Mum and the city

A dajcie wy nam wszyscy święty spokój!

30 listopada 2015

DSC_3669_1

Wśród wszystkich macierzyńskich szoków ten był szokiem największym. Wcale nie nieprzespane noce. I że karmienie piersią nie jest naturalnie proste. Nawet nie to, że nie umiem z dzieckiem i wszystkiego muszę się uczyć od nowa. Jak tabliczki mnożenia w szkole, choć tym razem było trudniej. Ale i tak najtrudniejsze okazało się to, że z dnia na dzień z osoby, która zawsze własnymi ścieżkami i w sumie nikomu nic do tego, stałam się kimś, komu się na ręce patrzy. Cycki maca, czy leci. Brzuch ogląda. I nie tylko ;). Ale nawet nie to… Bo obcy ludzie zaczęli mnie pouczać. Jak opiekować się (moim! Własnym!) dzieckiem. I dlaczego robię to źle.

Włączam komputer. I się zaczyna! Na Facebooku wyskakuje powiadomienie: „A twoje dziecko ile dzisiaj zjadło cukru?”. Patrzę na jogurt i tego banana, co mu na śniadanie dałam, karcąc się w myślach, że to nie była owsianka jednak. „Nie pozwalaj mu tak siedzieć! Bo będzie mieć krzywe nóżki!” – czytam komentarz pod starym wpisem. Jednym okiem, bo drugie już spogląda w kierunku telewizora, gdzie w programie śniadaniowym żywa dyskusja, dlaczego dla dobra dziecka trzeba prać w orzechach, a nie w proszku. Wychodzę na dwór, lekko poddenerwowana, tym bardziej, że w drodze na autobus Kostek coraz głośniej pokasłuje. „On jest chory!” – zaczepia mnie starsza kobieta. Jakbym nie wiedziała! „Tak, idziemy do lekarza” – czuję się w obowiązku (choć w sumie nie powinnam!) wytłumaczyć przed zupełnie obcym mi człowiekiem.

Tak jak obcy ludzie czują się w obowiązku – choć również nie powinni! – wtrącać w życie matki. Bo wiadomo, że matka to nieobliczalna jest i tylko patrzy, jak dziecku swojemu krzywdę zrobić?

I gdyby to chociaż z troski wynikało!
Ale nie…

Bo czego oni się właściwie wszyscy czepiają?
Że jak święta krowa z tym wózkiem idziesz, przejechać przez środek sklepu próbujesz. I miejsce w kolejce zajmujesz. W autobusie, w przychodni. Dziecko w miejsca publiczne zabierasz, zamiast w domu siedzieć. A oni nie chcą jeść i na twoje dziecko patrzeć. I tak, to jest twój problem, a nie ich!

I jeszcze telefon na spacerze przeglądasz. W piaskownicy, zamiast babki przesypywać, tobie się plotkować zachciało!

I dalej.
Za mało o dziecku myślisz. 
Lub że tylko dziecko masz w głowie, pieluchę zamiast mózgu. Książek nie czytasz, do teatru nie chodzisz. Taaa… Bo bezdzietni tak często chodzą ;).
Czapeczkę latem zakładasz, oszalałaś?
Czapeczki nie zakładasz – chcesz żeby miało zapalenie ucha?
Za dużo nosisz i tylko przyzwyczajasz.
Za mało, stanowczo za mało. Nie masz chusty? A kangurowałaś chociaż? Śpisz z dzieckiem?
Jak to: śpisz z dzieckiem?! A co na to twój mąż?
I cukier dajesz. Słyszałaś o cukrzycy, próchnicy, najnowszych badaniach na temat raka?
Twoje dziecko cukru nie zna? Biedne…

No, biedne. Obojętnie jaką matką byś nie była. Obojętnie czego byś nie zrobiła.

I możemy się teraz śmiać z tego, ale jaką siłę trzeba mieć w sobie, pewność siebie niezachwianą, żeby tak zwyczajnie się nie dać? Robić – mimo wszystko – swoje? I wierzyć, że jak ten telefon wyjmiesz na spacerze, to nie znaczy wcale, że złą matką jesteś?

kolaż3

Bo nie jesteś. Tylko… Stałyśmy się jakimś narodowym workiem do bicia. Same siebie też okładamy.
Dlatego dzisiaj mówię: dość. Ja mam dość. Nie potrzebuję twoich rad. Nie potrzebuję uwag. I tak zrobię po swojemu.

Nie dołuj młodej matki, bo w momencie, w którym ty jej morały prawisz – ona zrozumienia potrzebuje. Akceptacji i wsparcia. Niczego więcej.

DSC_3644_1

DSC_3661

DSC_3668

DSC_3667

futerko – vintage
kapelusz – H&M
rękawiczki (obsługujące smartfony!) – Napo Gloves

DSC_3656

  • marzena

    Tak, te wszystkie rady sa mega frustrujace. Ale co ciekawe wyglada na to, ze co dla jednej matki jest ingerencja, dla drugiej to juz tylko dobra rada. Bo widzisz, ten komentarz o tych nozkach pamietam (nie ja go zamiescilam) i przyznam, ze uznalam go za bardzo pozytywny, w sensiem, ze wynikajacy z troski.
    I np. sama mialam zamiescic komentarz na innym blogu, gdzie pokazany byl pokoik dziecka ze sznurem lampeczek (takich prawie choinkowych) zaraz na lozeczkiem dziecka. Dla mnie to jest mega zagrozenie. Niby masz wrazenie, ze dziecko juz duze (2,5 roku), wiec niebezpieczenstwa nie ma, ale wlasciwie nie wiesz czy akurat mu nie strzeli mu do glowy pomysl owiniecia sie tym sznurem dookola glowy. No i wlasnie zeby nie byc „ciotka dobra rada” nie zamiescilam tego komentarza.
    Wiec widzisz, ciezko jest wyznaczyc granice… obok pobitych, glodnych, zmarznietych dzieci czasami tez przechodzimy obojetnie, bo boimy sie zworocic uwage.

    • Jeżeli dzieje się krzywda – to tak.

      Ale… Mój synek ma w pokoju drabinę. Serio, prawdziwą, wysoką drabinę (tyle tylko, że przymocowaną do ściany, więc nie spadnie mu na głowę, ale można się po niej spokojnie wspinać na górę ;)). Wiesz ile osób zwracało mi uwagę (lub prosiło), żebym ją stamtąd usunęła? Grrr… Czy to zrobiłam? Nie. Nie widzę w drabinie niczego niebezpiecznego, poza tym znam mojego syna (w przeciwieństwie do „cioć dobra rada”) – to mądry i rozsądny chłopczyk.

      • marzena

        A jak sie moze stac potecjalna krzywda to juz tak czy jeszcze nie?
        A jak tak, to jaka wizja potencjalnej krzywdy jest juz pozwoleniam na ingerencje? Czy zworcenie uwagi matce ktora postawila goraca kawe na brzegu stolika to dobra rada czy ingerencja, bo ona przeciez tez moze miec madrego i rozsadnego 2-3latka. ;-) Ilona, pisze to z duza dawka sarkazmu. Lubie posty wywolujace dyskusje w komentarzach.
        I dla jasnosci, nie lubie tych wrednych, nic nie wnoszacych kometarzy typu kladz tak, cycka dawaj tak, posadz tak, nakarm tym…ale prawdziwa dobra rada nie jest zla. Tak jak mowie po tym komentarzu o nozkach poczytalam troche i jak widze moja corke w takiej pozycji od razu pada komenda „usiadz po turecku”.

        • Komentarz o nóżkach jest w sumie przykładem dobranym na potrzeby tekstu, bo mam fajne czytelniczki, które wybitnie rzadko się czepiają ;) (długo szukałam CZEGOKOLWIEK w głowie i nie mogłam znaleźć!). I też nie odebrałam go jako coś złego. Ja faktycznie nie miałam pojęcia, że warto na to uważać, więc czegoś się po prostu nauczyłam.

          Ale poczytałam trochę i w sumie nie jest tak, że trzeba od razu panikować („nie sadzaj tak dziecka!”), bo jeśli jest to jedna z wielu pozycji, jakie ono przyjmuje, to jest ok :). Gorzej jeśli siada tylko w ten sposób, bo wtedy nawet nie chodzi o wykrzywienie się nóg, tylko to może być oznaką większych zaburzeń (kłopotów z równowagą).

          Chodzi też o to, że nie ma niestety JEDNEGO PRAWIDŁOWEGO wzorca postępowania z dzieckiem. Jedna matka jest bardziej „wrażliwa” i np. nie pozwala dziecku siadać w ten sposób w ogóle, czapkę ubiera przy +15 stopniach, nie pozwala jeść lodów zimą, picie podgrzewa, myje ręce co kwadrans, a w nocy zapala lampkę nocną w sypialni dziecka (osobiście nie widzę w tym niczego złego! To po prostu jej sprawa). A druga nie zakłada bramek na schody, wychodzi na spacer jak dziecko ma katar, dziecko śpi samo w ciemnym pokoju i nie musi myć rączek przed każdym posiłkiem (to ja, to ja!). Wg pierwszej matki narażam własne dziecko i prawdopodobnie zwróciłaby mi uwagę. Tylko… Po co? Ja to puszczę mimo uszu (bo moim zdaniem: nie narażam, po prostu się nad dzieckiem nie trzęsę), a ona wyjdzie na czepialską ;).

          • marzena

            Haha bede musiala zyc ze swiadomoscia bycia niefajna czytelniczka, ktora akurat sie czepia. Tak ja sie lubie czepiac, a jak juz zwesze okazje do dluzszej dyskusji to nie odpuszcze. A najgorsze jest to, ze ja sama jestem matka bardzo nieidealna i mimo ze mam tego swiadomosc nadal mam ochote zwracac innym matkom uwage i nie tylko wtedy gdy mowa o bezpieczenstwe – nigdy nie zrozumiem dlaczego matki zstawiaja dzieci same podczas kapieli, nie zapinaja dzieci w foteliku samochodowym, czy daja im zabawki, ktore stanowia dla nich zagorozenie (tu wliczam rowniez dekoracje pokoju) . Po jasna cholere ludzie kupuja „szampana” Piccolo i wlewaja dwulatkom do szampanowek ja sie pytam? Albo co im strzela do glowy, zeby powolic dwulatkom maczac paluszek w piwsku? No ja to sie jednak lubie czepiac, nie zaprzeczam.

          • Justyna Lisicka

            Co jest złego w piciu Piccolo?? Chodzi Ci o zwyczaj, czy o skład?

  • Muszaki

    Rękawiczki!!! Wpisałam na listę życzeń na święta!

  • piękne rękawiczki, rozważam dopisanie do listy życzeń :)

    • Byłabyś zadowolona ;).
      Na żywo są jeszcze śliczniejsze (mięciutka skórka cielęca, ciepła podszewka, idealne wykończenie <3).

  • Bardzo irytujące są te , czy to od rodziny początkowo (teściowa) czy od obcych. Ja zawsze wszystkim „pomocnym” dziękuję i robię swoje. Pamiętam jak teściowa przeżywała, że mój synek nie śpi z rękami do góry (to niby objaw zdrowia) i gdy w końcu udało mi się zrobić zdjęcie, na którym mały tak spał, wysłałam jej z podpisem „hende hoch!” Na początku mojej drogi jako matka bardzo mnie te rady denerowowały i zasiewały jakieś ziarno zwątpienia w mnie samą. Już lepiej niech te osoby ugotują nam obiad lub posprzątają w domu. Takiej pomocy nie odmówię ;-)

  • asieklack

    http://www.obrazki.jeja.pl/16376,anegdota-o-czlowieku-na-osle.html tak mi się od razu skojarzyło ;)
    a generalnie to mi się udało puszczać wszelkie uwagi mimo uszu :) czego życzę wszystkim! och o ile lepiej się wtedy żyje! :)

  • Właśnie kuzynka podrzuciła mi linka do Twojego tekstu, jako że w weekend dokładnie na ten sam temat rozmawiałyśmy. Właśnie przez te miliony dobrych rad i zwracania uwagi któryś raz z kolei, matka na początku swej kariery (jak ja) zaczyna wątpić w podejmowane przez siebie decyzje. I te wyrzuty sumienia pojawiające się na każdym kroku – pierś odstawić? do żłobka posłać? Ale uczę się i coraz bardziej jestem odporna na te uwagi. Na całe szczęście, bo w pewnym momencie zaczęłam myśleć, że może i złą matką jestem.

  • Agnieszka Słoma

    Święte słowa!!! Nie cierpię jak ktoś mnie poucza jak ja mam wychować swoje dziecko! Każdy jest inny, każdy ma inne wartości, priorytety wpojone.
    Bardzo milo się to czyta, co napisałaś :)

    http://fitnesscookmadame.blogspot.com/

  • Napisałaś to tak satyrycznie, że jak czytam to się śmieję. ;) Ale nie zawsze mi do śmiechu z takimi komentarzami od obcych ludzi, głupimi radami, wtrącaniem się. Pamiętam, jak moja córka trafiła do szpitala. Ząbkowała, gorączkowała przy tym, nic nie chciała jeść, piła też słabiutko. Trafiłyśmy do szpitala. Lekarze nie stwierdzili, czy osłabła z odwodnienia, a może z bólu głowy. W każdym razie jak wyszłyśmy, poszłam po leki dla niej, do naszej „zaprzyjaźnionej” apteki. Tam pani farmaceutka, mnie zbeształa, że jak mogłam dziecko odwodnić, że co picia nie podawałam..? No pewnie, że nie, jak nie chciała, to po co było się trudzić, nie? :/ A ja zmęczona po kilku dniach nocowania w szpitalu na polówce – psychicznie i fizycznie, zdenerwowana i zmartwiona o zdrowie mojego dziecka, po prostu wyszłam i godzinę płakałam.

  • Pewnie te obce ‚baby’ wreszcie mogą dać upust swej frustracji, bo pewnie również ich mamy, teściowie i wszystkie znajome też je tak ‚pouczały’ ;D Ja to już zawsze odpowiadam, że to ja wiem, co jest dla mojego dziecka najlepsze, a czasy się zmieniły i coś co było ok 30 lat temu często zalecane, teraz często jest odradzane.

  • Malgo PK

    Taka piękna, stylowa kobieta na zdjęciach, że ciężko skupić się na tekście! ;)