życia), bo wtedy może to mocno ograniczyć i mamę, i dziecko, emocjonalnie i społecznie. Nie jest jednak tragedią, gdy… Czytaj więcej »
Ania
Gość

O Boże, nigdy nie byłam kwoką, ale to nie brzmi dobrze. Kocham moich trzech muszkieterów nad zycie, ale każdy z nich jeździł do niani od 5 miesiąca, zostawał z tata, babcia, ciocią, najstarszy był na pierwszym obozie sportowym w wieku 6,5 roku i nawet nie dzwonił!! Bawił sie wybornie! 2-3 razy w roku jeżdzę z mężem na wakacje tylko we dwoje, bo wiem, ze moi chłopcy sa w tym czasie pod doskonałą opieka. Sa samodzielni, ciekawi świata i absolutnie nie czuje sie gorsza jako matka. Wręcz przeciwnie!

Tedi
Gość

Ja nie wariuję. Zostawiałam moje dziecko pod opieką (głównie męża) od samego początku dla własnego zdrowia psychicznego. Ot jak był malutki raz w tygodniu szłam na zakupy. Czasem zostawiamy go babci i idziemy gdzieś razem. Takie sytuacje nie zdarzają się często, ale są. Nauczyłam się tego już kilka dni po porodzie, gdy trafiłam na 4 dni do szpitala i okazało się, że mój synek świetnie poradził sobie pod czułą opieką babci. Teraz nie boi się innych ludzi. Nie boi się też dzieci i nie było problemu, gdy wróciłam po 2 latach do pracy.

Monika
Gość
Monika
Również oglądałam program, akurat po przejściach jakie miała ta dziewczyna ze żłobkiem wcale się nie dziwię, ze nie chciała posłać…. A Ty może podświadomie boisz się, że on nie potrzebuje tylko i wyłącznie Ciebie by się dobrze bawić, by czuć się bezpiecznie… Mogę zrozumieć, by nie chcieć zostawiać dziecka z opiekunką, teściową, ciocią itp. ale nie mogę zrozumieć, że nie chcesz zostawiać dziecka jego własnemu ojcu… kiedyś możesz tego żałować, tymbardziej, ze to chłopak (na pewno miałby co robić ciekawego z tatą), tej relacji nie da się potem odbudować poza tym wiedz, że już dziś musisz polubić swoją przyszłą synową… Czytaj więcej »
thevodka
Gość
thevodka

Ha! JA TEŻ TAK MAM!I powiem więcej: bywam wściekła na swoją pracę do której musiałam wrócić bo przez nią nie ma mnie przy MOIM dziecku przez większość dnia. I mam to w dupie, że ktoś mi zarzuci, że jestem matką kwoką bez zawodowych ambicji. Moją ambicją jest BYĆ PRZY SYNKU, ja naprawdę w ten sposób się fantastycznie realizuję. I nie, nie pojadę na wakacje bez niego, nie oddam dziadkom na tydzień, nie poślę go do żłobka. Nie i koniec. Amen.

Asia
Gość

Dobry wieczór :) Tu koleżanka z ławki ;)
Rozumiem jak trudno rozstać się z dzieckiem ale ja sama z nim w domu wariowałam I pójście na pare godzin w tygodniu do pracy było zbawieniem. Jako, ze od urodzenia uwielbiał innych ludzi I dzieci, od pierwszego dnia spodobał mu się klub malucha I po prostu przepada za tym miejscem, ciociami I maluchami. Poza tym daję szansę mojej rodzinie, babcia, ciocia I dziadzia są przez to dla niego tak ważne jak mama I tata. Jestem szczęśliwa kiedy widzę jak wpada im w ramiona jak szalony!

Olga
Gość
Też widziałam ten program i widziałam jak ta młoda dziewczyna (nota bene „strofowana” przez panią psycholog) potakiwała głową, że rozumie, ale po oczach widać było, że wróci do domu i wszystko zostanie po staremu (nie dziwię się, też bym pewnie przyjęła taką „pozycję obronną”) ;). Osobiście nie wyobrażam sobie, żebym miała posłać swoją Adelę do żłobka – mała jest małym łobuzem, wszędzie wlezie, każdemu zrobi na przekór, musiałaby mieć osobistą opiekunkę wykupioną ;) Z drugiej strony tak małe dziecko nie potrafi jeszcze powiedzieć, czy dzieje mu się tam krzywda (po różnego rodzaju doniesieniach medialnych trzeba mieć ograniczone zaufanie nawet do… Czytaj więcej »
coralic blog
Gość
Oh moja znajoma wpadła po uszy. jej córka ma już 3 lata, a ich rozstania ograniczają się do max 1 godziny, raz może dwa razy w miesiącu. Wszędzie ja ze sobą zabiera, choć czasami łatwiej byłoby jej po prostu sprawę załatwić bez dziecka. Przedszkola tak bardzo się boi, że woli urodzić drugie dziecko i tym sposobem przedłużyć sobie wychowawczy.. Jej jest dobrze, dziecku też.. ale ten lęk przekłada się na relacje międzyludzkie. Ja byłam bardzo bojazliwym dzieckiem i w życiu było i jest mi ciężko choć Walczę i staram się być towarzyska. Pewnie to niemiłe dziecięce doświadczenie spowodowało że moje… Czytaj więcej »
Kasia
Gość

Mysle, ze ta niania na kilka godzin to jest super pomysl. Wydaje mi się, ze takie spędzanie czasu ciagle z dzieckiem nie jest dobre. Dla obu stron. Rozumiem rozterki, bo miałam podobne.

Matko Zabawko
Gość
Matko Zabawko

Tłumaczę sobie tak, że nie po to zostałam w domu, żeby wysyłać dziecko do żłobka ;)
Gdybym cierpiała na ‚co zrobić z kasą’ pewnie Antek chodziłby kilka razy w tygodniu. A tak niewidzialna pępowina nas łączy i będzie łączyć do wieku przedszkolnego.

Agnieszka
Gość
Może dlatego, że ja nie mam na co dzień z kim zostawić Dziecka, to czasami skrycie o tym marzę :) Takie 3 godzinki dziennie tylko dla mnie, jak kiedyś… ale tak to już chyba jest, że syty głodnego nie zrozumie ;) Pracuję w biurze 1 dzień w tygodniu i wtedy jest z nim Babcia, która na co dzień też pracuje i więcej opiekować się nie może. Cały dzień wcześniej już się denerwuję, obwiniam, że życie takie okropne i własnego interesu trzeba pilnować. Ale jak już pójdę to czasami nie mogę wrócić. Ludzie, zadania, wpadam w dawny wir. Co godzinę dzwonić… Czytaj więcej »