Mum and the city

Błędy wychowawcze, których miałam nigdy nie popełnić…

12 maja 2015

DSC_0057_2

Idealna jestem tylko na blogu. Chociaż nie… Nawet tutaj wychodzi czasami czarno na białym, że moje macierzyństwo to droga wyboista jak poznański rynek wyłożony kocimi łbami, a nie autostrada wylana asfaltem, po której bez większych przeszkód można pomknąć prosto do celu. Czyli do osiemnastki dziecka.

Że zaliczam upadki i wpadki, po prostu. A miało ich nie być!

Jaka ja mądra byłam przed porodem! Doskonale wiedziałam, jak wychowam moje dziecko. Co wolno, a czego nie. W końcu nauczyłam się na błędach moich rodziców ;). A tyle ich popełnili!
Ja?
Ja to nigdy…

A potem sama zostałam mamą i okazało się, że teoria jest piękna… Tylko w teorii.

DSC_0050_2

Bo w praktyce to różnie przecież bywa…

NIE TERAZ KOCHANIE!

Moja mama szybko uciekła po porodzie do pracy. Całe dzieciństwo słyszałam: „Nie teraz”, „Nie mogę”, „Nie mam czasu”, „Za chwilę kochanie!”.

Ja miałam być inna.

Dawno temu postanowiłam sobie, że dla swojego dziecka będę mieć czas zawsze. Nie zdąży zawołać, a ja już będę przy nim stać. A więc na wychowawczym jak długo się da. Tak do trzech lat najlepiej, dopóki nie pójdzie do przedszkola. Bo mamy nikt nie zastąpi. A potem? A potem praca jakaś niezobowiązująca, najlepiej do trzynastej, żebym mogła z ciepłym obiadem na stole czekać. Do tego dużo wakacji i wolne zawsze na święta. Czyli nauczycielka.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam, jednak nie przewidziałam jednego. Że życie dla kogoś, a nie dla siebie bywa frustrujące. Że zwyczajnie to może być nie dla mnie. Że nie nadaję się – prawdopodobnie jak moja mama – żeby być mamą na pełen etat. A te podziwiam całym sercem! No chciałabym być taka jak one, ciasta piec, dziecko tulić przez pół dnia w ramionach, nigdzie się nie spieszyć i nigdy nie mówić: „Nie teraz, za chwilę kochanie!”. A mówię. Za każdym razem jestem wtedy na siebie wściekła. Po to zostałam w domu, żeby nie było takich sytuacji! Tymczasem wymyśliłam sobie bloga i… Są. Chociaż tym blogiem to się trochę zasłaniam, bo czasami zwyczajnie chcę dokończyć rozmowę z kumpelą przez telefon, ubrać się bez pośpiechu, posprzątać… Tak, wiem, że to nie jest najważniejsze – w przeciwieństwie do mojego wołającego syna! Ale… Nie teraz, za chwilę kochanie.

MOŻE BANANKA? A JABŁUSZKA BYŚ NIE ZJADŁ? ZOBACZ, MAMA KUPIŁA BORÓWKI!

Niby wiem, że dziecko samo się nie zagłodzi. I jak na obiad zjadło trzy kęsy, to widocznie tyle mu wystarcza, żeby poczuć sytość. I nie mogę biegać za nim z jedzeniem, zmuszać, denerwować się tym bardziej nie powinnam, bo zacznie posiłek kojarzyć ze stresem i już zawsze będzie pluć na widok brokuła.

Jednak kiedy kolejny dzień z rzędu jedynym pokarmem, który przyjmuje, są kabanosy, to… O wszystkich wyczytanych mądrościach zapominam. Bo mam misję. Nakarmić marchewką. Za wszelką cenę. Po dobroci i na desperata. Pod ketchupem, z mięskiem na widelcu, na samolocik i za mamusię. A tak w ogóle…

ZOBACZYMY CO U TELETUBISI?

Teletubisie odwalają w moim domu kawał dobrej (nie)wychowawczo roboty. Tak, wiem, miało być CAŁKOWICIE bez telewizji, ale co zrobić, kiedy właśnie tak jest prościej? Kiedy na ekran wjeżdża Tinki Winki, mama może wszystko! Nawet sałatę przemycić w obiedzie, a jak powszechnie wiadomo, sałata jest dla dwulatka a ble i fuj. Przynajmniej dla mojego…

A kiedy już Kostek tańczy przed tv: „Głowa – ramiona – kolana – palce” tudzież: „Uszy – oczy – usta – nos!” z mieszanymi uczuciami rozsiadam się na kanapie. Z kawą. Zaraz mu wyłączę… Ale jeszcze nie teraz… Jeszcze chwilka… Jest przecież tak dobrze!

I niby człowiek wie, że błądzi, ale… Co z tego?

Dzisiaj już nie wierzę w matki idealne. Kiedy takowe widzę, myślę sobie, że są jak legendy – tylko część ich opowieści pokrywa się z prawdą…

DSC_0072_2

  • Teletubisiów nie włączę za żadne skarby. Umarłabym przy tym :-D. Ale inne bajki też oglądamy.

    • Ja włączyłam… Teraz nie ma mowy o innej bajce! Pocieszam się, że czegoś się tam przy nich uczy – właśnie tańca: głowa, ramiona, kolana, palce; ale też „ciii”, „heja”, a jedne z pierwszych wypowiadanych wyrazów to było: „Lala! Po!”. Także ten… Na inne bajki tylko patrzył jak zahipnotyzowany bez reakcji, więc w sumie „Teletubisie” polecam. Choć oczywiście nie namawiam do puszczania bajek ;). To jest złeee… Ale jak sobie radzić inaczej?

      • Oj nie wiem, zwłaszcza, że u nas częste są inhalacje i staram się synka „zmusić” do wysiedzenia tych kilka minut. Ostatnio jest akurat zafascynowany jeżami i ciągle chce oglądać film przyrodniczy o jeżach (na szczęście nie ma tam jakiś strasznych scen). Co ciekawe przy tym filmie też się sporo nauczył :-)

        • No pewnie! Filmy przyrodnicze <3 – tego jeszcze u mnie nie grali ;).

          • Spróbuj :-). Te z TVP2 są bardzo przyjemne i bez przemocy (zazwyczaj). Mój od 2 tygodni wałkuje „rok jeża” :-D

      • Boże, nasze chłopaki by się dogadały! Wiesz jak Młody mówi na czerwony i żółty kolor?! Pewnie, że wiesz :D

  • karjola

    Matka też człowiek:)ja też sobie obiecuje. Ale tego,że nie włącze telewizora, czy,że będę mamą na pełen etat to nawet nie próbuje. Wiem,że nie dam rady:)natomiast ja jestem pewna:że moje dziecko będzie pisać i czytać w okolicach 12 miesiąca życia. nocnik tak ok 5-tego;)nie będzie się budzić w nocy, będzie radosne,roześmiane. Bunt? Jaki bunt. Moje dziecko?W życiu. Poród? Na pewno naturalny. Właściwie bezbolesny. Razem z mężem bedziemy się dzielić obowiązkami po równo. Z radością i entuzjazmem.
    ;)
    Także tego. Proszę mnie nie wyprowadzać z błędu;)

  • Eeee mało tych grzeszków :) To nie błędy, to survival!

  • Wszystko jest dla ludzi, nawet Teletubisie :D
    Ostatnio przerzucając wieczorem kanały w tv mój Piotruś (3 miesiące) tak się zapatrzył na Gumisie, że też już widzę, jak „nie będę włączać mu telewizora” :P

  • nie ma matek idealnych tak jak nie ma ludzi idealnych; jak słyszę, że kobieta robi karierę na pełnym etacie, do tego jest idealna matką dwójki bliźniaków, a w kuchni to prawie Magda Gessler, nie wspominając już jaka to ona zadbana, ubrana i zawsze umalowana …..to mi słabo

  • Ja też tak mam :p Najpierw zarzekanie że napewno tak się nie zrobi, a potem robienie tego ;p Z TV i ‚poczekaj’ wychodzi najgorzej ;)

  • Ja jeszcze miałam nie dawać słodyczy i poić tylko wodą ;)

    • Ej! Ja też!

      Może z tymi słodyczami nie do końca, bo lubię czekoladę, więc czemu miałabym odmawiać dziecku? Ale tak, miał pić tylko wodę, tymczasem dzień bez soku jabłkowego jest dniem straconym! Dajemy za to świeżo wyciskany, żeby minimalizować straty ;).

  • W ciąży najbardziej się bałam tego, że popełnie błędy, o których wiem i których unikać za wszelką cenę powinnam.
    Nie udało się.
    Cóż. Płakać nie będę :) Mnie też wychowali z błędami i kłopoty potem mieli, ale tak czy siak wyrosłam na dobrego człowieka ;p

  • matka też człowiek, a nie ma ludzi idealnych
    u mnie to na pierwszym miejscu jest błąd „nie teraz”, bo lubię najpierw porobić to co muszę w chałupie, by potem już tylko być z synkiem
    ale bywa, że mija pól dnia a ja nadal latam po mieszkaniu i coś w nim robię, a dziecko bawi się samo…

  • Gdyby mama nie popełniła błędów to co to by była za mama? Taka poradnikowa i nieprawdziwa, przynajmniej tak sądzę :)
    Wiadomo, dziecko to cały świat, a w tym świecie nie da się nie popełnić gafy. Chociaż te twoje małe wpadki, które swoją drogą jak dla mnie są normalnością, są w porządku :D

  • która jest matką idealną niech pierwsza rzuci kamieniem :)

  • marzena

    Tak, matki idelane. Denerwuja mnie takie, ktore odniosly sukces w jednym aspekcie (powiedzmy ich dziecko nie doi smoka) w zwiazku z czym uwazaja sie za ekspetow i od razu poczuwaja sie zeby dawac ci rady odnosnie tego jak masz wychowywac Twoje dziecko. Niestety nie zdaja sobie sprawy, ze totalnie zawiodly na innej plaszczyznie, np ich pociechy pochlaniaja tony slodyczy, a z kolei twoje dziecko znowu nie tak duzo (bo, ze wcale to trudno mi uwierzyc) co dla mnie jest rownoznaczne z tym, ze to Ty odnioslas sukces w tej kwestii.

    Matki idelane nie istnieja. A jezeli tak to ich zycie (tak ich, nie ich dziecka) jest totalnie nudne/niespontaniczne/rygorystyczne. Spojrzmy prwadzie w oczy, gdyby stosowac sie do tych wszystkich poradnikowych zasad musielibysmy narzucic SOBIE niezly rygor. Zero slodyczy, same warzywka na obiad, zero coli/kawy/nawet herbaty-tylko woda, zero tv, zero komputera/smartphona- no bo dziecku tez nie dajemy skoro to takie nieedukacyjne i wobcowujace ze spoleczenstwa, zero czasu dla siebie/samorealizacji – caly czas poswiecamy dziecku. Tak, matki idealne to nudziary!

    • Jasne, że mój mały je słodycze. Nigdy mu nie broniłam, bo sama przepadam za czekoladą ;). Pączusie (jak dziadki przywiozą), czekoladka… Z tym, że to jest typ, który się nie domaga. Wystarczy dać mu kostkę raz na kilka tygodni, więcej nie chce, a jak ma do wyboru mięsko, no to zawsze wybierze je zamiast słodkiego. Tylko że – bądźmy szczere – moja w tym zasługa żadna.

      Też mam wrażenie, że matki, które pozują na idealne, próbują sobie w ten sposób zrekompensować coś, co im nie wyszło… Wiem, że to brzmi brutalnie, ale takie są moje obserwacje. Nie mam się czym pochwalić – pochwalę się dzieckiem. Kiedyś nawet trafiłam na wypowiedź jednej z nich: „Najlepsze co mi w życiu wyszło to karmienie piersią” – nie zazdroszczę w takim razie życia :/.

      • Kasia A.

        Też mam takie obserwacje. A to jak wychowałysmy dziecko, to tak naprawdę się okaże za ileś lat i na pewno nie zależy od jedzenia słodyczy, karmienia piersią, obejrzanego teletubisia, chodzenia przed roczkiem czy po itd, ale bardziej tego jakich wartosci uczy sie dziecko i jak my sami sie zachowujemy wzgledem siebie, dziecka i otoczenia.

      • Kiedyś jedna mama na blogu pisała o przeczytanym wpisie na jakimś forum matkowym. To było coś w stylu – „Nic mi w życiu nie wyszło tak, jak karmienie piersią”. W „karmienie piersią” można wstawić cokolwiek z wychowania dzieci – dobrze pokazuje jak rodzi się fanatyzm i niechęć do mam robiących inaczej. Frustracja, kompleksy, niezadowolenie z obecnego życia (wszystko na kredyt) – rodzi w człowieku jad, który szuka ujścia.

    • Ja to naprawdę nie wiem, jakim cudem moje dziecko woli zjeść pięć rzodkiewek niż czekoladę. Wcale jej tego nie uczyłam! Już jak byłam w ciąży, miałam wstręt do słodkiego, więc w sumie jestem wdzięczna memu dziecku, że oduczyło mnie podjadania słodkości (jak chce się utyć, jedzenie słodyczy przeszkadza tak samo, jak w przypadku, gdy chce się schudnąć). Na pewno zdrowiej jem, odkąd jestem mamą, ale też nie jadłam jakoś szczególnie niezdrowo. Po prostu mało soliliśmy, a teraz solimy jeszcze mniej. Mało słodziliśmy, teraz słodzimy jeszcze mniej. Mało jedliśmy żywności wysoko przetworzonej – teraz czasem Niemałż kupi sobie Berlinki i ja mu po kryjomu podjadam. O takie małe grzeszki, które zresztą przy naszych comiesięcznych wydatkach kalorycznych i tak wiele nam nie grożą. Jak człowiek się dużo rusza, to byle batonik go nie nakarmi, trzeba dobrze jeść, bo inaczej odpadnie się po 50km na rowerze. A tu trzeba jeszcze przejechać 40. Musi być zdrowe żarcie, inaczej człowiek się zajedzie. Przy czym kompletnie nie mam potrzeby rzucania się z hejtem na matki karmiące słodyczami, bo przecież mleko z piersi jest upiornie słodkie, jak landrynka, nie dziwota, że dzieci długo karmione piersią potem się pchają do słodkiego. Znajomy smak po prostu. :)

  • Beata

    Oj te bajki w tv… Też miałam nie włączać ale cóż….Przez jakiś czas (ok 5 miesięcy), kiedy Młody miał ok 2,5 roku nie było bajek w ogóle. Nie i już. Odwyk totalny. Ale teraz powoli powoli niestety pojawiają się. Inaczej też nie miałabym szansy na kawę czy zjedzenie w spokoju obiadu kiedy wracam z pracy. Po 2, 3 bajkach zainteresowanie mija i ostatnio zabieramy się do zabawy w jakiegoś super bohatera: „czy ktoś tu potrzebuje pomocy?” ;-)

  • Kasia A.

    Jak byś napisała o mnie :) i napisałaś akurat w czasie, kiedy trochę boksuje się z mężem o to siedzenie w domu z dzieckiem. Ja się już wyrywam do pracy, ale jestem jeszcze na urlopie. Niby fajnie, ale mam ochotę uciec do pracy :P

    • No ja to doskonale rozumiem :).
      Ile jeszcze miesięcy zostało?

      • Kasia A.

        Do konca wakacji :) Ale mam ten problem, ze uwazam, ze nikt lepiej sie nie zajmie dzieckiem niz ja :P (te ciepłe obiady itd :P)
        Jednak nie jestem tez tym typem co z usmiechem na ustach 24 godziny siedzi ze swoimi dziecmi, po prostu musze pracowac poza domem (zajmowanie sie dziecmi to tez praca, o wiele ciezsza niz wiekszosc prac, jakie ludzie wykonuja – dlaczego to sie nazywa w ogole urlopem?:), choc dzieci kocham bardzo i nade wszystko.

        Co do tego co pisałas, to ja do prawie 2 roku zycia starszego syna nie dawałam mu w ogole słodyczy (oprocz cukrów w owocach, bo sokow prawie nie pil – misja woda:P), nie oglądał też w ogóle bajek, ani razu nie spał ze mną w łóżku itd. Nie wiem co mi wtedy odbiło, chyba realizowałam plan mamy idealnej (w moim mniemaniu), ale zestresowanej. Oczywiscie nasze zycie od dawna juz tak nie wyglada :) Moja mama patrzyla na to troche z politowaniem (ale nie rzekla ani słowa krytyki), teraz wiem co jej ta mina znaczyla.

        • WOW, a ja właśnie podziwiam.

          Moja bratowa wychowała tak dwójkę dzieci: bez słodyczy (pierwsze długo, pamiętam jak poczęstowałam chrześniaka czekoladą na spacerze, nie miał pojęcia co to, a miał już 2,5 roku; drugie dziecko krócej, ale tak do roku na pewno), tylko domowe jedzenie (do dzisiaj), bez telewizji, smoczka, mm – ale ona nie jest „nawiedzona”, po prostu dobra mama, nigdy nie poucza i nie wymądrza się, że jej dzieci to bez Teletubisi i frytek ;).

          Że też ja tak nie potrafię… ;)

  • Kinga

    ej peppa jest lepsza… sama sie smieje przy peppie :)

  • Miałam dokładnie te same postanowienia, ale życie to zweryfikowało i w końcu również popełniłam wszystkie powyższe „błędy wychowawcze”… z przyjemnością! :) Tylko czy to rzeczywiście są „błędy”? Macierzyństwo nauczyło mnie, że nic nie jest czarno-białe. Te postanowienia są oczywiście słuszne, ale mają raczej charakter zaleceń, a nie świętości. Ważne, żeby zachować zdrowy rozsądek i potrafić odpuścić (sobie i dziecku), złapać oddech, a potem znów podjąć wyzwanie marchewkowe albo „3 dni bez tv” :)

  • No faktoza, jak ktoś sobie z góry założył, że będzie idealny… ja się czasem złośliwie podśmiewuję z mam kilkumiesięcznych niemowląt, z tych ich ekosreko diety, moje dziecko bez cukru i tak dalej, bo najdłużej się tak da do przedszkola, a najcześciej pierwsze lody się daje rocznemu dziecku, a potem nie wiadomo skąd pojawia się nutella, ciasto drożdżowe (niektóre mamy są dość zabawne w udowadnianiu mi, że ciasto to nie słodycz, ihaha), słodkie napoje z misiami (u nas na szczęście rzadkość) i tablety, tv i co tam jeszcze cywilizacja wymyśliła. Teletubisiom jestem wdzięczna, bo odblokowały moje dziecko z gestami. Przy dzieciach z problemami rozwoju mowy gesty to podstawa, bo uczą nasladowania. A jak dziecko naśladuje gesty, to i niedługo potem mowa idzie do przodu i tak właśnie było u nas. Zawsze polecam tę serię, bo między teletubkami są filmy z dziećmi, które malują, rysują, biegają, opowiadają o karuzeli, machają papa na pożegnanie, uwbierają sie by pobiegać w deszczu, tańczą i robią masę pożytecznych rzeczy. Staram się nie tyle trzymac małą daleko od tv, co dać jej wybór w tym, co chce oglądać. I co? I okazuje się, że to tak jak z jedzeniem. Przez jeden dzień ogląda jedną głupią bajkę, a potem tydzień kabaret Potem, „Misia” Barei, Teletubisie, Krainę Lodu, Potwory i spółkę… i telewizji wcale nie chce, jak jej włączymy, bo mamy już dość tego samego filmu puszczonego 3x – to się denerwuje i na nas krzyczy, co jej za jakieś gówno puszczamy. Akceptuje tylko edukacyjną Lolę z Duck Tv, bo tam są cyferki i czasem jakąś edukacyjną wstawkę z nauką kształtów, kolorów czy liter. Że po angielsku, no trudno. Szkoda, że nie ma polskiego odpowiednika. Na jutubce też zamiast głupiej kreskówki woli piosenki o pięciu palcach, czy nauce kolorów. Dzieci garną się do wiedzy, tylko trzeba im ją sprytnie podsuwać. :)

  • Marzena

    Ja również podczas ciąży stworzyłam sobie wizję siebie jako matki idealnej. Karmienie piersią i żadnych posiłków przed telewizorem :) Rzeczywistość okazuje się inna niż sobie założyłyśmy. Myślę, że dla własnego dobra powinnyśmy doceniać to, co nam wychodzi w byciu mamą, niż analizować błedy, bo któż ich nie popełnia.

  • Agata Szkalska

    Matko jakbym o sobie czytała