Mum and the city

Bądź dla siebie dobra. Zagoń dziecko do roboty!

5 listopada 2015

Bez nazwy-1

Byłam ostatnio na obiedzie. Stoły suto zastawione, goście zadowoleni (bo najedzeni!), tylko gospodyni jakaś nie w sosie.
– Jestem wykończona – powiedziała mi na stronie – jeszcze o szóstej rano kroiłam sałatkę jarzynową.
– Ale w sumie: po co? – zapytał mój mąż, który nas podsłuchiwał. No tak, dla niego na stole mogłoby by być mięso i… tylko mięso.
– Jak to: po co? – otworzyłam ze zdumienia oczy – Kto nie lubi sałatki jarzynowej? – patrzyłam na niego jak wtedy, kiedy zamiast tortu nakładał sobie na talerz pęto kiełbasy. Czyli jakby uciekł z zakładu psychiatrycznego.
– Taka tradycja – westchnęła zrezygnowana gospodyni.
– Tak, u mnie w domu też zawsze była sałatka – kiwam głową ze zrozumieniem i nagle coś sobie przypominam – ale, ale… Kochana! Moi rodzice nigdy nie narzekali! A wiesz dlaczego? Bo to ja kroiłam!
Teraz ona patrzyła na mnie, jakbym uciekła z zakładu psychiatrycznego.
– Nieee – przez moment się zawahała, po czym nabrała pewności – nie! Moje dzieci nie muszą pracować. Jeszcze będą miały na to czas!

Spojrzałam na jej wyrośniętych chłopaków: dziesięć i trzynaście lat. Wydłubywali właśnie z rzeczonej sałatki jajko z groszkiem.

No to masz babo, co chciałaś!

WYZYSK NIELETNICH?

Przygotowywanie sałatki z majonezem nie było moim jedynym obowiązkiem. Musiałam: ścierać kurze, przebierać pościel, prasować, gotować obiady odkąd skończyłam dziesięć lat, robić zaprawy, myć naczynia, okna, podłogi i łazienki. Brzmi jak wyzysk nieletnich na granicy prawa? Tak myślałam, kiedy byłam nastolatką, chociaż moja mama zawsze sprytnie to ogrywała, twierdząc, że: „Nikt tak okien nie wypucuje jak Ilonka!”. No to starałam się jeszcze bardziej, żeby faktycznie udowodnić, że jestem w tym najlepsza. Bo jestem ;).

I w sumie nie mam do niej pretensji, bo kiedy już poszłam na swoje, byłam uzbrojona po zęby we wszystkie sztuczki na temat prowadzenia domu, lepiej nawet niż Anthea Turner i Małgosia Rozenek razem wzięte. Ba! Ja lubię jeździć na szmacie, chociaż dzisiaj – w świecie wyzwolonych kobiet – trochę siara się do tego przyznawać. No, ale czym skorupka za młodu…

DLATEGO MOJE DZIECKO TEŻ MA OBOWIĄZKI

Mimo że to dopiero dwulatek. Nie wyobrażam sobie na przykład zbierać jego zabawek!

Jasne, że on sam robi to dłużej. Czasami skubaniec w trakcie sprzątania puzzli do pudełka wpada na pomysł, żeby się jednak nimi pobawić. Więc rozsypuje wszystko i układa od nowa. A ja cierpliwie czekam, bo wiem, że inaczej serio niczego się nie nauczy.

ALE NIE WSZYSCY RODZICE TAK MYŚLĄ

Kiedy zabrałam się za pisanie, najtrudniej było mi wejść w skórę tych matek, które wszystko same i broń boże dziecku szmatkę do ręki dać. Bo ich nie rozumiem. I nie wiem, z czego to wynika?

Sądzą, że ich dziecko jest za małe, a potem nagle budzą się, kiedy ma osiemnaście lat i jedyne co potrafi to przypalić tosty na śniadanie?
Tak strasznie nienawidzą sprzątania, że postanawiają ustrzec przed tą najgorszą z najgorszych czynności swoje oczko w głowie?
A może wręcz odwrotnie – mają dzisiaj tyle ułatwień: pralkę elektryczną, zmywarkę, nowoczesne odkurzacze, panią do mycia okien – że w sumie nie odczuwają uciążliwości codziennych prac domowych na tyle, żeby prosić domowników o pomoc?

Tego nie wiem, ale wszystkim kobietom, które wstają o szóstej rano, żeby przygotować coś dla męża, dzieci lub domu, podczas gdy pozostali domownicy przewracają się właśnie na drugi bok, mam do przekazania krótki komunikat: bądź dla siebie dobra. Tak, dla siebie, nie tylko dla innych.

Bo jak ty nie będziesz, to kto?

Zdjęcia pochodzą z mojego Instagrama – chodź, jeśli jeszcze cię tam nie ma! ;)

  • Monika Mnich

    Mój kochany trzylatek robi to samo co Kostek :D Chociaż od momentu pójścia do przedszkola sprawniej idzie mu sprzątanie :D Potrafi nawet rano zrobić po sobie łóżko, czy wynieść naczynia do zlewu, bądź rzeczy do kosza na pranie :)
    Nie uważam, żeby był to wyzysk nieletnich :)
    Mam głupi przykład swojego lubego ;) On kocha porządek, doczepi się kurzu, nie umytych podłóg czy nawet nie wyniesionej szklanki do zlewu :) Sam zaś zostawia skarpetki pod łóżkiem… Dlaczego ? Otóż moja teściowa nauczyła, że wszystko po synusiu zrobi. Jak ona to powtarza, za każdym razem „Mężczyzna jest od zarabiania, Kobieta od dbania o niego” … :)
    A spróbuj podważyć jej zdanie … :P
    Nie zdajesz sobie sprawy jak ja się nasłuchałam ostatnio kiedy uświadomiłam ją że idę do pracy od przyszłego miesiąca :D

    • Wyobrażam sobie!

      Co do dzieci, u mnie jest podobnie jak u Ciebie. Ostatnio sprzątałam górną łazienkę, zrzuciłam na dół ręczniki, mój mały przerwał zabawę i poszedł je zanieść do kosza na brudy. Nie prosiłam! Dla niego to naturalne, tak samo jak wyniesienie papierka czy opakowania po jogurcie, dlatego uważam, że na naukę nigdy nie jest za wcześnie, a nawet: im wcześniej, tym lepiej.

  • Asia

    Kochana, Twój blog jest pierwszym , którego tak regularnie czytuję – gratuluję. Podobają mi się tematy, które poruszasz i Twój styl pisania. Podoba mi się również to , że w wielu kwestiach się zgadzamy. Moja trzylatka to uparta złośnica, czasami naprawdę dłuuuugooooo nam zajmuje wyegzekwowanie moich poleceń (np posprzątaj zabawki). Nie odpuszczam. Nie psuje to relacji między nami, pomagam i pokazuje i dopinguje jak trzeba postąpić. Na koniec buziak i przytulanie. Każdy w życiu ma jakieś obowiązki, zadania do zrobienia. Im szybciej to załapiemy – tym łatwiej będzie nam „ogarnąć” Dorosłość (przez duże D). Pozdrawiam Asia

  • Ali

    moje dziecko odkad nauczylo sie chodzic samo zanosi po sobie naczynia do zlewu, a smieci do kosza :) Uwielbia mopa, szczotke i odkurzacz. Razem z tata wynosza smieci i myja samochod. Podaje mi pranie do wieszania i wyciaga je z pralki i lament byl jak mu kiedys nie pozwolilam bo rozwalil na podloge – teraz jestem madrzejsza :))))) I uwazam ze na takich drobiazgach nauczy sie dbac o pewne rzeczy i szanowac innych prace. A ma dopiero 2 latka, ale tak jak napisalas „czym skorupka za mlodu….” –
    Mam znajoma – pracuje i zajmuje sie domem, a w domu ma meza i dwoch nastoletnich synow, ktorzy nie tkna palcem niczego i wszystko musza miec podane pod nos. Ta moja znajoma gotuje dwa obiady dziennie – jeden dla swoich chlopakow, a drugi dla tesciowej, ktora jest czesciowo niepelnosprawna i nie moze sama sobie gotowac. I pytam sie kiedys tej mojej znajomej po kiego diabla gotuje dwa razy zamiast raz dla wszystkich bo bynajmniej nie jest to kwestia jakies specjalnej diety itp I co mi odpowiedziala? Ze dla tesciowej gotuje po poludniu bo ta jada wczesne posilki a dla swoich facetow wieczorem bo oni wtedy zasiadaja do cieplej kolacji a nie zjedza nic odgrzewanego!!!! Ma byc swiezo ugotowane i podane pod nos! No to sie potem dziwic…. Moi faceci tak nie beda wychowani na pewno :D

  • Olga

    Wszystko zależy od wychowania i tego co się wyniesie z domu :) Moje koleżanki zawsze mi zazdrościły, że mój tato potrafi obiad ugotować i to od podstaw, nie tylko podgrzać to co żona zrobiła dzień wcześniej. Ojciec jednej wołał siedząc w kuchni aby ktoś zrobił mu herbatę. Ja gotuję obiady wspólnie z mężem jak jest w domu, ona po pracy leci do garnków by zrobić mężowi obiad… Ja gotowałam prostą zupę mając 12lat, obierałyśmy z siostrą ziemniaki do obiadu od dziecka. Jadąc więc na studia nie bałam się, że sobie nie poradzę z gotowaniem, nawet jak czegoś nie robiłam wcześniej to jaka to filozofia. Współlokatorka przyjechała z mrożonymi obiadami na cały tydzień i informacją „Tata nauczył mnie robić jajecznicę”

  • Angelika Przytocka

    Moj synek (1.5l.) jak tylko cos rozleje to od razu biegnie po scierke i wyciera. :-) pomaga mi w scieraniu kurzy, zabawki swoje sprzata praktycznie sam, bo nie mowie mu zeby posprzatal misie tylko, zeby ladnie poukladal na polce. :-) dziala jak na razie :P w gotowaniu tez pomaga, np podaje ziemniaki i inne warzywa, a pozniej obrane myje w misce z woda i wrzuca do garnka. A najbardziej uwielbia jak robimy ciasto. Caly dzien potrafi chodzic i mowic „brrr” i pokazywac na mikser. :D a miotla i szufelka to jak jego przyjaciele, prawie nierozlaczni :D

  • Nie zapomne, jak wysłałam swoją 5 latkę po bułki do pobliskiej piekarni, bałam się, że sąsiedzi oskarżą mnie o znęcanie się nad dzieckiem! Ale cóż ja chodziłam nic mi się nie stało, a co do sprzątania, posprzątałam córce w pokoju, a teraz powiedziałam, że to był ostatni raz, więcej tego nie zrobię, nie zwracam uwagi na jej bałagan, chce taki mieć ok, ja tylko tłumacze, że jak będzie taki bałagan, to ja nie będę się z nią bawić, i nie będzie zapraszać koleżanek. Itp itd, ciągle mnie ciekawi co moje dziecko na to odpowie, lub co zrobi :D

  • Wyrzucenie śmieci czy wytarcie kurzy to zwykły obowiązek i uważa, że dzieci powinny uczestniczyć w domowych porządkach. Bardzo się cieszę, gdy Antek mnie naśladuje i chce coś sam posprzątać – wyrośnie na fajnego faceta :)

  • dobrze że moja mama nie czytała Twojego bloga w czasach, kiedy można mnie było zagonić do pracy ;) a tak poważnie – bardzo słuszne podejście :)

  • marzena

    Buahaha, Dziewczyny to jeszcze nic. Moja dwulatka jak ide do pracy, a ona zostaje sama w domu to myje okna i trzepie dywany. A po powrocie czeka na mnie swiezutki chleb i domowe powidla jeszcze pyrkoczace w garnku. ;-)
    Dla takiego dziceka wyrzucenie papierka do kosza, czy udawanie odkurzania/zmiatania to frajda. Moja corka wrzuca ubrania do pralki tylko po to, zeby miec pretekst do pokrecenie pokretlami – czy to znaczy, ze nauczona jest robic pranie? Bez przesady.
    Uczyc dziecko obowiazkowosci i porzadku jak najbardziej, ale podniecac sie kopiowaniem wykonywanych przez nas czynnosci … kazde dzecko to robi.
    Czy umiejetnosc odblogowania telefonu i wlaczenia gry czyni z dziecka informatyka? Nie sadze.

  • Haha, się uśmiałam. :D Racja! Chociaż ja miałam w domu inaczej. Mama jak się sama rwałam do roboty mówiła „jeszcze się we własnym domu narobisz”. Była właśnie tym demonem pracy, co uważał, że wszystko zrobi lepiej i szybciej. No, ale i tak umiem męża zagonić do roboty. Kierowniczka ze mnie perfect! :D Córki jeszcze nie zatrudniam do prac domowych, bo ma dopiero rok. Zobaczymy jak to będzie…

  • 10 i 13 lat to rzeczywiście w sam raz do nauki obowiązków domowych. Tak, tak, do „nauki”, a nie „wyzysku”. Nie pamiętam dokładnie w jakim wieku się to zaczęło, pewnie stopniowo, ale z bratem mieliśmy podzielone obowiązki domowe równiutko po połowie: on odkurzacz, ja mop, on łazienka, ja toaleta, on śmieci, ja zmywarka, to samo z liczbą okien i pomieszczeń do ścierania kurzy – po połowie. Dla naszej mamy to była ogromna pomoc, do dziś pamiętam jak cierpiała, kiedy wyjechaliśmy na studia ;))) Lecz przede wszystkim to była dla nas bezcenna nauka. Sprzątanie, dbanie o swoje otoczenie to nieodłączny element dorosłości, tego się nie przyswoi pomagając „od święta”.
    To bardzo ważne, aby dzieci w przyszłości były samodzielne. Dotyczy to ZWŁASZCZA facetów. W akademiku dość się napatrzyłam się na nieporadnych maminsynków, całe życie obsługiwanych przez mamusie, babcie, siostry… Szczerze współczuję ich obecnym żonom – o ile takowe znaleźli ;) Nie chcę polecieć stereotypem, więc dla równowagi dodam, że znam również dziewczyny, których jedynym „obowiązkiem” w dzieciństwie była nauka – dziś ogarnięcie domu to dla nich prawdziwa katorga.

  • Gdy byłam dzieckiem, również miałam wiele obowiązków i teraz z perspektywy czasu wiem, że … wyszło mi to na dobre. :) Pamiętam, gdy sama coś robiłm to faktycznie w pewnym momencie zaczęłam się buntować i pytać dlaczego ja muszę, a moja młodsza siostra nie? Słyszałam w odpowiedzi: „bo jest jeszcze za mała, gdy będzie w twoim wieku …” i tak zawsze, nigdy nie była w odpowiednim wieku. :) Jestem jednak za to wdzięczna, bo ja potrafię … A jak z moją córką? Otóż ze sprzątaniem bywa różnie, ale jeśli robimy coś razem jest bez grymasów, a nawet sama dołancza do mnie. Gdy myję naczynia i sztućce – ona je odkłada, gdy odkurzam – che robić to samo, kurze? – mamo daj szmatkę. Z zabawkami bywa róznie, bo przeważnie słyszę – „zrobimy to razem, pomożesz mi?” Ale nie jest tak, że to ja zawsze muszę robić coś za nią, a ma dopiero 4 latka i pomaga mi od jakichś dwóch lat już. :)

  • Moja mama wszystko chciała zrobić „lepiej”, tzn sama. Zawsze byłam bałaganiarą, w moim pokoju do końca mieszkania z rodzicami panował „artystyczny nieład”, ale jako nastolatka sama się garnęłam do mycia podłóg, łazieniek, czy gotowania. Nie miałam takich obowiązków, ale sama chciałam w pewnym momencie o to zadbać. Moje siostry niekoniecznie;) a mama dziś ma takie problemy z kręgosłupem, że szok. Moje dzieci będą miały swoje zadania, nie tylko dlatego, żeby mi ulżyć, ale także, żeby po prostu to poznały:) mam nadzieję, że o tym nie zapomnę;)))

  • Basia Światowiec

    przypomniała mi się pewna sytuacja z pracy,. Klientka odebrała telefon podczas zabiegu bo…musiała wytłumaczyć „dziecku” jak przygotować mrożone warzywa…myślę…pewnie młode dopiero zaczyna kucharzyć (tak wnioskowałam po dokładnym tłumaczeniu nawet jak opakowanie otworzyć ), nic mylnego! Klientka poinformowała mnie że dziecko to 18 letnia dziewczyna! szczena mi opadła! z własnego dziecka zrobiła kalekę…