Mum and the city

7 brzydkich rzeczy, które robię – wcale nie po kryjomu

26 maja 2015

DSC_0004_1

DSC_0011_1

DSC_0012_1

Przyznam się Wam do czegoś… Każdego dnia robię pewne bardzo brzydkie rzeczy…

Ale w sumie nie to jest najgorsze, tylko fakt, że ani się tego nie wstydzę, ani tym bardziej nie mam zamiaru się zmienić. Jakoś przecież trzeba sobie w życiu radzić!

DSC_0013_1

DSC_0015_1

Więc ja radzę sobie tak:

1. Udaję, że nie widzę, kiedy zaczyna się druga bajka.

Zwłaszcza, jeśli kawa jest jeszcze ciepła.

2. Kupuję nową zabawkę zawsze, gdy chcę mieć czas dla siebie.

Miało być bez zabawek, wiem. Nikt mnie jednak nie ostrzegł, że życie bez zabawek tylko w teorii jest fajne, bo w praktyce oznacza, że… Tą zabawką będę ja. Przez cały dzień! No prawie, bo na zmianę z mężem, który wieczorami przejmuje dyżur.

Wiecie po czym poznaję, że w telewizji będzie ważny mecz? Po tym, że po pracy Piotr staje w drzwiach i już od progu woła:
– Zbierajcie się! Jedziemy do Smyka!

3. A potem niektóre z tych zabawek… Gubię.

Im głośniejsza, tym większe prawdopodobieństwo, że przypadkiem nam zginie.

4. Kłamię jak najęta.

– Jeszcze tu wrócimy, obiecuję! – powtarzam, kiedy chcę jak najszybciej czmychnąć z placu zabaw, na który oczywiście wcale nie mam zamiaru wracać.
Kiedy dziecko się opiera – a opiera się zawsze! – wyciągam cięższe działo:
– Chodź do domu, no! Zobaczymy, co u Teletubisi!
Zbiera zabawki, idzie. Gdzie tam, biegnie, bo Tinky Winky czeka.
– No patrz… Telewizor się zepsuł – już w domu robię wielkie oczy i macham dziecku przed nosem pilotem.
Więc mi go zabiera i też macha. Ale telewizor nie włącza się od tego machania, dlatego rozkłada bezradnie rączki i mówi:
– Uuuu…
Bo przecież mama chciała dobrze…

DSC_0020_1

DSC_0032_1

DSC_0024_1

DSC_0026_1

5. Porozumiewam się z innymi dorosłymi szyfrem.

Mój synek niewiele jeszcze mówi. Ale rozumie wszystko! Dlatego mamy listę słów zakazanych, których nie należy przy nim używać, jak na przykład: kabanos czy telewizor – bo wtedy on tych rzeczy chce nadużywać. Jeśli nie przypominam – sam zdaje się nie pamiętać o ich istnieniu.

Z tego powodu wymyśliłam razem z mężem szyfr, który rozumieją już wszyscy z naszego otoczenia poza… Dzieckiem. Jednak, jakby ktoś obcy posłuchał nas z boku, mógłby się trochę zdziwić:
– Co ty wyprawiasz?! Schowaj tę suchą parówę! Przy dziecku wyciągasz? Tak przed kolacją?! – wołam z trwogą, widząc, jak mąż rozpakowuje zakupy i wcale nie chowa się z kabanosami.

6. Używam dziecka jako wymówki, żeby nie zajmować się niektórymi sprawami.

Nie jest tak, że nie lubię prasować. Właściwie to bardzo relaksujące zajęcie, ale wiecie… Kto by miał na to czas przy małym dziecku?

Tak samo ogródek… No widzę, że zamiast trawnika mamy pole dorodnych mleczy i NAPRAWDĘ, gdybym miała choć odrobinę czasu, poszłabym je wypielić, ale… Dziecko mi nie daje! To wszystko jego wina…

7. Skarżę na synka.

Mężowi. Kiedy wraca z pracy, opowiadam mu mrożące krew w żyłach historie o tym, jak dzisiaj było ciężko. Że Kostek wstał lewą nogą, a jak nie płakał, to skakał ze stołu i wisiał na żyrandolu. I że w ogóle… Żyć mi nie dał! Nawet jeśli mały spał w ciągu dnia cztery godziny, a kolejne cztery bawił się sam, przerzucając kamyczki w ogrodzie.

Piotr zawsze wtedy mi współczuje i zabiera go na dwugodzinny spacer. Tak, wiem, będę się kiedyś smażyć w piekle. Ale teraz – pókim wolna – idę nałożyć maseczkę!

DSC_0042_1

DSC_0052_1

DSC_0060_1

Tylko mi nie mów, że Ty nie, gdzie tam, w sumie to nigdy, bo to by oznaczało, że albo jesteś świeżo upieczoną mamą, która dba jeszcze o pozory i wyprasowaną pościel, albo… Zdeczka koloryzujesz ;).

DSC_0046_1

  • Gośka

    Ja w kryzysie udaję, że nie widzę, kiedy zaczyna się….no, powiedzmy trzecia bajka. A kiedy ślepotę zaczyna mi wyrzucać sumienie, wyłączam prąd, bo zepsuty telewizor już niestety przestał spełniać swoje zadanie – mama pac naplawiłem telewiziooool!

    • Tak, tej chwili się boję najbardziej – gdy zamiast machać pilotem obczai w końcu, który guziczek do czego służy ;).

      • Ja bym chciała, nie przynosiłaby mi pilota i nie kazała przełączyć na menu wyboru filmów. W sumie może pora ją nauczyć? :)

    • U nas bajki lecą cały dzień, nijak nie przeszkadza to dziecku cały czas żądać od nas zabawiania jej. Nie ma opcji, żeby usiadła przed telewizorem i obejrzała bajkę od początku do końca. :)

      • Aaaa! Znam to.
        Tylko „Teletubisie” potrafią go wyłączyć (z innych bajek rezygnuje po minucie na rzecz zabawy w „berka” np.), ale nawet wtedy najbardziej lubi na kolanach u mamy/taty i jak opowiadamy, co się dzieje na ekranie ;).

        • Na kolanach to jest odpoczynek. Dziś przyklejałyśmy naklejki wieczorem, chyba z 10 minut, o rany, jak ja wypoczęłam. Najczęściej jednak służę do zabaw ruchowych. Tu stój mama i mnie łap, jak będę biegać. Ale nie stój bezczynnie, masz mi rzucać piłkę do kuchni, jak będę z niej wybiegać, przeskakiwać przez piłkę i się na Ciebie z krzykiem rzucać. Taka zabawa! Albo mam tańczyć, gdy ona gra pędzlami na gitarze. Albo skaczemy po materacu (sama matka kupiła wygodny sprężynowy, to teraz ma). Albo mam siedzieć w przedpokoju i walić w bębenki, gdy ona nosi zabawki po domu. Babcia ma ostatnio fajrant, dostaje kolorowanki i wytyczne, którą kredką co ma pokolorować. :)

  • hehe…to sie wszystkie w tym piekle spotkamy!! ;-) szkoda ze w ciagu dnia nie mam komu dzieci ‚sprzedac’….ale dobrze ze chociaz na weekend czasami do dziadkow jada :-)

  • a ja stosuje na dziecku hipnozę – wpatruję się synkowi w oczy i mówię głosem Kaszpirowskiego: „jesteś senny, chce Ci się spać”
    niestety nie zawsze działa ;-(

  • Tatiana

    Ja baaardzo często praktykuje punkt 6 i 7 ;) Wszystkiego najlepszego na Dzień Matki ;) :*

  • Ja zamiast zabawek lizaki kupuje wtedy jest 10 min ciszy.

    • To chyba nawet lepszy sposób – a na pewno ekonomiczniejszy ;).

  • Dominika

    Och jakie to prawdziwe!! „Jeszcze tu wrocimy” u nas na porzadku dziennym bo inaczej nie wyciagnelabym wolami tych moich wulkanow energii z parku… A bajki… „Ale musisz zjesc sniadanie. ” „dobrze mamo ale jak wlaczysz dore..” zabawek mamy tyle ze przekopac sie przez nie pod koniec dnia graniczy z cudem ale w tych najglosniejszych niestety baaardzo szybko wyczerpaly sie baterie a przeciez w sklepach od dawna nowych nie dowoza ???? maz czesto slyszy jak to ja sie dzisiaj z nimi nameczylam… Ale co tam.. Do zobaczenia w piekle. ????

    • Tak! Baterie! U nas też potrafią się wyczerpać w ciągu jednego dnia ;).

  • U nas w domu to by nie przeszło. Dziecko umiało samodzielnie włączać telewizor mając rok. Teraz co prawda nie bardzo obsługuje pilota, ale dvd nie ma dla niej tajemnic. Nie ma trzech lat, sama sobie wyjmuje płyty z pudełek, sama wkłada, sama włącza, sama przewija do przodu, do tyłu… nawet nie próbuję z tym walczyć, nie będę okłamywać przecież własnego dziecka.

  • a ja wpatrzyłam sie w zdjęcia, takie wiosenne , świeże, takie pełne miłości…

    • Tak <3 nareszcie trafiliśmy na słońce, bo niestety pogoda w tym roku nie dopisuje :(.

  • Kasia A.

    fajna kiecka :D tez mi sie zdarzaja rozne grzeszki, ale mam podstawowa zasade, ktorej nigdy nie zlamalam, ze nie klamie dziecku, nawet jezeli chodzi o drobiazgi. 1 i 6 mi sie tez zdarzaja :)
    7 nie dziala na mojego Męża :) a szkoda

  • Haha :D Takie małe grzeszki… :D Też już z niektórych korzystam :D

  • Z tymi bajkami to pokusa nie do odparcia, chyba dla każdej z nas… A jeśli chodzi o gubienie, to muszę się przyznać, że dotyczy to u mnie nie tylko zabawek Zosi, ale także kilku elementów garderoby mojego męża, które zakupił jeszcze zanim się poznaliśmy. Dobrze, że mnie ma, bo dalej chodziłby w tym okropnym swetrze w romby…. brrrr ;-)

    • Znam to! Też pomogłam mężowi zgubić kilka ciuchów – gdyby nie ja, nadal chodziłby w t-shirtach pamiętających czasy liceum!

  • Matko Zabawko

    Przybijam piątek i dołączam do klubu kłamczuch ;)

  • większości nie mogę, bo córka już za bystra na to i niestety ma bardzo dobra pamięć do takich obietnic. Mężowi notorycznie mówię, że dostałam w tyłek w ciągu dnia, że wyje, ze piszczy, miauczy, marudzi i takie tam. No ale w sumie to akurat prawda jest. Zapewne zależnie od mojego nastroju albo mi to bardziej przeszkadza, albo mniej. Ale zawsze mąż sprawozdanie ma, niech sobie nie myśli, że na wakacjach jestem. A od wczoraj mam 2 w domu, więc ogólnie masakra i to na kółkach

  • hehe, cwana mamuśka. do czasu, korzystaj, póki dziecko słabo cwane, potem trudniej jest je wyrolować. :)

  • Asia

    U nas jescze telewizor jest kompletnie nieciekawy na szczęście. Może dlatego że od urodzenia prawie nigdy go nie włączam przy dziecku. Za to ciągłe przełączanie ulubionych CD z piosenkami ciągłe. Coś włącza i zaraz „to nie”, włącza następną itd etc….

  • Aleksandra Binkowska

    Highway to hell! ? jeśli chodzi o pkt 5.. my rozmawiamy po angielsku :-D niestety starszak chodzi już do szkoły i sporo już rozumie ?chyba pora zmienić język. .:-P