Mum and the city

Jak to jest mieć serce poza własnym ciałem?

2 października 2013


„Before I was a Mom –
I didn’t know the feeling of having my heart outside my body”

znalezione w sieci

DSC_1036

Są dzieci, które przesypiają całe noce, takie, których matki twierdzą, że ich dzieci przesypiają całe noce (a budzą się o 24, 2/3 i 5/6 „tylko” na karmienie) oraz te, które długo nocy nie prześpią.

Podobnie jest z matkami. Wszystkie wiemy, że poświęcenie jest w macierzyństwo wpisane. Jednym przychodzi to z łatwością, inne twierdzą, że nie mają z poświęceniem się żadnego problemu, a jeszcze inne… No właśnie, tej trzeciej grupy nie znam.

Dlatego co rano jeszcze przed śniadaniem zjadają mnie ogromne wyrzuty sumienia, bo kiedy po piątej słyszę, jak mój syn nawołuje mnie z sąsiedniego pokoju, jedyne, na co mam w tym momencie ochotę, to nakryć się kołdrą po same uszy i udawać, że nie ma mnie w domu. Daleko mi do matki, której obraz znałam przed porodem. Ta matka – ubrana w śliczną sukienkę, pachnąca po porannym prysznicu i z pieśnią na ustach idzie, a raczej leci kilka centymetrów nad ziemią swoje dziecko wytulić. Doprawdy nie wiem, kiedy i gdzie się wyspała, skoro do późna sprzątała swój idealny dom i piekła ciasteczka na podwieczorek dla męża (względnie chleb, bo to jest jakby bardziej w modzie ostatnimi czasy), a od rana smażyła naleśniki, których waniliowy zapach roznosi się w powietrzu tudzież wyciskała własnoręcznie sok z pomarańczy.

Tylko proszę się nie śmiać, drogie Mamy! Założę się, że większość młodych kobiet właśnie w taki sposób wyobraża sobie macierzyństwo! Myśląc w ten sposób, decydują się na dziecko, a potem… Szok!

Winę za to ponoszą celebrytki, które tuż po porodzie pojawiają się na salonach chudsze niż kiedykolwiek, zadbane i wyspane, a potem łżą (inaczej tego nazwać nie potrafię!) w tabloidowe oczy, że używają wielorazowych pieluch i karmią marchewką z własnego pola. Aha, a po powrocie z planu filmowego łapią króliczka zza krzaczka, zarzynają dla swojego maleństwa kurkę, co to niepryskaną trawkę całe życie skubała u nich w ogródku, a wieczorem przed bankietem nakładają maseczkę na twarz, idą do fryzjera i makijażysty. Jeszcze pamiętają, żeby przy każdej okazji – nawet w papciach i szlafroku – być sexy mamą.

Tu się zgina dziób pingwina! Już żadnej kompletnie w nic nie uwierzę! Ja używam Pampersów, w lodówce mam słoiczki „na czarną godzinę”, królika kupuję w sklepie, a i tak czasu dla siebie potrafię wygospodarować tyle, co kot napłakał.

Dlaczego nie przeczymy głośno wizji macierzyństwa, jaką znamy z mediów? Ba, nawet próbujemy ją realizować: być idealną żoną, gospodynią, kucharką, piękną kobietą, która zaraz po porodzie gubi kilogramy nie wiadomo gdzie… Ok, może inne są mądrzejsze, więc będę mówić za siebie. Ja próbowałam. Wierzyłam, że mogę mieć czysty dom, obiad dla męża, obiad dla dziecka, czas na ćwiczenia z Chodkowską, ułożone włosy i pomalowane oko. Tyle razy słyszałam przecież: co to za problem wrócić do pracy i wychowywać dziecko? Kobieta na urlopie macierzyńskim ma tyle czasu, że jej mieszkanie powinno lśnić, a ona sama wyglądać jak bogini, w końcu całymi dniami siedzi w domu i się nudzi. Jeśli nie gotuje trzydaniowych obiadów, a na komodzie zalega kurz, to znaczy, że jest po prostu leniwa.

Teraz wiem, że to nieprawda. Tak się nie da!!!

I jeśli ktoś zapyta mnie kiedyś, jakie to macierzyństwo jest, opowiem krótką historię o jego początkach. Środek nocy. Mąż śpi, bo rano idzie do pracy, biedaczek. Ja również chciałabym spać, bo chociaż nie idę do pracy, to jednak tej pracy w domu też jest sporo (w co chyba nikt, poza kobietą, która aktualnie też jest matką, nie wierzy). Dziecko wręcz przeciwnie – ani myśli zasnąć. Nakarmione, przewinięte, płacze. Kolejną godzinę z rzędu, tfu! Co ja piszę! Kolejną noc z rzędu, kolejny tydzień. Próbowałam już wszystkiego, więc odkładam zawiniątko do łóżeczka (ono krzyczy jeszcze głośniej!) i kieruję się w stronę drzwi, myśląc: „Idę stąd, wychodzę, mam to gdzieś. Wychodzę i nie wracam”. Naprawdę mam ochotę zdezerterować, przerosło mnie to wszystko, nie nadaję się. Po kilku krokach dopadają mnie wątpliwości. Dziecko mnie woła. Jestem wykończona, boli mnie głowa, nie mam siły, powinnam jeszcze wymyć włosy, jutro rano miałam sprzątać, mogłabym wymieniać i wymieniać, tylko… Po co? To wszystko jest już nieistotne. Dziecko mnie potrzebuje. Wracam.

Najpierw jestem matką, dopiero potem człowiekiem, kobietą, żoną, gospodynią, kucharką, pracownicą, itp. Tak to właśnie jest z tym macierzyństwem. Początki bywają trudne właśnie dlatego, że walczymy z nieuniknionym, nie zgadzamy się, chcemy zachować resztki dawnej siebie: tymczasem czas spojrzeć prawdzie w oczy, przewartościować swój świat, kopnąć samą siebie w tyłek na do widzenia i zrozumieć – najpierw jesteś matką.

Potem powinno być łatwiej.

  • dorkota

    Mamuniu, pięknie napisane. Przy czytaniu ekran mi się zamglił.

  • trzej krolowie

    nic dodac, nic ujac – kazda mama to zrozumie.
    a ja myslalam ze bylam jedyna, ktora chciala zostawic wszystko i uciec

  • Super Mamuniu !! Jakbym czytała o sobie. Szkoda tylko, że Ci którzy tego nie przeżyli nie potrafią lub nie chcą zrozumieć.

  • Magda

    Witam, jak się cieszę, że zostało to napisane. Ja mam dwójkę małych dzieci 4 l. i 2 l. i coraz częściej mam chęć zagrzebać się rano w pościeli, wywiesić tabliczkę mnie tu nie ma, uciec gdzieś daleko choć na chwilę by nikt mnie nie widział. Dzisiejszy świat oczekuje od nas, MAM byśmy były idealne we wszystkim, miały najlepiej kilkoro dzieci, uroczych, zadbanych bobasków, piękny dom, oczywiście realizowały się zawodowo, najlepiej odnosiły sukcesy w pracy, dbały o męża, o siebie, były na diecie, ćwiczyły. A ja tymczasem jako mama pracująca na pełnym etacie, nie jak nasze celebrytki, sexi mamy itp sporadycznie,elastycznie, nie mam pojęcia jak to wszystko pogodzić. Codzienne wyrzuty sumienia, że nie mam czasu na wszystko co powinnam sprawiają, że nie umiem już zorganizować się wcale. Doba powinna być dla mnie dłuższa z 3 lub 4 razy niż jest. Najbardziej „gnębią” mnie wyrzuty sumienia, po powrocie z pracy, gdzie niestety nie mam możliwości „obijać się” chciałabym całym sercem poświecić czas dzieciom, które kocham nad życie, a ja po prostu nie mam siły oddać się całą sobą. Sama pogubiłam się już w tym kołowrotku i próbuje jak mogę się z niego wydostać. Dlatego jestem Ci Mamuniu wdzięczna za tego posta.

  • Nie mam jeszcze dzieci, ale tak Ci powiem, że jak przeczytałam, co napisałaś, to… chyba jeszcze bardziej będę moment ich posiadania odwlekać.

    Kiedyś czytałam bardzo fajny artykuł na temat straszenia porodem – czyli jak obecne matki straszą te przyszłe – nie jestem go w stanie namierzyć, ale był mega mądry i mega wyważony.

    Pozdrawiam,
    http://ewakuchennie.blogspot.com/
    https://www.facebook.com/pages/Ewa-Kuchennie/683595538318332

    • Mamunia

      Nie mam zamiaru straszyć, raczej… Uświadamiać?
      Na posiadanie potomstwa trzeba być przygotowanym, bo to nie jest łatwe, oczywiste i naturalne, a za takie uchodzi. Wszystko wywraca się do góry nogami, a do równowagi wraca się potem latami (o ile to w ogóle możliwe?). Do starej siebie nigdy się nie wraca. To nowe życie jest pod wieloma względami lepsze, ale… Jest też trudne. Na pewno nie cukierkowe, a taki obraz kreują media (i wiele matek również). Dziś uważam, że decyzja o macierzyństwie powinna być gruntownie przemyślana – moja była, a i tak wiele aspektów mnie zaskoczyło. Przecież im więcej wiemy, tym lepiej.

  • Ania

    Wiesz Mamuniu,

    a mi sie trochę wydaje, że jeśli któraś chcąca mieć dzieci myślała, że to proste i wszystko da się zrealizować to
    a) była okropnie naiwna
    b) nie znała nikogo kto ma dzieci ?!

    Bo ja nie wierzę w wypomadowane Panie w rozmiarze zero 2 tygodnie po porodzie. No są takie, wiadomo, ale żeby zaraz za ich przykładem myśleć, że każda tak będzie miała dobrze? Moja siostra z dwójką dzieci była wiecznie niewyspana, notorycznie zmęczona i sfrustrowana. Wiedziałam, że TAK będzie choć przyznaję nie miałam pojęcia JAK to będzie.

    Mnie najbardziej boli jedno: jeśli robię coś w domu w ciągu dnia mam zawsze wrażenie, że robię to kosztem dziecka. Bo zamiast z nim pogugać, pobawić na macie albo zwyczajnie poleżeć i chmury liczyć – wyciągam naczynia ze zmywarki etc. I serce mnie boli. A nie wiem czy nie boli też to tego serca poza własnym ciałem.

    • Mamunia

      Dlatego w pewnym momencie się zreflektowałam i dopisałam, że „będę mówić za siebie”.
      Ja sfrustrowanych matek nie znam. Moje najbliższe znajome nie mają jeszcze dzieci, a znajome z pracy mają dzieci dawno odchowane. Wchodzę na blogi, a tam tysiące lajków pod stwierdzeniem: „Wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, bo mam dziecko”, zresztą wystarczy spojrzeć: https://www.facebook.com/PamietnikMamyPL (polecam wpis sprzed godziny i komentarze pod nim). Nie wiem, ale mam wrażenie, że te kobiety próbują wmówić otoczeniu i sobie, jakie są szczęśliwe.

      Inna kwestia to taka, że zawsze wszystko mi się udawało, dlatego wierzyłam, że i z macierzyństwem „gładko” sobie poradzę. Ot, kolejne zadanie do zrealizowania na mojej liście. Problem jest jednak taki, że jestem perfekcjonistką i wszystko co robię, chciałabym zrobić na 100% – a tak się po prostu nie da, przynajmniej nie z niemowlakiem na rękach.

  • Ania

    Masz rację.
    Nie dalej jak wczoraj byłam na blogu, na którym kobitka opisuje swój lajtowy poród sn zakończony cc. Wszystko w superlatywach (rodziła w tym szpitalu co ja). Czytałam też wcześniej wpis Madzi odnośnie cc i karmienia piersią i kurde u mnie wszystko na odwrót! Muszę z tym żyć, jestem bardzo ciekawa jak to będzie z drugim potomkiem (a propos ciągle się boję, ze jestem w ciąży hehehe).

    Dobra, późno jest, zaczynam pleść.
    Uściski dla Kuka!

    • Mamunia

      Aniu „boję”? Przecież chcesz mieć trójeczkę! Mam wrażenie, że lepiej ode mnie odnajdujesz się w nowej roli, radzisz sobie wzorowo, a co do porodu… Nic nie jest przecież przesądzone.

  • Ania

    No kochana, chcieć – chcę, ale boję się że teraz! Tak za dwa lata to i owszem.

    Przypomniał mi się zabawny dialog mojej siostry w sklepie:
    Sis: Dzień dobry, eee, co to ja chciałam? Przepraszam, mam ostatnio niewielki zasób słów.
    Kobitka: Pani na wychowawczym?
    Sis: Taaak…..
    Kobitka: Rozumiem, byłam 7 lat.

    Brzmi jak wygnanie! Mamuniu, zdecydowałam się część rzeczy…zignorować (patrz: porządek w domu, naczynia w zlewie, zadbany ogródek, zadbana ja….). Mam nowych przyjaciół: dresy, dresy i dresy. Śpię wtedy kiedy dziecko, a dziecko śpi z nami w łóżku. Sama na siebie kręcę bicz – wiem. Jestem niekonsekwentna, niewyspana (nic dziwnego, skoro tu siedzę o tej godzinie) i niezorganizowana. Obiad to mistrzostwo świata. Na dodatek – póki co – Włóczykij jest niejadkiem. Żyć, nie umierać. Nawet bloga założyłam już ho ho temu a nie wiem kiedy na nim coś pisać ?! Chyba musisz mi jakichś lekcji udzielić.

  • trzej krolowie

    mysle Mamuniu, ze to wynika z tego, ze jestes perfekcjonistka i dlatego te pierwsze miesiace tak Cie zaskoczyly.
    po prostu trudno uwierzyc, zeby przez tak malego czlowieka trzeba bylo sobie az tak bardzo przeorganizowac zycie, dopoki sie tego nie doswiadczy. dlatego nawet, jezeli sie kogos uswiadamia przed porodem, to i tak ta osoba w to do konca nie uwierzy (eetam, poradze sobie. sama tak mowilam, choc akurat nie nasluchalam sie cukierkowych historii, tylko tych troche gorszych) mam tez przyklad rodzinny. moja siostra bacznie obserwowala mnie i potomka (jest kilka miesiecy starszy od potomka siostry) i dopiero jak sama juz urodzila powiedziala do mnie z wyrzutem: dlaczego mi nie powiedzialas, ze tak to naprawde wyglada? ja: no jak to przeciez sama widzialas. i ona zdziwiona: to Ty tez tyle nocy nie przespalas itd. ja: oczywiscie. widziec, slyszec to jednak nie to samo, co samemu to przezywac.
    moge Cie pocieszyc, ze nie potrzeba LAT, zeby wrocic do rownowagi. mysle, ze ten 1 rok jest pod tym wzgledem najgorszy. ale to moje doswiadczenie i moja opinia, no i oczywiscie zalezy tez, ile sie tych dzieciaczkow ma w domu
    pozdrawiam wszystkie mamy

  • frustratka

    Ja ma dwójkę. Jestem na wychowawczym. Właśnie mam ochotę powiedzieć: pocałujcie mnie wszyscy w d…! zwalniam się!

    • Mamunia

      ;)

      • frustratka;)

        Kryzys minął. Odwołuję swe ostatnie oświadczenie. Nie zwalniam się.

  • W

    Przyznam szczerze – jak czytam takie wpisy to nie rozumiem, nie mieści mi się w głowie…

    Kilka dni temu minęło 3 miesiące odkąd cesarskim cięciem urodziłam Córeczkę. W piątek poród, w niedziele powrót do domu, a w poniedziałek usiadłam do pracy przy komputerze w domowym zaciszu – miałam umyte włosy (na szczęście przed porodem poszłam do fryzjera żeby po porodzie wyglądać schludnie i po prostu kobieco), „umalowane oko”, ubranie czyste, uprasowane, kobiece. Mam własną firmę, nie stać mnie było na opłatę maksymalnego zus-u w ciąży, więc zasiłek mam minimalny, stąd działalności nie mogłam zawiesić – zwyczajnie nie wystarczyłoby na życie i rachunki, pracować musiałam. W czasie kiedy ja pracowałam Córeczka spała w kołysce obok mnie. Kiedy się budziła – byłam z Nią, pomagał mi Mąż, nie mam z rodziny nikogo kto mieszkałby obok mnie na tyle blisko by pomagać mi przy Dziecku. Gdy nie mogła zasnąć i płakała – szłam na spacer, gdy zasypiała wracałam z Nią do domu, wózek stawiałam na balkonie, odpalałam laptopa i zwyczajnie pracowałam (jestem prawnikiem, pracuję przy komputerze). Każdego dnia byłam kobieco ubrana i wyszykowana. Jakbym miała zaraz wyjść do ludzi (fakt było łatwo bo urodziłam Córkę w lato).
    Fakt – mam ukochanego Męża z którym o podziale obowiązków wiele rozmawiałam w ciąży, wszystko to co się dało zaplanowaliśmy. Ustaliliśmy, ze względu na planowaną cesarkę zachowa swój urlop na czas po porodzie i będziemy razem 15 dni roboczych w domu.
    Na początku wstawałam w nocy (na zmianę z Mężem) bo Mała się budziła (3 razy), rano – nie miałam możliwości „odsapnąć” – robota czekała na ogarnięcie. Na pierwsze spotkanie służbowe wyszłam po 2 tygodniach od cc. Z klientami spotykałam się po pracy Męża, czyli po 16/17.
    Czy było mi łatwo, czy jest pięknie i różowo ? nie! Było tak ciężko, że płakałam ze zmęczenia. Ale stwierdziłam, że nie poddam się, bo po prostu przybyła mi jeszcze jedna rola życiowa, że nie chce wyglądać jak znajome po ciąży…
    Gdy byłam w ciąży koleżanki po cc tłumaczyły mi, że moje mięśnie brzucha nigdy nie będą takie jak przed cc. Cóż… dbając o siebie w ciąży nie nabawiłam się ani jednego rozstępu, przytyłam 10,7kg. Do wagi sprzed ciąży wróciłam w ciągu 4 tyg. – nie karmiłam piersią, bo nie miałam pokarmu. Po prostu wprowadziłam reżim żywieniowy, a zadowolenie i duma Męża ze mnie pozwala mi przypuszczać, że jest nieźle.

    Po miesiącu Mała stopniowo spała w nocy coraz dłużej, po 1,5 miesiąca wybudzała się średnio raz o 3 w nocy. W drugim/trzecim miesiącu życia często zdarzało się Jej przesypiać noce. Teraz skończyła już 3 miesiące i sporadycznie w nocy wybudza się.

    Jaki jest sekret? nie poddawać się, pamiętać że jest się przede wszystkim żoną i kobietą. Sekret wychowania noworodka/niemowlaka to rytuały. O konkretnej stałej i nieprzekraczalnej porze – jedzenie, kąpiel i kładzenie dziecka spać na noc. Jest to bardzo trudno wprowadzić w życie, wiele wiele pracy trzeba. Ale da się. Polecam książkę – „W Paryżu dzieci nie grymaszą”.
    Pojawienie się dziecka nie jest rewolucją – jest piękną zmianą. Polecam podczas ciąży obmyślić i zaplanować życie „PO”.
    Ja np. zaplanowałam 4 dniowe wakacje z niespełna 2 miesięcznym dzieckiem ponad 200 km od domu. Udało się, odetchnęliśmy. A z mężem mieliśmy tylko dla siebie piękne letnie wieczory, przed domkiem letniskowym. W środku spała nasza Córka. Zaplanowaliśmy też podział obowiązków, mój ekspresowy powrót do pracy, poszukiwania niani, kwestie finansowe.

    Tak więc jak czytam, że kobieta będąca na macierzyńskim mająca zdrowe dziecko, nie będąca samotną matką, nie pracująca narzeka że nie ma dla siebie czasu to po prostu nie wierzę w to. Według mnie to wymówka i zła organizacja czasu.
    Wszystko, powtarzam wszystko jest kwestią nastawienia, wszystko siedzi w naszej głowie.

    Jak jest w tej chwili? Tak, mam nianię – kilka dni w tygodniu pracuję, resztę roboczych dni poświęcam Rodzinie. Nigdy nie powiem, że przez dziecko uwsteczniłam się, zaniedbałam, coś straciłam.

    • Mamunia

      Witam.
      Dziękuję za rady, ale nie napisałaś mi niczego, czego nie wiem (i nie poruszyłam w innych wpisach tutaj, na blogu). Było o wakacjach z dzieckiem (trochę starszym co prawda, bo nie wyobrażam sobie unieruchomić w foteliku samochodowym dwumiesięczne dziecko i przejechać z nim 200 km. Moje płakało po 5 minutach w takiej nienaturalnej pozycji), było też o rytuałach, które z powodzeniem stosujemy niemal od urodzenia. „Zdrowe” dziecko to pojęcie względne – opisywałam zarówno nerwową ciążę jak i poród z komplikacjami – dziecko jest nerwowe, nadwrażliwe, pierwsze trzy miesiące po prostu przepłakało – nie było możliwości zająć się czymś innym niż nim. Moje zdrowie również było w opłakanym stanie (głęboka anemia, niedoczynność tarczycy wykryta w ciąży). I właśnie tych pierwszych miesięcy dotyczy mój wpis.

      Piszesz, że trzeba pamiętać, że jest się przede wszystkim żoną i kobietą… Jakbym siebie widziała w tych pierwszych miesiącach… Też długo walczyłam w „łatką” matki, sprzeciwiałam się, twierdziłam, że na pierwszym miejscu jestem kobietą, żoną, że macierzyństwo nie jest żadną rewolucją i na pewno nie zmieni mnie w zaniedbaną kobietę z zaniedbanym domem i mężem, ale wiesz co? To jest właśnie guzik prawda! Kiedy zrozumiałam, że przede wszystkim jestem matką, odetchnęłam z ulgą. Jedyne co muszę, to zająć się swoim dzieckiem, resztę po prostu mogę (jak starczy mi czasu).

      Zrozumienie tego faktu pomogło mi bardzo zorganizować swoje życie. To dziecko jest najważniejsze i mizdrzenie się przed lustrem, strojenie, ćwiczenia z Chodakowską, bieganie, basen mogą poczekać. Porządki w domu również, także praca, obiad dla męża, itp. Robię to wszystko nadal, ale w drugiej kolejności (o ile Kuku pozwoli). No może poza makijażem, uważam, że naturalne piękności nie potrzebują go do siedzenia w domu, nie mam też oporów, żeby wyjść bez niego do ludzi.

      Prowadzę bloga, więc jak widać, z organizacją czasu nie mam większych problemów (teraz), mimo że muszę radzić sobie często sama, bo mąż dużo pracuje po godzinach, ale to mój świadomy wybór (zostanie z dzieckiem w domu najdłużej jak się da), więc nie mogę narzekać.

    • Mamunia

      Poza tym rzeczywiście wydajesz się być idealną kobietą, która wiedzie idealne życie z idealnym dzieckiem i mężem, więc nie wiem, skąd ta potrzeba dowartościowania się przed obcymi (byłam u fryzjera przed porodem, mam własną firmę, jestem prawniczką, przytyłam 11 kg, nie mam rozstępów, schudłam, wyglądam kobieco, schludnie, maluję się codziennie, nie jestem jak moje znajome), a przede wszystkim szukanie potwierdzenia własnej wartości w oczach męża (mąż jest zadowolony, więc chyba jest nieźle)?

      Jeżeli to – co napisałaś – jest prawdą, jest więcej niż nieźle. Bez żadnego „chyba”. Powinnaś to wiedzieć bez względu na opinie innych.

      • W

        Jest nieźle, nigdy nie ma idealnie. Nie, nie chwaliłam się. Wprost napisałam – ze względów finansowych musiałam wrócić do pracy – otwarcie i wprost przyznałam, że chodziło o pieniądze, bo ja nie miałam 100% pensji. Żyjemy w takich czasach, że mój pracodawca zmusił mnie do otworzenia własnej firmy i przejścia z etatu na własną działalność pracując u niego, pod groźba zwolnienia.
        Napisałam mój post aby dodać otuch innym kobietom, że macierzyństwo wcale nie musi takie być. To jest życie i to jak je sobie ułożymy w ogromnej mierze zależy od nas. Albo poświęcimy je w 100% dziecku, albo wydzielimy czas i na inne rzeczy. Nie trzeba tego oceniać. Czas powinien się znaleźć na wszystko, o ile tylko będziemy tego chciały.
        Nie muszę się dowartościowywać, to że jestem prawniczką napisałam, by podkreślić, że wykonywałam pracę nie wymagającą sił fizycznych, bo do tego tuż po porodzie nikt się nie nadaje.
        Po prostu nie przerażajmy innych kobiet wizją macierzyństwa i natłoku obowiązków. Też byłam nią straszona i będąc w ciąży bałam się ogromnie jak będzie po porodzie z małym dzieckiem w domu. Teraz każdej ciężarnej powiem, że będzie dobrze bo to piękne chwile, tylko żeby się nie załamywała i walczyła o siebie.

        Zauważ, że z moich słów nie wypływa frustracja jak ze słów wielu matek.
        Tak tylko od siebie dodam, że to dość przykre że męża a więc osobę która poniekąd dała dziecko odstawia się na boczny tor, pisząc że resztą poza dzieckiem zajmujesz się jak masz czas. Mam nadzieję, że ja takich słów o sobie nigdy nie przeczytam.
        Powodzenia w wychowaniu dziecka i zdrowia dla Waszej dwójki!:)

        • Mamunia

          Hmmm… „Resztą”, czyli obowiązkami – mówiąc o dbaniu o męża, miałam na myśli gotowanie obiadu (staram się, ale nie zawsze jest, wtedy proszę, żeby mąż przywiózł coś na wynos), pranie, prasowanie (czasami mąż musi o to zadbać sam), itp., a nie czas, jaki razem spędzamy.

          Zresztą uważam, że to mąż powinien ocenić czy jest odstawiany na boczny tor, a nie osoba z zewnątrz sugerująca się jednym wpisem.

          Widzisz, każda z nas dodaje otuchy na swój sposób, Ty napisałaś: „Możesz zachować dawną siebie, mi się udało pogodzić macierzyństwo z pracą i wszystkimi obowiązkami”, ja napisałam: „Jeśli nie potrafisz spełniać na raz wszystkich narzuconych przez otoczenie ról, nie szkodzi, świat się nie zawali, dbaj o dziecko, bo ono Ciebie potrzebuje, reszta wróci do równowagi później i nic się nie stanie, jeśli opróżnisz zmywarkę po kilku godzinach, a nie od razu, na podłodze przez kilka dni będą koty kurzu, a dziecko dostanie jedzenie ze słoiczka zamiast własnoręcznie przecieranej marcheweczki”. Tylko to miałam na myśli, a nie brak organizacji, zaniedbanie siebie czy męża. Niektóre matki czują to intuicyjnie, ale mi było ciężko pojąć, że nie muszę wszystkiego robić na 100%, że jak zaplanowałam sprzątanie/gotowanie/zakupy, a dziecko płacze, to trzeba swoje plany ze spokojem przełożyć w bliżej nieokreśloną przyszłość, a nie frustrować się, że nic nie mogę zrobić! Stąd ten wpis. Długo się buntowałam, że mam inne role poza byciem mamą, że nie mogę pozwolić, aby dziecko zasnęło na mojej piersi, bo tyle przecież do zrobienia wokół… A teraz żałuję, że tak późno się poddałam (straciłam pierwsze miesiące, próbując być Himenką), bo to super uczucie, kiedy dziecko śpi w ciebie wtulone lub nosisz je pół dnia po ulicy i pokazujesz każdy pojedynczy listek na drzewie zamiast gnać do swoich spraw.

          • Mama x 2

            Drogie Panie,
            czytając wszystkie komentarze i Waszą dyskusję, myślę, że każda ma rację.
            Tak, matka jeśli ma możliwość i ochotę to może próbować żyć jak wcześniej, nie zawsze to wychodzi, ale jest możliwe. Dbanie o siebie i całą rodzinę, nie tylko o dziecko jest możliwe, ale też wymaga dużo samoorganizacji i cierpliwości. Oczywiście „czasu dla siebie” po ogarnięciu domu i rodziny nie zostaje dużo, ale coś zawsze da się wygospodarować. Mamunia znajduje czas na bloga. Pani W znajduje czas dla siebie, więc każda wykorzysta go jak uważa.
            Ja sama uważam, że takie dyskusje są potrzebne, nie by przestraszyć, ale by uzmysłowić, że gdy jakaś Matka nie wyrabia a cała rodzina wymaga więcej to nie jest sama. Pamiętajmy, że jedno dziecko wymaga uwagi 2 godzin dziennie, inne 12.
            Tak więc, nie straszmy, uzmysławiajmy, a przyszłym Matkom będzie łatwiej się przygotować i zorganizować.
            Miłego dnia.

  • Ania

    moim zdaniem pani W nie zrozumiala przeslania tego wpisu, ale na szczescie zostalo to pozniej przez Mamunie wyjasnione. nie odebrałam tego jak straszenie mam, tylko jako uzmysłowienie, ze nie wszystko będzie wyglądać tak jak przedtem. trzeba pozwolić biec sprawom własnym torem, a dopasowanie planu dnia do własnego wyobrażenia, jak taki dzień powinien wyglądać, może czasem nie wyjść i trzeba to zaakceptować.

  • Mamunia

    Co więcej, mój wpis powstał właśnie w pewnej opozycji do tego powszechnego mniemania, że łatwo pogodzić rolę matki z rolą pracującej kobiety, z rolą kobiety zawsze atrakcyjnej również (także w czasie porodu. Swoją drogą nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby przed porodem iść do fryzjera ani tym bardziej, żeby trzy dni później zrobić makijaż – kiepsko jestem zorganizowana jednak). Okazuje się, że babki same kręcą na siebie ten bicz, opowiadając, jak sobie wzorowo poradziły: jeśli ty nie potrafisz – jesteś zaniedbana, źle zorganizowana, itp., więc patrz na mnie, podziwiaj i ucz się albo zazdrość.

    Dlatego się odezwałam i przedstawiłam inny punkt widzenia. Nie jest łatwo wyglądać dobrze na sali porodowej. Nawet na poporodówce żadna z nas nie wyglądała jak bogini. Najlepszy fryzjer tu nie pomoże i najładniejsza fryzura. Wokół noworodka jest bardzo dużo pracy, to nieprawda, że tak małe dziecko cały dzień przesypia. Mój maluch spał łącznie 12 godzin/dobę, a jego drzemki trwały po 15-30 minut. Większość dzieci tak śpi, jest to związane z budową ich mózgu oraz przechodzeniem z fazy snu płytkiego do fazy snu głębokiego. Coś tam mogłam w tym czasie zrobić, ale nie za wiele.

    Nie jestem tradycjonalistką, naprawdę, daleko mi też do matki, która myśli tylko o pieluchach (w końcu realizuję się, pisząc tutaj, fotografując, itp.), ale mam wrażenie, że świat wywraca się do góry nogami, bo matki (myślałam, że celebrytki, których dotyczył mój wpis, ale okazuje się, że nie tylko) licytują się: która mniej przytyła w ciąży, która szybciej wróciła do formy i pracy – czy to naprawdę jest najważniejsze w tych pierwszych miesiącach macierzyństwa?

    • trzej królowie

      Mamuniu, ja Twój przekaz również zrozumiałam. prawdę mówiąc to wkurzył mnie ten komentarz pani W. Ale cóż poradzić, jest wolność wypowiedzi. Prawdę powiedziawszy osobiście nie znam żadnej takiej mamy jak pani W. nie wiem też czy takim dobrem dla dziecka jest powrót do pracy tak wcześnie. rozumiem powody finansowe – któż ich nie ma. czasem w życiu liczy się coś więcej niż tylko pieniądze. niemniej jednak widać to pani ta czuje się upoważniona do udzielania rad, jak sobie dobrze zorganizować życie i nie bierze pod uwagę faktu, że dzieci są różne i jeżeli nawet się konsekwentnie stosuje jakąś zasadę to nie zawsze ona zadziała. ja popieram to, o czym piszesz. nie przejmuj się pseudo- idealnymi mamami.

  • Ania

    jeszcze mi się przypomniała taka scenka, kiedy moja siostra na studiach nocowała u koleżanki, która miała małe dziecko.
    otóż moja siostra nie mogła się nadziwić i mi kilkaktrotnie mówiła, jak leniwa musi być ta koleżanka, skoro nawet jej się paru rzeczy nie chce wyprasować. dziś moja siostra, również matka, na to wspomnienie zawsze dostaje ataku śmiechu, a jak u mnie zalega pranie do prasowania, to również zawsze sobie to przypominam i jakoś tak mi weselej.i wcale nie mam wyrzutów sumienia. czy to znaczy, że jestem leniwa, nie dbam o dom czy nie jestem – o zgrozo – dobrze zorganizowana? pozdrawiam

  • Ania Yokasta

    Kurczę, jak czytam co napisała W to też mi się nie mieści w głowie.
    Pierwszy miesiąc Włóczykij był podłączony do cycka. I nie było wstawania na zmianę, kiedy on spał spałam ja, kiedy płakał to i ja płakałam. Dwa tygodnie po porodzie ledwo się ruszałam, a o samodzielnym prysznicu nie było mowy więc możliwości powrotu do pracy i spotkań biznesowych pogratulować.

    I co to znaczy, że musimy znaleźć na wszystko czas? Figa z makiem, nic nie musimy a już na pewno nie na wszystko. Sama obiady gotuję od niedawna, bo mój egzemplarz nie był zainteresowany pitraszeniem mamy, w końcu obiad nie był dla Niego.

    Takich osób jak Ty W z, jak sądzę, bezproblemowymi dziećmi jest garstka! I potem własnie kobitki czytają, zachodzą w ciążę, rodzą i ZONK – mają ochotę wybrać bramkę nr 2, bo okazuje się, że jednak świat wygląda inaczej.

    Ubranie czyste, uprasowane, kobiece. Czemu ja o tym nie pomyślałam? Aaaa! Już wiem! Bo to było mało ważne, liczył się tylko (i dalej tylko on się liczy) Włóczykij. I to nie oznacza, że mąż jest na bocznym torze. Młody stał się całym światem nie tylko dla mnie, a wspólna pasja łączy.

    Mamuniu, miałam Ci pisać już wcześniej że fajnie że spasowałaś trochę.

  • Kabaretka

    Pamiętajcie, że rożnie bywa. Niektóre mamy mają panią do sprzątania, inne do dyspozycji teściową. Ja miałam np. spore wsparcie. O życie jak w Madrycie ciężko, ale kij ma zawsze dwa końce.

  • Mamunia

    Dziewczyny, należą się chyba słowa wyjaśnienia. Cały wieczór zastanawiałam się, czy nie napisać oddzielnej notki, ale nie ma sensu zawracać kijem rzeki. Moim zdaniem wkradło się tutaj małe nieporozumienie – każda z Was w mojej notce dostrzegła to, co chciała zobaczyć.

    I tak W, czytając to, co napisałam, zobaczyła obraz zaniedbanej Matki Polki, skupionej tylko i wyłącznie na dziecku, która poza nim nie ma własnego świata, co więcej: pała nienawiścią do kobiet, które ten świat śmią mieć. Zobaczyła kobietę, która będąc matką myśli tylko o pieluchach, męża odstawia na boczny tor, o powrocie do pracy nie myśli, całymi dniami chodzi w szlafroku, nieuczesana, brudna, whatever. To, że w swoim opisie trochę ją poniosło (ładna fryzura na czas porodu, praca i makijaż trzy dni po), to już inna kwestia. Poczułam się urażona, jak absurdalnie mnie oceniła i dolałam oliwy do ognia. Tak, też ją oceniłam i zaszufladkowałam. Potem zżarły mnie wyrzuty sumienia, no bo nie mam prawa, nie znam jej, prawdopodobnie również nie zrozumiałam.

    Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą doskonale, że rzeczywistość wygląda trochę inaczej niż wyobrażenie W. Nadal zachowałam cząstkę siebie, nie realizuję się tylko i wyłącznie poprzez wychowanie dziecka – wiem, że są kobiety, które po porodzie skupiają się na nim w 100% (i chwała im za to!), ale ja tak nie potrafię. Prawdopodobnie wiecie o tym, bo przecież prowadzę bloga (potrzebuję małej odskoczni od bycia matką, a zawsze lubiłam „tworzyć”), zdarza mi się zostawiać dziecko pod opieką męża i wyjść pobiegać (również egoistycznie potrzebuję takiej chwili tylko dla siebie), są wieczory, kiedy olejuję włosy (zasługa naszej Madzi), nakładam maseczkę, zamykam się w łazience i mnie nie ma. Czasami razem z mężem wychodzimy „na randkę” do restauracji czy kawiarni. Towarzyszy nam wtedy dziecko, ale są to nasze chwile. Czysty dom jest dla mnie tak samo ważny jak przed porodem, ale potrafię już odpuścić i odkurzać podłogę raz w tygodniu, a nie co dwa dni, przymknęłam oko na porozrzucane w salonie zabawki, a kurz nie doprowadza mnie do rozpaczy (na początku potrafiłam odłożyć płaczące dziecko, tylko po to, żeby go wytrzeć – nie zjedźcie mnie proszę za to wyznanie, tylko doceńcie, jak daleką drogę przeszłam).

    Pisząc ten tekst, miałam na myśli tylko i wyłącznie to, że jak dziecko mnie potrzebuje, to jestem w 100% z nim – nawet jak jestem nieuczesana i w szlafroku. Były dni, że Kuku czuł się gorzej (problemy z oczkiem lub żołądkiem) – te dni po prostu z nim przeleżałam, przenosiłam go, nie myślałam o sobie i o tym, że trzeba się pomalować, uczesać, wystroić, posprzątać, poćwiczyć, popracować. Są dni, że mój świat musi się zatrzymać dla syna.

    Nadal uważam, że każda z nas potrzebuje jakieś odskoczni od dziecka, czasu tylko dla siebie, bo kiedy tego czasu egoistycznie nie wygospodaruje, prędzej czy później popadnie we frustrację. Jedne czytają, kiedy dziecko śpi, inne wieczorem wychodzą pobiegać, jeszcze inne siadają przed tv z kawą. Nasz wybór – my wiemy najlepiej, co nas relaksuje i pomaga naładować akumulatory.

    Jednak po porodzie nasz świat się przewartościowuje i dla mnie to była – droga W – rewolucja, nie drobna korekta życia. Ja myślę, że Ty masz tę rewolucję dopiero przed sobą. Kobieta, która rodzi dziecko, naprawdę (i do końca życia) na pierwszym miejscu będzie matką. Nie żoną, kobietą, nawet nie człowiekiem (w moim tekście kolejność tych słów nie jest przypadkowa!), bo kiedy dziecko płacze z bólu, to matka nie myśli, że musi iść do toalety czy coś zjeść (tym bardziej nie myśli o tym, żeby nałożyć szpilki czy pocałować męża), myśli tylko o tym, żeby swojemu maleństwu pomóc, ulżyć mu w cierpieniu.

    Tylko to miałam na myśli. Kilka miesięcy temu też bym się oburzyła, czytając coś takiego – ja? Nie jestem człowiekiem? Kobietą? Tak, jesteśmy, ale w drugiej kolejności, kiedy wszystkie potrzeby naszego maleństwa zostają zaspokojone, bo to ono jest na pierwszym miejscu, a nie nasz makijaż, schludne ubranie, porządek w domu czy zgrabna figura. Nawet nie mąż, ale on jest już dużym chłopcem (w przeciwieństwie do dziecka umie nakarmić się sam) i myślę, że doskonale to rozumie.

    Nie usprawiedliwiam kobiet, które w czasie urlopu macierzyńskiego zaniedbują swój wygląd, męża i dom. Jednak rozumiem, że kiedy w końcu dziecko zaśnie, można usiąść z kubkiem gorącej herbaty przed tv, nawet jeśli w łazience piętrzy się stos brudnego prania, a my mamy na sobie nadal piżamę. Każda z nas ma prawo do odpoczynku. Nie jesteśmy robotami wielozadaniowymi. Nie musimy spełniać wszystkich oczekiwań (robić dobrze – sorry za wyrażenie – szefowi, mężowi, teściowej, matce, obcej osobie na ulicy, która może nas przypadkiem zobaczyć w brzydkiej fryzurze i dresie). Olać to. Uśmiech dziecka jest najważniejszy (bo przecież nie naszego szefa czy tej obcej osoby w sklepie).

  • Ania Yokasta

    Brawo. W 100% się zgadzam, powiem więcej – mam tak samo!

    P.S. uwielbiam sobotę rano kiedy dłuuuuga kąpiel w ramach odpoczynku mi się należy

  • hania

    Zgadzam sie w stu procentach. Jestem mama trzy i pol mesiecnej coreczki na dziecko sie zdecydowalismy swiadomie Lata uciekaja a dziecka chcielsmy oboje 30 lat wydawalo mi sie ze to juz czas najwyzszy – i oooo wlasnie !!! Wszystko jest inaczej niz myslalam nie ma sie czasu dla siebie Wszystko trzeba robic szybko i juz nie mozna tak dokladnie jak kiedys bo malec po prostu na to nie pozwala Chyba kazda kobieta po porodzie sie rozczarowuje Wydaje mi sie ze nie zrozumie nas ten kto przez to po prostu nie przeszedl Z czasem jednak zdajemy sobie sprawe ze to ze nie mamy czasu dla siebie juz nas tak nie przytlacza bo koncentrujemy sie na swoim skarbie i wszystko inne schodzi na drugi plan.