Mum and the city

Bezstresowe wychowanie?

29 kwietnia 2014

DSC_1617

Nie jestem jego zwolenniczką. Nie pozwalam dziecku na wszystko. Kuku ma dopiero rok, a zna już słowa: „Nie można!” i „Nie wolno!”. Słyszy je, ilekroć zbliża się do włączonego piekarnika, otwiera zmywarkę, w której znajdują się noże, ale również wtedy, kiedy nie robi niczego niebezpiecznego, tylko na przykład rzuca pilotami lub próbuje zdjąć ze ściany głośnik. Czyli nie pozwalam na tak zwaną rozpierduchę, podczas której fantazja dziecka wypływa na szerokie wody i niczym nieskrępowana dryfuje w kierunku nieodkrytych jeszcze lądów. Wiem, beton wychowawczy. Sznuruję w ten sposób jego kreatywność w ciasnym gorsecie zasad. Ale co ja na to poradzę? Taka już jestem i nie będę udawać, że jest inaczej!

Uważam, że stres jest nieodłączną częścią naszego życia i rolą rodziców jest nauczenie, jak sobie z nim radzić, a nie oszczędzanie go dziecku za wszelką cenę. Mój maluch nie będzie mógł rysować po ścianach. Rzucać tym, co znajduje się na półce. Za każdym razem zostanie upomniany. Jeść będzie przy stole i na pewno nie pozwolę zasypiać przy telewizorze na kanapie. Nie dostanie do zabawy lakieru do paznokci czy innego zmywacza. W piłkę w domu będzie grać tylko pod nieobecność mamy. Tak, jestem złym policjantem. Ktoś musi.

DSC_1648

Jeśli teraz nie pozna smaku słowa: „Nie”, jakim będzie człowiekiem w przyszłości? Pewnym siebie, przekonanym o własnej wszechmocy i nieomylności, ciekawym świata, optymistycznym? Na pewno! Ale również zadufanym, dbającym tylko o siebie egoistą. Czy to źle?

Przecież człowiekowi, który jest pewny siebie, ale tak na granicy z arogancją, żyje się łatwiej! Nikt mu nie podskoczy. Potrafi twardo egzekwować to, co mu się należy. Albo tylko zdaje mu się, że się należy. Zagarniać świat dla siebie i pod siebie. To zwycięzca. Takich zwycięzców wychowują dzisiaj rodzice. Na wzór zachodni. Pozbawionych kompleksów, które nasze pokolenie dźwiga na swoich barkach. Wymazują ze słownika cnót wyrazy: skromność, wrażliwość, a zastępują je modnymi: odwaga, a nawet buta, umiejętność radzenia sobie w każdej sytuacji granicząca z cwaniactwem.

Trochę na przekór ciągle staram się pamiętać, że jednak – tak, tak, takie to niepopularne! – wychowuję moje dziecko dla świata. I dla innych ludzi. Chcę, żeby był człowiekiem dla drugiego człowieka. Dostrzegał nie tylko swoje potrzeby i patrzył dalej niż czubek własnego nosa. Żeby potrafił budować zdrowe i trwałe relacje z innymi. Żeby – poza nami, rodzicami – miał bliskich, którzy będą go kochać. Żeby pozwalał się kochać. Bo miłość własna nie wystarcza.

DSC_1626

DSC_1652

Jednak jest w bezstresowym wychowaniu coś, co mnie pociąga. Ten brak napinki. Czyli czapka zawiązana dla pewności pod szyją niekoniecznie i niekoniecznie przez okrągły rok. Dziecko na boso, kiedy właśnie tak chce biegać po trawniku. Gdy grzebie w ziemi, nie musi natychmiast myć rąk. I mama, która nie panikuje, kiedy tej ziemi odrobinę maluch posmakuje. Nie wytrąca z rąk gąsienicy, bo „Fuj!”.

Staram się o tym pamiętać. Pozwalam wspinać się na kanapę czy schody. Chcę, żeby czuł mój luz, a nie stres. Musi wiedzieć, że zawsze jestem obok, kiedy mnie potrzebuje, ale nie stoję nad nim jak kat nad dobrą duszą, bo wierzę w jego siły. I że da radę. Nie każę siedzieć na kocu, kiedy wychodzimy na zewnątrz i nie odciągam od każdej napotkanej kałuży. Jeśli ma ochotę – proszę bardzo, można się w niej wykąpać. W przyszłości będzie mógł wspinać się po drzewach i wisieć na płocie. Sięgać po nieznane i coraz wyżej.

Każdego dnia walczę o to, żeby nie być rodzicem, który zabrania tylko dlatego, że jego samego zjadają jakieś irracjonalne strachy. Nie chcę być rodzicem, który nie potrafi przekroczyć granic wyznaczonych mu w dzieciństwie. Nie będę. Nawet jeżeli co kilka minut miałabym gryźć się w język i liczyć do dziesięciu, dwudziestu, stu.

DSC_1682

DSC_1689

spodnie, koszulka – Zara | czapka – KappAhl | kamizelka – zrobiona przez babcię

Dodaj komentarz

9 komentarzy do "Bezstresowe wychowanie?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Bartnik
Gość

„Bezstresowe” to słowo, które się wypaczyło i jest obecnie postrzegane jako „bez zasad” a na początku oznaczało bez bicia, bez krzyku, bez uwłaczania jako sposobu wychowania powielanego przez lata, pokolenia. Dla mnie bezstresowe wychowanie to nie pozwalanie na wszystko, tak się nie da.

P.S. Moje dziecko właśnie wytwarza nieznośny krzyk. Póki co jestem spokojna, jestem spokojna, jestem spokojna….

Kuku-Mamuniu
Gość

Tak, wypaczyło się na pewno. Tak bardzo, że sama już nie wiem, jaka jest definicja i zastosowanie. Każdy rozumie po swojemu i po swojemu tłumaczy. Jeśli spokój i taki wychowawczy luz rodzica – super. Jeśli oszczędzanie stresu dziecku – nie kupuję tego, bo dla mnie to pozwalanie na wszystko (moje dziecko stresuje się, kiedy zabieram mu czekoladę lub odsuwam kubek z ciepłą kawą, po który właśnie sięgał).

Mama Filipa
Gość
Mama Filipa

Bezstresowe – bez bicia, krzyku, poniżania, ale z luzem i partnerskie, to tak, ale nie bez zasad. Zgadzam się w 100%.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Zgadzam się z tym, co napisałaś w 100%. Bezstresowe wychowanie nie oznacza wesołego hasania dzieciaczka samopas, ale podejścia do dziecka jak do przyszłego dorosłego człowieka, od którego będzie się oczekiwać normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Poza tym nic mnie bardziej nie drażni niż rozwydrzone dzieci, którym wszystko wolno: powiedzieć co się chce (no bo rozwijajmy ekspresję), bawić się czym się chce (no bo ciekawość świata), bić się z rodzeństwem bez ograniczeń, (znowu ta ekspresja), dosłownie rozwalać otoczenie. W sumie tylko jedna rzecz drażni mnie bardziej – brak reakcji ze strony rodziców i bierna obserwacja tego bezstresowego wychowania.

Kasia
Gość

Zgadzam się, że zasady muszą być. U nas w domu równiez obowiązują. Jednak nie przypomina on rygoru wojskowego, gdzie dziecko robi wszystko na komendę. Chyba każdy rodzic szuka takiego złotego środka, żeby dziecko nie żyło w ciągłym napięciu (nie rób, nie dotykaj, nie idź), a jednocześnie było nauczone tego, że nie żyje samo na świecie i szanowało innych.

Aneta
Gość

Bezstresowe wychowanie to zmora współczesnego świata. Niestety nie prowadzi ono do niczego dobrego. Tak na prawdę jest to iluzja wychowania, ponieważ prowadzi do tego, że dziecku pozwala się na wszystko. A przecież nie o to chodzi. Wychowanie powinno być dialogiem mistrza i ucznia, prowadzącym ku horyzontowi prawdy, dobra i piękna.
P.S Śliczny maluszek :)

Zapraszam do siebie: abcmalucha.net

Marta
Gość

Kamizelka najcudniejsza pod słońcem! :)

Aga N.
Gość
Aga N.

witam. bardzo fajny artykuł, zupełnie zgodny z moimi poglądami, dlatego polecam do przeczytania książkę ” W Paryżu dzieci nie grymaszą” i inne tej autorki. Prezentuje bardzo fajne i rozumne podejście od wychowania a la France, które widziałam w praktyce i potwierdzam pozytywne efekty. Jestem mamą, potem psychologiem:)
ps. autor „teorii bezstresowego wychowaania” po latach wycofał się ze swojej teorii, uważając ją sam za bzdurę…:)

Przemysław Pufal
Gość

Dzieciaki z określonymi konkretnymi granicami tego co wolno,
a czego nie, czują się bezpieczniejsze, niż te, którym na wszystko się pozwala.
Poza tym zgadzam się też oczywiście, że radzenia sobie ze stresem trzeba się
nauczyć. Dobrze, że istnieją jeszcze rozsądni rodzice!