Mum and the city

O małym, żółtym rowerku czyli co zrobić, żeby twoje dziecko było najlepsze?

12 lipca 2017

DSC_1718

Mój syn na czwarte urodziny dostał rowerek. Zwykły taki, żółty. Czterokołowy. Tak, dobrze czytasz: rowerek na czterech kółkach. Jaka jest twoja reakcja?

Bo ja na widok kilkulatka pedałującego z bocznym wsparciem wzruszam zwyczajnie ramionami. Może nie miał biegowego? A może miał, tylko nie nauczył się łapać na nim równowagi? Może woli hulajnogę? Albo siedzieć z nosem w książce? Dzieci są różne!

To, że przedszkolak jeździ na czterech kółkach nie jest przecież powodem do wstydu, bo i my tak jeździliśmy w tym wieku.

BO W TYM WIEKU TO JUŻ…

Że jeden mały, żółty rowerek może wywołać tyle emocji zaskoczyło mnie więc bardziej niż tegoroczna pogoda w lipcu! Największym szokiem jest dla mnie to, że od dwóch miesięcy słyszę:

– A nie chciałaś dwóch kółek?
– Bo w tym wieku to dzieci już na dwóch jeżdżą!
– Może odkręcisz te boczne?
– Ja tam uparłam się, że mój po biegowym będzie jeździć na dwóch i koniec.
– Może ten rowerek jest źle dobrany? I dlatego sobie nie radzi?
– Mój jeździ na dwóch odkąd skończył trzy lata!
– Nie pozwoliłabym się dziecku tak cofnąć.

Szczerze? Daję mojemu dziecku czas zawsze wtedy, kiedy go potrzebuje. Nie musi być we wszystkim pierwszy czy najlepszy.

Nie musiał siadać na pół roku tylko dlatego, że dziecko sąsiadki siadało.
Nie musiał chodzić w wieku dwunastu miesięcy, mimo że większość dzieci już chodziła.
Nie wymagałam, żeby przed innymi rówieśnikami zaczął jeść ręką, palcem czy widelcem, umiał się ubrać albo wyrecytować wierszyk. Tak, wiem, mogłabym się wtedy przechwalać przed innymi mamami, a tak masz: wszystkie szanse zmarnowane!

Tylko że ja nie jestem jakoś specjalnie dumna, kiedy moje dziecko liczy do trzystu albo dodaje w pamięci. Bo wiesz, ja w żaden sposób nie czuję, żeby to była moja zasługa! Chwalić to ja się mogę tym, ile kilometrów dzisiaj przebiegłam – dziecko wcale nie jest mi potrzebne do tego, żeby się dowartościować czy podreperować poczucie własnej wartości.

I chociaż dla mnie moje maluchy są boskie, to wiem doskonale, że wcale nie są lepsze od innych dzieci. Ani gorsze. Są dokładnie tak samo wyjątkowe. Chociaż zupełnie inne! Wiesz, jedne dzieci w lot łapią równowagę na rowerze, inne sikanie do nocnika, a jeszcze inne naukę języków obcych.

Najgorzej jest jednak wtedy, kiedy matka ściga się z innymi matkami, żeby jej dziecko było pierwsze i najlepsze absolutnie we wszystkim, co robi. Bo jeśli to dzieje się już na etapie noszenia pieluch, to nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak będzie wyglądać potem! Pewnie tak, że ok, lubisz ty dziecko moje chemię, ale ucz się jeszcze hiszpańskiego i niemieckiego, chodź na szachy, fortepian i nie zapomnij przy tym wszystkim o matmie, polskim oraz religii, bo to też się liczy do średniej! A kiedy zdarzy się piątka z minusem, to od razu takie pytanie zawiśnie w powietrzu: dlaczego nie z plusem? I co dostała Ala??? Naprawdę nie potrafisz tak jak ona???

JAK KTOŚ CHCE BYĆ DOBRY WE WSZYSTKIM, TO NIE BĘDZIE NAJLEPSZY W NICZYM

Nie zaprzęgajmy dzieci do wyścigu. Pozwólmy im robić coś później lub gorzej. Tak bywa i nie bierz tego personalnie do siebie, że TY NIE DOPILNOWAŁAŚ albo TY ZANIEDBAŁAŚ.

Wiesz, ja byłam tym dzieckiem, które miało przynosić świadectwa z paskiem i oceny lepsze od Ali. I dzisiaj mam tak, że ciągle się porównuję. Ale nie z sąsiadką czy z koleżanką taką jak ja. Ja się porównuję z the best of the best! Figurę to chciałabym mieć jak Ania Lewandowska, twarz Rozenek albo Kardashian, tyle że bez botoksu, a włosy Jennifer Aniston. Mózg najlepiej jak Gretkowska. Chciałabym być zaangażowaną mamą na pełny etat, mieć czysty dom i obiad dwudaniowy na stole, ale zarabiać nie mniej niż mój mąż. I tak się ścigam cały czas, choć przecież od dawna już nie muszę!

A pod koniec dnia i tak najbardziej zazdroszczę znajomemu stolarzowi. Że ma pewny fach w ręku, zleceń na rok do przodu i jak mu się te oczy świecą, kiedy opowiada o drewnie. Wiesz dlaczego on jest szczęśliwym człowiekiem? Bo nikt go nie gonił, żeby był dobry we wszystkim, a jego mama cierpliwie czekała, jakie też pasje wykiełkują w jego głowie i sercu.

Dlatego moje dziecko nie musi być we wszystkim najlepsze czy pierwsze. Ważne, żeby było szczęśliwe. A szczęśliwe będzie, jeśli skupi się na rozwijaniu swoich własnych zainteresowań, a nie spełnianiu moich oczekiwań. I kiedy będzie robić postępy we własnym tempie, bo co to za życie, tak ciągle ścigać się z innymi???


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • Kam Al

    Bardzo dziękuję za ten wpis. To bardzo ważne, aby każda z nas raz na zawsze zrozumiała i poczuła, że „dziecko wcale nie jest mi potrzebne do tego, żeby się dowartościować czy podreperować poczucie własnej wartości.”! Stokrotne dzięki :-)

  • Andrzej

    oh shit! serio chciałaś mieć figurę jak Lewandowska? Nie ogarniam porównania jej do TOP of The TOP. Widziałaś jej zdjęcia po ciąży, które nie były przerobione przez specjalistów? Jakiś portal wypuścił kilka;P W sumie porównania to ludzka rzecz, jednak ja nie staram sie być jak ktoś. Staram się żyć na takim luzie, żeby to inni zazdrościli mi. Co do opinii innych matek, do wychowania naszych dzieci.. ehh.. i to powinno wyczerpać sprawę. Mi na szczęście nikt nie próbuje narzucać tego, jak mam to robić. wygolony łeb pewnie działa odstraszająco:). co do nauki, do dobrym przykładem może być Sebastian Vettel. Został mistrzem świata w F1, kiedy nie posiadał prawa jazdy:) Nie ma co walczyć z madkami o to, które dziecko jest najlepsze, bo z góry wiadome, że najlepsze jest nasze, bo jest nasze i koniec!:P

  • salus salus

    Dokładnie! Mój Kubuś zaczął chodzić mając 15miesoecy, bo ciężar ciała go przerosła 4.900waga startowa!

  • Aleksandra Załęska

    Niestety coraz więcej mamusiek prześciga się, w tym co ich dzieci umieją i jak tylko dziecko odstaje od „normy” wyznaczone przez jakieś poradniki, jest złe, a matka, która nie dopilnowała, żeby pociecha daną rzecz umiała, niestety nie powinna (w ich mniemaniu oczywiście) mieć dzieci. Nie chcemy

    wyścigu szczurów, a niektórzy rodzice sami wkładają dziecko w ten wyścig, zanim jeszcze wyda z siebie pierwszy krzyk… to przykre… później się dziwić, że tyle ludzi z problemami, nie potrafiącymi cieszyć się z drobnostek

    • A wiesz, że to trochę wina presji społecznej? „Nie mówi na 2 lata? A byłaś u logopedy? Na co czekasz!” albo: „Nie chodzi na rok? A sprawdzałaś u neurologa??? Na pewno wszystko z dzieckiem w porządku?”. Sama takie coś słyszałam, więc ten…

      • e-milka

        To fakt – presja i te wszystkie percentyle i wiedza o kamieniach milowych rozwoju. Teraz juz moge o tym pisac – synek urodzil sie z mala glowka. Nie ze drastycznie, ale jednak 2 cm wiecej byloby idealnie. Co ja sie namartwilam. Mimo, ze rozwijal sie super i motorycznie szybciej niz inni – czekalam, az zacznie mowic, by miec pewnosc, ze glowka pracuje. I jest – elokwent z niewielkim obwodem glowy. :) Notabene, to ja siebie wpedzalam w to szalenstwo, choc lekarze zapewniali, ze nie ma powodu. Bo te 2 cm… A potem – wszyscy, ze taki chudziutki. Tez bylam przerazliwie chuda (nie, teraz nic nie widac, przeciwnie) i corka tez – dopoki na piersi mialy cialko, ktore stracily,.bi sa bardzo ruchliwe. Ale jak slyszysz ciagle – bozesz, jaki chudy. Zrobilismy kompleksowe badania – nope. Bo jakby tak 3 kg wiecej…

  • Marzena Gólska

    Boże, jakie to nam bliskie! Mój Oskar skończył właśnie 5 lat i uczy się dopiero i bardzo powoli jeździć na rowerze cztero-kołowym. Jakie to dziwne prawda? ;) Za to ma do perfekcji opanowany rowerek biegowy od 2-go roku życia i hulajnogę na 3-kółkach i robi na nich z brawurą skomplikowane akrobacje. Za to „prawdziwy” rower to dla niego wyzwanie. I jedyne to ubolewam na tym, że nie możemy wyruszyć całą trójką: ja, mąż i syn, na 2 kółkach w świat, że jeszcze pewnie z rok nauki. No cóż! Ale za to Oskar to wygadany i elokwentny chłopak, który rozumowanie ma na poziomie 10-latka i wszyscy się dziwią (bo wysoki), że ma dopiero 5 lat. Ale oczywiście – komentarze typu, a nie jeździł wcześniej na biegowym, że nie umie teraz na normalnym rowerze? Jeździł i co z tego? Nie umie się tak zwinnie przesiąść jak w opowieściach superrodziców superdzieci. Ja sama jeździłam z kijem i z asekuracją taty do 6-tego roku życia i jestem całkiem normalna ;) Odpuście te porównania, ten wyścig szczurów od małego, dajcie żyć! Życie jest już na tyle skomplikowane, więc po co dowalać sobie kolejne bezsensowne kłody pod nogi?! Najpiękniejszego dla wszystkich w swoim miejscu i czasie!

  • Jolanta Klucznik

    Moja córka ma 5 lat i też jeszcze nie jeździ na 2 kółkach. Dopiero zaczęła próbować, ale jeszcze się boi. Ma czas. A jeśli chodzi o to porównywanie, to z moją mamą tak mam. „Bo corka Iwony chodziła jak miała 8 miesięcy, a Bartuś mówił wierszyki jak miał 1,5 roku”. No nic wysłucham, a i tak potem zrobię po swojemu.
    Dzięki za fajny tekst.

  • monika

    takie to prawdziwe…bardzo fajny wpis. poproszę jeszcze worek ciętych ripost, co tym ludziom na to wszystko odpowiadać

  • oli82

    witaj w klubie. Tez bylam takim dzeckiem zawsze porownywanym do innych. Przynioslam czworke, a mama pytala jaka ocene dostala Kasia. mialam byc grzeczna, nie wychylac sie za bardzo…do dzis, mimo wielu sukcesow i doroslosci mam problem z wystapieniami publicznymi, przeforsowaniem swojego zdania w wiekszym gronie czy porownywaniem…. nie chce tego samego robic swoim dzieciom, zwlaszcza , ze ponoc z wiekiem wszystkie upodobniamy sie do swojej matki? nie zrozumcie mnie zle , bardzo kocham mame i dzis mamy swietne relacje. nawet czasem rozmawiam z nia o tym, ale niestety w tym temacie chyba jest niereformowalna

    • e-milka

      Wlasnie – jedenaste „Nie wychylaj sie!”. „Siedz w kacie, a znajda cie.” To przeswiadczenie naszych rodzicow, ze dobra jakosc sie obroni sama, ze tylko „buble” potrzebuja reklamy. Ponadto, u mnie przynajmniej, wplyw religii i harcerstwa w dziecinstwie – jesli dostalo sie wiecej „talentow” niz inni, to nie powod do unoszenia sie, ale misja – spieszyc innym z pomoca. Moglabym zbic majatek na korkach, ktorych udzielalam, za darmo oczywiscie, w mojej klasie. Niestety, to nie przystaje zupelnie do naszej rzeczywistosci. Swiat opiera sie na pozorach, dobra jakosc tez sie obroni, ale czesto wymaga to czasu. Jesli nie potrafisz uprawiac marketingu na rzecz wlasnej osoby, przescigna Cie „krzykacze” zachwalajacy glosno swoje rzekome walory. Przyznam sie szczerze, ze czasem tez pytam corke, co dostali inni, wlasciwie chcac tylko wiedziec, na ile silna lub slaba jest dana ocena. Niby wiem i widze, ze lepiej jest skoncentrowac sie na jednym, niz lapac kilka srok za ogon, ale popelniam ten sam blad.