Woman and the city

Całe życie starałam się sprostać czyimś oczekiwaniom. Ale mam dość

16 czerwca 2016

DSC_9275

„Ale masz bałagan, musisz tu posprzątać!” – to mama na widok mojej zakurzonej podłogi. „Ilona, dzieci chcą się z tobą pobawić!” – to teściowa, kiedy składam pranie. „Zabrałabyś się za normalną pracę!” – to tata o moim stukaniu w klawiaturę. „Może chcesz iść do fryzjera?” – to mąż, kiedy widzi mnie o siódmej rano. „Musisz wyluzować, bo twoje nastroje wpływają na dziecko!” – to wszyscy, którym mówię dzisiaj: DOŚĆ!

Ten pociąg dalej nie pojedzie. Nie z pasażerami na gapę, których przez te wszystkie lata wsiadło całkiem sporo. Zatrzymuję go więc w szczerym polu i wołam: wysiadka. Ale już!

Pierwsze lecą kompleksy. A jest ich cały wagon! Że tyłek za mały, a kostki znowu za grube. Nos za duży i brzuch po ciąży ciągle nie taki jak przed. Mogłabym wymieniać i na trzy strony teraz, tylko że… Już nie chcę. Dzisiaj tego nie widzę. Tylko te oczy duże, które patrzą na mnie z lustra i zawsze wtedy, kiedy mój syn podnosi głowę.

Drugi wysiada więc brak pewności siebie. To ta mała Ilonka, której nikt nie chwalił. A nawet torpedował każde: „Ale śliczna dziewczynka!” słowami: „Za to jaki ma charakterek…”. Bo wtedy skromność była pożądaną cechą, a nie wiara we własne siły. To ta mała Ilonka, która za piątkę na sprawdzianie nie słyszała nic, a za trójkę obrywała po głowie, bo brat trójek nigdy nie przynosił. To również ta duża Ilona, która zanim do kogoś podeszła, zastanawiała się pięćdziesiąt pięć razy, co powiedzieć. Może: „Cześć?”. Nieee, to głupie. Ta duża Ilona robiła więc krok do przodu, a potem od razu dwa do tyłu. Analizowała zamiast żyć naprawdę. Teraz idzie i mówi jak gdyby nigdy nic: „Cześć, my jeszcze nie mieliśmy okazji się poznać?”.

Nadal się boi, to chyba jasne. Ale boi się i robi.

Za to w ostatnim wagonie jedzie poczucie, że ciągle jestem nie dość. Nie dość dobrą matką i żoną, bo w mojej kuchni zamiast kotletów na patelni leżą ulotki do pizzerii. Takiej z dowozem gratis. Nie dość ogarniętą gospodynią, bo pranie sprzed dwóch dni – powieszone przez męża – czeka, aż to właśnie on je wyprasuje. Nie dość zadbaną kobietą, bo nie chodzę do kosmetyczki, nie przyklejam sztucznych rzęs i nie do końca wiem, o co chodzi z tą hybrydą.

Ten wagon też odczepiam.

DSC_9268

Całe życie starałam się udowodnić wszystkim, że jestem lepsza niż jestem. Mądrzejsza, chociaż nie znam wszystkich stolic. Bardziej zaradna, chociaż jak sama składam meble, to zawsze zostają mi trzy śrubki w dłoni. Niezależna finansowo bez zaglądania do portfela męża. Że jestem mamą na 100%, ale mam własne pasje. W ostatnim roku otworzyłam więc z pięćdziesiąt książek, ale żadnej nie przeczytałam do końca. No chyba że książki synka na dobranoc. Bo sama wolne wieczory spędzałam na szmacie w kuchni, jakby od czystości podłogi miało zależeć moje życie. A przynajmniej samoocena.

Ale nie. Mówcie sobie co chcecie, ja nie potrzebuję do szczęścia obiadu dwudaniowego na stole. Nie muszę nosić encyklopedii w głowie, mam przecież wujka Googla w telefonie. Mam prawo nie wiedzieć, nie potrafić, nie mieć czasu. Ba! Mam nawet prawo nie chcieć. No więc już nie chcę. Ścigajcie się same. Która dłużej karmi i dłużej nie poda dziecku czekolady. Która więcej zgubi razem z Chodakowską i szybciej nauczy niemowlaka angielskiego. Która ma bardziej różowego bobasa co-to-nigdy-nie-płacze przy swojej wspaniałej matce i zadbanego jak własne tipsy męża. Chwalcie się do woli, jak dobrze sobie radzicie i że już bez przesady, jak można nie mieć czasu na makijaż przy małym dziecku?! Mnóżcie sobie przykłady, za wzór stawiajcie babkę, która dzień po piątym porodzie pole orała. Brawo ona!

Ja całe szczęście tak nie muszę.

Więc popatrzę sobie na was z filiżanką ciepłej kawy w dłoni. A potem rozsiądę się wygodnie na kanapie. Żeby odpocząć, zamiast zasuwać jak króliczek Duracella. Od życia idealnego, którego wcale nie chcę. Bo ja wolę żyć naprawdę, a nie na pokaz.

DSC_9260

  • kasia

    Chyba wiele kobiet tak ma, ze samoocena niska inchca wszystkim dogodzic… ja takze… Od 2 lat rozkminiam jak to uczynic by corka byla inna i im woecej czytam tym mniej wiem… masz jakies pomysly??? to na pewno noe w chwalniu rzecz bo ja bylam chwalona az za bardzo…

    • Nikola Niski

      Rozmowa. Mówię to jako 20 letnią kobieta z dobrą więzią z mamą :). Rozmawiaj z córką, przekasz jej jak wezne jest mieć odpowiedniego partnera, bycie szczęśliwa i jak wezne jest by samemu się realizować. Najlepiej poprzyj to własnym przykładem. Pokaż jak z mężem rozmawiacie i rozwiazujecie konflikty :) jeżeli sama będziesz szczęśliwa, córka to podlapie :)

  • Ka Rup

    Brawo!Tak trzymac :)

  • Sonia

    Brawo ty !!!

  • Ewelina Berrill

    Nic dodac nic ujac, ale jak to zrobisz Bo latwiej sobie powiedziec ze sie przejmowac nie Bede a gorzej to wcielic w zyciu jak przyjdzie slaby dzien, tez bym chciala tak umiec…

  • A może mąż chciał dobrze wysyłając do fryzjera? ;) Coś w stylu „idź, idź, odpoczniesz sobie, głowę Ci wymasują, a ja popiorę, poprasuję, posprzątam i obiad ugotuję”? Takie współczesne „daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj” ;) ;) ;)

    • A wiesz, że mogło o to chodzić?

      + nie lubi, kiedy mam długie włosy ;)

  • Jestem na podobnym etapie. Nie mam sztucznych rzęs, ale za to swoje czarne i do tego piegi. Za fryzurę wystarczy mi podcinanie końcówek, zapuszczanie włosów i nakładanie jednolitego koloru, żeby siwe nie dawały o sobie znać. W firmie idzie mi coraz lepiej i zaczynam łapać oddech, a wszystkie oczekiwania – typu prestiżem jest wychodzić do ludzi, inwestować w ciało miliony monet, robić paznokcie… osobiście nie mam na to czasu, bo jadę po czereśnie na bazar, gotuję kalafiorową i nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba. Im mniej mam na głowie, im mniej wymagań sobie stawiam, tym większy spokój :)

  • salus salus

    Bardzo fajny wpis!! U mnie ostatnio był o życiu.. o tym, by nauczyć się żyć i cieszyć z malych spraw tj dzieci :)

  • Piątka! Też myślę tak samo i mam wielu rzeczy dość! A zdjęcie na koniec jest dopełnieniem całego wpisu. Masz wsparcie w mężu, a on w Tobie. Jesteście najlepsi!

  • e-milka

    Brawo Ilona, tak trzymaj. Ale uwazaj ? oni teraz wprawdzie wysiedli, ale jak tylko sie zatrzymasz, znowu wsiada. Oknami sie beda wpychac, bagaze na wolnych miejscach klasc, kanapki i jajka gotowane z torby wyciagac. Wygrana bitwa to jeszcze nie wygrana wojna, ze pozwole sobie na kolejny frazes. Ale walczyc warto, bo jest o co. Nastaw sie jednak, ze lekko nie bedzie. Nigdy nie bylo, bo ludzie wola pozory, a sukces w spoleczenstwie definiuje sie niejako przez spelnianie oczekiwan albo udawanie, ze sie je spelnia. A jak pisalas juz, byc kobieta idelna jest latwo. Po prostu robic wszystko tak, jak sie robic powinno. ;) A im bardziej czlowiek sobie zdaje sprawe, jak daleki jest od idealu, tym bardziej stara sie to nadrobic, tym wieksza energie wklada w polerowanie wizerunku. I niektorzy sa w tym naprawde swietni, a swiat ich za to uwielbia. Tylko przy okazji jakiejs katastrofy wypadaja te wszystkie trupy z szafy: uzaleznienia, depresje, problemy z bliskimi. Wiec dalej, po torach, po torach, przez most.

  • Agata Nędza

    Ile można spełniać oczekiwania innych. Też mam dość, to że ktoś jest taki „idealny” nie znaczy, że ja też muszę. Postanowiłam to olać i tylko klaskać jak ktoś będzie się chwalił wyczynami dziecka czy swoimi. :)

  • Katarzyna Zubkowicz

    W punkt! Świetny tekst o wielu z nas… Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

  • Szklana Pogoda

    Jak się żyje nie na pokaz, to się nie robi z tego teatrzyku na blogu, tylko robi swoje bez szukania poklasku w internecie. Pozdrawiam.

  • Przez cały wpis chciałem przybić piątkę… a tu na końcu taka fota :)
    Brawo… ja do tego dojrzewam trochę późno, ale dojrzewam, że to co robię jest na tyle fajne, że się tym trzeba dzielić i że to się może komuś podoba lub nie. Ważne, że ja daje z siebie dla siebie i swojego życia tyle ile mogę.

  • Asia

    O czyms podobmym dzis myslalam. Lubie Cie czytac i az dziwne ze znalazlam adres Twojego bloga w gazecie ;)

  • Mam podobne odczucia i z boku głosy innych, którym to już udało się dojść do wagi sprzed ciąży, które to nie muszą ćwiczyć, żeby do niej wrócić. Tylko czy ktoś mnie zapytał czy ja muszę? Nie, nie muszę. Ja chcę ćwiczyć. Ja chcę wyjść z domu. Nie mogę się wprost doczekać jak te same życzliwe koleżanki będą mnie pytały czy synek już siedzi, czy je sam i czy jest jeszcze na piersi? Już teraz się na to uodparniam.

  • Karolina

    Ja dzieci nie mam, chociaż teściowa i mama co jakiś czas pojękują, że czas najwyższy, ale za to do niedawna każdy weekend spędzałam tak samo – „na szmacie”, ścierce, żelazku, pomiędzy pralką a kuchenką. Cały tydzień pracuję od rana do wieczora, więc w weekend musiałam nadrabiać zaległości domowe.
    Ale od pewnego czasu, gdy nadchodzi sobota, robię połowę tego, co dotąd. Mam za to czas na chwilę z książką, z dobrą kawą, na obejrzenie filmu czy serialu. Gdy chce mi się posprzątać – sprzątam. Ale gdy mi się nie chce – to podłogi po prostu są jakiś czas brudne, co z tego? Umyję za tydzień. Rzeczy niewyprasowane od razu? Poleżą jeszcze kilka dni, mam w czym chodzić. Pizza z mrożonki, pierogi z paczki? Mój facet uwielbia, a gdy zdarzy nam się zjeść kebab raz na jakiś czas, wręcz to celebruje – bo lubi! I wcale nie kłóci się to z faktem, że kocham gotować, a on kocha jeść to, co zrobię. Cóż, czasami się nie chce. I też mamy do tego prawo.
    Dobry tekst :) Powodzenia w pisaniu.

  • Gość 1

    Ja na chwilę wsiade ale szybko wysiadam: ale Ty w krótkich włosach wyglądasz SUPER! Czy w umodelowanych czy roztarganych ;)

  • mar

    Olej system, zyj jak chcesz. Spoko laska jestes.
    Co do jednago sie chyba tylko zgodze i dolacze sie do prosby taty – znajdz jakas prace bo „zawod” Bloger to naprawde malo prestizowe zajecie. Takie porownywalne do bycia celebryta (celebryta dobrze sie nie kojarzy-wiadomo, za chwile tak bedzie z blogerami). Stanie taka na sciance i dostanie tysiaka lub dwa. Czym to sie rozni od pozowania z zelazkiem, kremem czy napojem na odwodnienie w domowym zaciszu. Owszem, wchodzimy i czytamy, ale tak samo sie czyta Pudelka – dla relaksu, nie jak lekture godna uwagi. A noz sie dowiem jak rodzilas i jak goic piczke po nacieciu krocza (no moze nie u Ciebie, ale dziwnym trafem na taki wpis tez trafilam).
    A juz podciaganie prowadzenia bloga do rangi podnoszenia swoich kwalifikacji i doswiadczenia (bo to niby copyrighting, photoshop), to co najmniej pic na wode (zeby nie powiedziec bullshit). Nie ma chyba pracodawcy, ktory sie na to by nabral.
    Juz to jeden taki delikwent do nas na rozmowe przyszedl i podciagnal granie na grach komputerowych do bycia zorganizowanym, przedsiebiorczym i pomyslowym, bo to musi zespol graczy zebrac, strategie wymyslic, analitycznie myslec i zarzadzac zespolem…niezly mielismy ubaw.

    • Ale ja lubię pisać (i nie robię tego dla prestiżu czy żeby się pochwalić zawodem ?). Czyli jedynka za czytanie ze zrozumieniem ?.

      • mar

        No to ja tez wystawiam jedynke za czytanie ze zrozumieniem. Napisalam, ze wg. mnie za chwile bloger bedzie sie zle kojarzyl. Tak zle jak kojarzy sie bycie celebryta. W zwiazku z czym nie bedzie mozna wszystkich lat spedzonych na blogowaniu podciagnac pod bycie aktywnym zawodowo. Jak wtedy wrocic do etatowej pracy? W koncu kiedys moda na blogi przeminie, wena sie wyczerpie, czytelnicy sie znudza i zamist zelazka, kremu czy ekspresu trzeba bedzie lapac co popadnie.

        • Dla większości blogerów blog jest tylko punktem wyjścia (np. do otworzenia sklepu z własnymi produktami lub napisania książki – nie trzeba zaczynać promocji od zera, bo można przekierować ruch). Wiem, że to się nie mieści w głowie, ale prowadząc bloga, nauczyłam się więcej niż w „normalnej” pracy – pisać coś, co ludzie z chęcią czytają (wcześniej potrafiłam tylko pisać), robić zdjęcia, filmy, obsługiwać programy graficzne, prowadzić social media i wykorzystywać je do promocji, negocjować, przeprowadzać kampanie reklamowe, budować własną markę czy w końcu organizować eventy dla 500 osób ;). Wiesz, z takim zapleczem nie muszę już czekać, aż ktoś mnie zatrudni – sama potrafię sobie miejsce pracy stworzyć :)

        • Em

          A ból dupkę ściska z zazdrości ; ) Tylko ładnie przykryte frazesami pod tytułem: Jak wtedy wrócić do etatowej pracy…
          Ludzie to momentami naprawdę hieny.
          Dla mnie Ilona, jesteś świetna taka jaka jesteś i nie raz nad żelazkiem uśmiecham się do tego co tutaj piszesz. Brawo ty!

  • joanna

    Zapytanie znajomej

    L’arte in fondo Andrea Lensi??

  • kasja.b

    Od roku czytam twojego bloga i jest pod ogromnym wrażeniem! W dobie kobiet, które na wszystko mają czas przy gromadce dzieci, spełniają się zawodowo i wyglądają jak 1mln dolców (nie umniejszając im), dobrze jest przeczytać, że nie wszystkie mają ochotę brać udział w tej gonitwie. I nie jest to żaden powód do wstydu, wręcz przeciwnie. Każdy ma swoje „flow”, jeden zrobi 40 zadań jednego dnia, drugi woli zrobić 5, ale takich na 100% i mieć czas odpocząć, na swój sposób. Ja jeszcze spotykam się z tą pokutą, że jak mam czas na odpoczynek to najwyraźniej leniłam się coś zrobić. Przecież zawsze jest coś do zrobienia ;-/ „Niestety” maxymalne wyprucie się z sił nie napełnia mnie satysfakcją, a zaniedbane zmęczone ciało da mi się we znaki. Tym „życzliwym” czasem podsyłam twoje teksty (sama czasem gubię się gdy próbuję wyjaśnić). Efekt dwojaki. Jedni zaczynają rozumieć, drudzy odbierają to jako obrazę i wysiadają z mojego pociągu. I chwała za to im i sprawczyni całego zamieszania, czyli Tobie! Dziękuję :)

  • A.

    Przeczytałam ten tekst 3 razy! I cholera… Pomogl!, wrocilam do pracy, syn w żłobku, wszystko sie pozmienialo, a ja przez pierwsze tygodnie zamiast o 22 leżeć w łóżku z ksiazka, w kuchni czyscilam kafelki. Ogarnelam sie, stwierdziłam, ze nie będę perfekcyjna i tyle. Juz nawet nie przepraszam z bałagan jak ktos wpadnie. Za to spokojnie sprzątam jak mi się zachce, bawię sie z dzieckiem, idę na spacer, gotuje bo lubię – ale jak sie wproszę na obiad do teściowej lub zamówię pizze to nie mam wyrzutów sumienia. Ilona, dobrze ze piszesz. Masz moc! :)

  • Jakbym czytała o sobie. Też kilka mentalnych kul u nogi, które nagromadziłam w dzieciństwie i czasach nastoletnich. Teraz powoli, rok po roku odczepiam każdą z nich. I czuję się szczęśliwa. I pizzę też zamawiam często, albo chińczyka. Wszyscy w domu tak czy siak, zadowoleni. Na pewno bardziej niż jak latałam od garów do miotły z miną srającego kota…

  • Dobrze napisane, w sumie do każdego z Twoich wagoników mogę się podczepić, bo w każdej roli długo czułam, że coś muszę. Bardzo pomaga jakaś duża zmiana w życiu. U mnie to była zmiana kraju, ale nie każdy musi tak ?drastycznie?. Chyba najtrudniej się wyrwać z takiego pociągu kiedy w sumie jest nam dobrze i jakoś leci każdy dzień. Kiedy wagony przeładowane, to katastrofa gotowa więc może faktycznie lepiej zatrzymać się na czas i coś zmienić.

  • Dokładnie do takich samych wniosków doszłam. Dość ciągłego szukania potwierdzenia u innych! Im szybciej to zrozumiemy, tym szybciej zaczniemy żyć naprawdę!