Mum and the city

A jeśli powiem ci, że dzięki tabletowi moje dziecko jest mądrzejsze???

1 października 2017

O nowych technologiach w kontekście dzieci mówi się dużo i zazwyczaj… Źle. Że telewizja jest dla leniwych matek, co to wolą ją włączyć, żeby ugotować obiad, zamiast tak jak na #prawdziwąmatkę przystało odlewać ziemniaki z dzieciem na rękach. Bo wiadomo, że naprawdę dobra matka unika nowych zdobyczy techniki tak samo jak cesarskiego cięcia oraz mleka z butelki. Ale i tak najlepsza jest wcale nie w wychowaniu, a w ściemnianiu w internecie na swój temat!

DOBRA, TROCHĘ SIĘ POŚMIAŁYŚMY, WIĘC CZAS POSYPAĆ GŁOWĘ POPIOŁEM

Mój syn korzysta z tabletu, do czego przyznaję się bez bicia, chociaż z pewną taką nieśmiałością, bo to temat, który od zawsze wywołuje wrzenie i najwygodniej byłoby udawać, że wcale go nie ma.

Na początku było mi wstyd, że inne matki doskonale sobie bez niego radzą, a ja coś nie potrafię, ale szybko porzuciłam te myśli i doszłam do wniosku, że:

a) większość z nich po prostu się kamufluje,
b) mamy XXI wiek, helloł! Nowe technologie są tak wpisane w nasze życie, że umiejętność korzystania z nich np. na rynku pracy będzie ważniejsza niż umiejętność… Kaligrafii, 
c) ja nie jestem i nie muszę być „inną matką”!

Kostek tablet dostał jakoś po trzecich urodzinach, wtedy, kiedy w naszym życiu pojawiła się Basia. Nie potrafiłam ogarnąć noworodka i rozbieganego trzylatka, który nie potrafił jeszcze do końca bawić się sam, za to koniecznie chciał się bawić ze mną akurat w chwili, w której usypiałam jego rozkrzyczaną siostrę. Ok, trochę niepotrzebnie się tłumaczę.

Bo tak czy siak tablet w naszym życiu jest i chociaż nie chcę nikogo przekonywać do dawania go dzieciom, uważam, że dzięki mądremu z niego korzystaniu dziecko może więcej zyskać niż stracić.


MĄDRZE CZYLI JAK?

Dziecko tak już ma, że na tablecie mogłoby siedzieć godzinami, a nawet dniami całymi i tygodniami. Jeśli mu tego żelazną ręką nie ograniczysz – to znaczy nie narzucisz pewnych zasad – nie licz, że samo pójdzie po rozum do głowy i tablet kiedyś mu się znudzi ;). Ba! Jestem bardziej niż pewna, że po pewnym czasie będzie wolało zostać w domu i pograć zamiast iść na plac zabaw i pobiegać z kumplami. A to już nie jest fajne i to jest właśnie ta czarna strona nowych technologii, o której każda z nas pamiętać powinna. Pewnie właśnie przez to są one tak demonizowane.

U nas jest tak, że najzwyczajniej w świecie się z Kostkiem umówiliśmy na tablet w dni, w które nie ma przedszkola, to znaczy w soboty i w niedziele, ale pod warunkiem, że nie zaplanowaliśmy na ten czas innych aktywności (wyjazd do babci/na lody/na wakacje). Synek może oglądać ulubionego Youtuba ok. 1 godziny (tutaj znowu w zależności od tego czy bardzo się nudzimy, czy jednak musimy jeszcze zrobić zakupy/posprzątać pokój/pojechać na budowę). Raczej nie wieczorem, pilnuję też, żeby nie było to przed samym snem, bo zauważyłam, że młody ma wtedy problem z zaśnięciem.

Treści, które dziecko na tablecie konsumuje powinno się kontrolować, ale tak naprawdę ja tego nie robię, to znaczy nie wybieram mu co może, a czego nie, choć oczywiście zerkam przez ramię, czym jest zajęty i czy nie jest to przypadkiem nic zdrożnego.

Dzięki temu, że nic mu nigdy nie wybierałam, po pierwszej fascynacji głupiutkimi filmikami, na których rozwija się Kinder Niespodzianki, przeszedł na jasną stronę internetu i sam znalazł odpowiadające mu filmy edukacyjne.

DZIĘKI TABLETOWI MÓJ SYN NAUCZYŁ SIĘ M.IN. LICZYĆ DO TYSIĄCA PO ANGIELSKU ORAZ PISAĆ

nauka alfabetu

To było tak, że pojechaliśmy kiedyś na zakupy, on sobie siedział w wózku sklepowym i mówił coś sam do siebie, po cichu. Nadstawiłam ucha: „Eighty one, eighty two, eighty three… One hundred fifty four, one hundred fifty five, one houndred fifty six…”. Ponieważ na tablecie widział cyferki i liczby, potrafi je odczytać, przetłumaczyć, a nawet dodać czy odjąć (oczywiście tutaj w obrębie 20, a nie tysiąca).

Po fascynacji liczbami przyszedł czas na fascynację literkami. Kostek znalazł sobie tzw. ABC Songs czy Alphabet Songs (niestety, większość jest po angielsku i tylko kilka po polsku), a ponieważ oglądał je namiętnie, Youtube podpowiadał mu tam z boku na marginesie piosenki w podobną mańkę, w które oczywiście klikał i uczył się dalej:

  1. Całego alfabetu.
  2. Jak wyglądają litery małe i duże oraz jak je zapisać.
  3. Angielskich słówek zaczynających się na daną literę i to takich, których nie znam nawet ja (jestem po klasie językowej) ani Piotr (pracujący przez wiele lat w międzynarodowej korpo, gdzie porozumiewał się ze współpracownikami głównie po angielsku).

 

Teraz są dni, w których Kostek chce z nami rozmawiać tylko po angielsku, dopytując, jak jest to, a jak jest tamto, a kiedy nie wiemy, sam wypala: „No jak to, mama?! This is goat! Dżi like goat!!!”.


PEWNEGO DNIA DOSTAŁAM OCHRZAN OD OKULISTY

Bo zabrałam młodego na kontrolę, a ten, zamiast czytać planszę z obrazkami, zaczął od cyferek i literek. Pan doktor nie chciał uwierzyć, że nie przyłożyłam do tego ręki i to wcale nie jest tak, że zmuszam czterolatka do nauki. Zresztą, nikt mi nie wierzy, że on sam się garnie, a już tym bardziej nie ufa, kiedy mówię, że to wszystko dzięki temu złemu tabletowi, co to niby miał rozum odbierać, ale nasza historia jakoś zupełnie temu przeczy.

W internecie jest mnóstwo edukacyjnych treści, które mogą być naszym sojusznikiem, a nie wrogiem. Nie chcesz? To nie dawaj swojemu dziecku tabletu! Ale nie krytykuj matek, które to robią. Czyż świat nie byłby piękniejszy, gdyby każdy zajął się wychowaniem własnego dziecka, a nie cudzych?

nauka alfabetu


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? UWAŻASZ, ŻE JESZCZE KOMUŚ MOŻE SIĘ PRZYDAĆ? BĘDZIE MI BARDZO MIŁO, JEŚLI:

  • polajkujesz go albo udostępnisz na moim fanpejdżu,
  • dasz mi o tym znać komentarzem,
  • zaobserwujesz mojego Facebooka, żeby być ze wszystkim na bieżąco,
  • dołączysz do nas na Instagramie :)
  • Paulina Domińczyk

    Nasz synek tez zaczynal od filmikow z kinder jajami. O mamo, jak mi to rylo glowe ?

  • e-milka

    No, to rozwijanie jajek i ta monotonna powtarzajaca sie melodia… Czarna strone tez znam i po prostu czasem „zmuszam dziecko do szczescia”. Czyli wychodzimy i koniec, nie powiem, ze bez dyskusji, bo dyskusja jest i to wartka. ;) Natomiast zauwazam, ze po kilku krokach barmuch sie wypogadza, po kilkunastu zapomina o tym, jak bardzo chcial zostac w domu, a po powrocie ma glowke pelna inspiracji.
    U nas wlasnie jest dyskusja w nowej szkole corki – czesc dzieci ma smartphony i znowu czesc z nich woli spedzac przerwy z nimi, a nie z rowiesnikami. Uwazam, ze szkoda, bo potem bedzie im brak wlasnych przezyc i wspomnien. Z drugiej strony wiem, ze kazda nowa technologie krytykowano i jak sobie pomysle, ile czasu spedzalismy my, ogladajac slabej jakosci kasety wideo z amerykanskimi filmami klasy B i C. :) A w telewizji, jak sie szlo na pozniejsza zmiane, nawet „Kwadrans dla rolnika”. A przeciez dzieki talk showom i „Aniolkom Charliego” nauczylam sie niemieckiego. Co ciekawe, teraz praktycznie nie ogladam telewizji i co dziwne, nie nosze ciagle jeszcze okularow, choc to mi wrozono, bo „wiadomo” bylo, ze telewizja psuje oczy.
    Z tym garnieciem do nauki to tez jest kontrowersyjny temat. Uwazam, ze bzdura jest hamowanie ciekawosci dziecka, w imie „No bo w szkole sie bedzie nudzic.”. Moje dzieci tez zawsze interesowaly sie liczbami, corka tez figurami geometrycznymi, ktore mi pokazywala na ulicy, np. na znakach drogowych. W przedszkolu liczyla do dwudziestu bez pomocy paluszkow i nauczyla sie tego sama. Znala literki, ale czytac nie umiala, nauczyla sie w szkole i poszlo ekspresem. Wiadomo, na kazdy temat sa badania. Dzieci „zmuszane” przez rodzicow do nauki literek czy cyferek, zeby rodzice mogli sie popisac przed ciocia Kasia, maja przewage w szkole przez okolo 1-2 lat, a potem ich poziom spada, czy tez wyrownuje sie do poziomu naturalnych uzdolnien. Dzieci, ktore same sie garna, najczesciej przez cala szkole sa w czolowce.

  • Sialua

    Super tekst! Używam tabletu namiętnie, moja córka ciągle mnie z nim widzi, to i domaga się żeby jej dać. Zainstalowałam świetną, polską aplikację ze zwierzątkami i córka sobie ogląda (pluje na ekran, uderza i takie tam :)). Jestem wyrodną matką bo zamiast uciec z tabletem do ubikacji to dałam 6 miesięcznej córce do zabawy! A tak jak dam na chwilę to na resztę dnia spokój :).

    Miałam obawy ale widzę, że młoda „pobawi” się nim góra 5 minut i znajdzie coś lepszego. Ćwiczy natomiast koordynację ręka oko usiłując złapać zwierzątka, kojarzyć dźwięki ze zwierzątkiem. Miałam z nią problem jeśli chodzi o gaworzenie, bo nie chciała gadać w towarzystwie. Teraz zrobiła się strasznie rozmowna :).
    Jak będzie miała 3 latka też dostanie. A co!

  • Kasia A.

    Tylko sie tak zastanawiam ile dzieci korzysta tak edukacyjnie z tabletu…
    Mój pierwszak jak mu sie da sprzęt, to gra w budowanie miasta. Młodszy (lat 3) nie jest za bardzo zainteresowany – jedynie piosenki i zwierzaki – idziemy do zoo, fingery itd. My wydzielamy korzystanie z tabletu starszemu do maks godziny, a młodszy może żyć bez tego (co mnie cieszy).

    • Sialua

      Ta edukacja to tak raczej przy okazji, bo i tak chodzi o fun i brak nudy :). Budowanie miasta spokojnie można podciągnąć pod rozwijanie wyobraźni przestrzennej, naukę zarządzania środkami jakie się ma do dyspozycji, itp.
      Dobrze, że macie wspólną kontrolę nad treściami i sposobem korzystania z tabletu. Wydaje mi się, że to właśnie rodzice powinni nauczyć dobrego korzystania z dobrodziejstw XXI wieku, a nie koledzy / koleżanki :). To jak z zakazanym owocem, będzie kusić.

  • Aleksandra Ś.

    Najbardziej podoba mi się ostatni cytat, żeby każdy interesował się wychowaniem swoich dzieci :-) Mój syn tez przechodził przez te odparowywanie jajek, nie mogłam tego znieść :p Zaczyna nieźle przyswajać angielski i to jest fajne :-)

    A nawiazując do Twojego najnowszego wpisu- właśnie wpisałam to wszystko w nazwę użytkownika…
    Pozdrawiam!

  • Aleksandra Ś.

    Najbardziej podoba mi się ostatni cytat, żeby każdy interesował się wychowaniem swoich dzieci :-) Mój syn tez przechodził przez te odpakowywanie jajek, nie mogłam tego znieść :p Zaczyna nieźle przyswajać angielski i to jest fajne :-)

    A nawiazując do Twojego najnowszego wpisu- właśnie wpisałam to wszystko w nazwę użytkownika…
    Pozdrawiam!